Tło tego rozmyślania zaczyna się jakieś ponad 2 tygodnie temu. Kiedy to zaginął Kot. (miał imię i właściciela, jednak to jest nieistotne teraz). Przyjaciele i rodzina pomagali właścicielowi szukać kota. Zostały rozwieszone plakaty i
ogolnie zrobiono wszystko co się dało by kota odnaleźć.
Cisza
Aż pewnego dnia telefon, jest ślad.
Chodząc po nocach na świeżym powietrzu rożne rzeczy przychodzą do głowy. Rozpoczęło się niewinnie. Pomyślałem, że bardzo tego kota chcę znaleźć. I zastanawiałem się czy wole żebym go ja znalazł czy żeby w
ogóle się znalazł. Oczywiście zaraz sobie
odpowiedziałem, że albo chciałbym
znaleźć kota albo chociaż zobaczyć jak właściciel go odnajduje. To pierwsze dało by mi "punkty" a to drugie Radość z widoku radosnego właściciela.
Wiec idę ścieżką i myślę. "Jak znajdę kota to znaczy że Bóg istnieje, i w niego uwierzę. Z tym, że skąd
będę wiedział, który to bóg? Żydowski Jahwe? A może
Allah ? ile jest wyznań i kto ma rację? A może zrobić taki test, ze jak zobaczę Kota z prawej to zostanę buddystą, a jak z lewej itp, ale po 1 nie starczy strona na wszystkich chociażby głównych bogów. Po 2 jak ja byłbym bogiem to nie grał bym w takie głupie gierki z człowieczkiem takim jak ja.
Bogowie nie zdobywają wyznawców przekupstwem, tak robi szatan, albo mafia ;D"
Następnego dnia pytam właściciela: "Czy ty wierzysz w Boga? czy modlisz się za kota? czy modlisz się żeby do ciebie wrócił czy, żeby miał dobrze, żeby żył i był szczęśliwy z kimkolwiek teraz jest ?"
Czy wiara służy tylko do naszych egoistycznych celów? żeby nam było lepiej ? Jeżeli tak to bez niej też się idzie obyć. Tak jak bez alkoholu czy słodyczy. (może mało trafne porównaniem, ale co tam)
Po kilku dniach kolejny ślad.
Idziemy szukać i kolejne myśli. To skoro nie ma boga więc to czysty przypadek zadecyduje czy znajdę kota. Obszar ma określone wymiary, mój wzrok i słuch obejmuje określony obszar, kot jest w jednym punkcie. Wszystko się porusza. Jaka jest szansa na spotkanie? Znikoma, jeżeli obszar jest taki duży i trudno dostępny. Ale o co chodzi z wiarą ? Wiara to też takie szukanie boga? Szanse są znikome a jednak szukam ? Wierzę że znajdę. Czy jest jakaś analogia między szukaniem kota a szukaniem boga? Jeżeli bóg istnieje to kiedyś powinienem go znaleźć, tak jak kiedy szuka się kota z dużym determinizmem, mimo marnych szans, w końcu musi się odnaleźć. A jeśli nie ? Może być tak, że bóg istnieje i chce być znaleziony, ale nie poprzez kota. Co bym zrobił gdybym był bogiem? Jak dam debilowi
znaleźć kota, to
się ucieszy i uwierzy we mnie, ale na jak długo ? Na chwilę, potem znowu się odwróci. Już nie raz tak przecież robił. To co? Mam sprawić by kot nigdy nie powrócił ? Wtedy na pewno nie uwierzy .. a może ?
Dzisiaj kot się odnalazł, pierwsze co pomyślałem ? Szkoda że nie widziałem radości właściciela. A potem: bóg musi istnieć i właśnie zrobił ze mnie barana i śmieje się ze mnie do rozpuku.
Bo niby co? Czysty przypadek? Ktoś w końcu rzucił sześć szóstek sześcioma kostkami ?
zacytuję tu Roberta Luisa Stevensona:
"Nikt za mnie grosza nie da rad,
Przykry mój wygląd oraz zapach;
Małpa, co ma niebieski zad,
Z drzew raju zwisam na swych łapach."