wtorek, 28 lipca 2009

Po co komu uczyć się muzyki?

Taka myśl mnie naszła.
Niektórzy ludzie nie wiedzą dużo o muzyce. Podejrzewam nawet, że zdecydowana większość nie zna podstaw. W szkole jest niewiele zajęć z muzyki, a jak już jest to często polega ona na śpiewaniu pioseneczek dla dzieci. I wiedzy jest niewiele.

Po co nam uczyć się o muzyce?

Otóż uważam, że jeżeli się niewiele wie o muzyce nie można się w pełni delektować jej doskonałością. Nie doceniamy wtedy tego piękna i zawiłości i sprytu. Czemu tak twierdzę ?

Przykład dla kobiet (przepraszam za uogólnienia):
Czy podniecają cię 4 rdzeniowe procesory? Czy odczuwasz dreszczyk emocji jak twój komp w najnowszym 3dMarku dostaje 1000pkt? Czy potrafisz delektować się antyaliasingiem i shaderami?
Nie?? może dla tego że nie wiesz co to jest ? Być może komputer jest ci potrzebny tylko po to, żeby sobie pograć czy pogadać z innymi, albo tylko do pracy ? Więc pewnie potrafisz czerpać przyjemność z komputeryzacji, ale to jest nic jakbyś wiedziała / wiedział więcej.

Przykład dla facetów:

Czy interesują cie tusze do rzęs czy podkłady, szminki czy różne zapachy perfum i inne takie ? a może dla tego że nic o nich nie wiesz? A może jak byś wiedział więcej to byś doceniał, że to łatwiej zmyć czy coś?

podobnie jest z muzyka ...

resztę dopowiedz sam albo podaj inne przykłady

poniedziałek, 27 lipca 2009

prof Dumbledore

Wczoraj byłem na filmie "Harry Potter i książę półkrwi". Nie chce tu pisać czy film mi się podobał i dla czego. Nie przeczytałem jeszcze książki. ale...

Zastanowiła mnie jedna rzecz. Uwaga, tu będzie spoiler dla tych którzy nie czytali lub nie widzieli filmu, lepiej nie psuć sobie zabawy i nie czytać dalej.

Profesor Dumbledore umiera na końcu. Zabija go Snape. Oczywiście scena mnie bardzo wzruszyła. Ja sam jestem takim Dumbledorem, lubię każdego człowieka. Wierzę, że każdy jest bazowo dobry. Wybaczam innym. I pewnie też umrę z ręki kogoś , kogo uważam za kogoś bliskiego, być może z ręki kogoś, kogo uważam za przyjaciela. Skończę tak marnie jak profesor D. Smutny to koniec.

A może nie smutny. Domyślam się, że tamta śmierć nie poszła na marne. Ale to nie jest istotne. Istotne jest chyba to, że nawet wiedząc jakie jest ryzyko. Wiedząc, że zostanę kiedyś zdradzony i tak się nie poddam i będę wierzył w innych. Bo wierzę w innych i wierzę w siebie. Ba! Wiem, wiem że czynię tak jak powinienem.

I tyle ...

wtorek, 21 lipca 2009

Wakacje

W zasadzie mimo, że ciągle pracuję to czuję się jak na wakacjach. Pogoda wyśmienita, chyba najlepsza jaka może być w wakacje. Gram w piłeczkę nad jeziorkiem prawie codziennie i jest wypas. I jestem szczęśliwy. Szkoda że nie ma przymnie tej najważniejszej osoby. Bo wtedy to już zupełnie było by bosko.

środa, 8 lipca 2009

Ranny

Nowy przekład, ciekawe czy ktoś to rozpozna. Ciekawe czy ktoś to przemyśli.


Skrzywdziłem dzisiaj siebie
Aby sprawdzić, czy nadal mogę czuć
Skupiłem się na bólu
Jedyną rzeczywistą rzeczą
Igła łzawiła dziurę
Stare znajome żądło
Próbuje zabić wszystko poza
Ale wszystko pamiętam

Czym się stałem
Mój najsłodszy przyjacielu
Każdy kogo znam odchodzi
Na końcu
I możesz mieć to wszystko
Moje imperium brudu
Zawiodę ciebie
Skrzywdzę cię

Noszę tę koronę z cierni
Na moim tronie kłamstw
Pełny połamanych myśli
Których nie mogę naprawić
Pod plamami czasu
Zanikają uczucia
Jesteś kimś innym
Ja jestem tu

Czym się stałem
Mój najsłodszy przyjacielu
Każdy kogo znam odchodzi
Na końcu
I możesz mieć to wszystko
Moje imperium brudu
Zawiodę ciebie
Skrzywdzę cię

Jeżeli będę mógł zacząć od początku
Miliony mil dalej
Chciałbym zostać sobą
Chciałbym znaleźć sposób

wtorek, 7 lipca 2009

Jak bardzo skurwisz się, by ...

Mam madzieję, że taki wulgaryzm w tytule nie obraził nikogo. To cytat Kazika oczywiście. Tak sobie siedzę i myśle, bo mam sporo czasu wolnego. A myśle na temat tego co mogę napisać na blogu a co nie. Tak naprawdę miałem ochotę napisać cośo sobie. Ale brakuje mi tych chamulców, tego mentalnego ograniczenia, które winno byćw pojone w każdym z nas. Taki rodzaj sumienia mówiący mi co mogę zrobić a czego nie powinienem. I tak siędzę i myśle jak wiele mogę powiedziećo sobie.

Dynda mi to kto to przeczyta, może koleżanka, może przyjaciel, może mama a może premier ? Dla przeciętnego człowieka to i tak nie ma żadnego znaczenia. Ktośkto mnie nie zna (współczuję, że chce mu sięczytaćblogi nieznajomych) po przeczytaniu zapewne zapomni o tym zaraz, albo popuka się w głowę albo coś. Ale ktośkto mnie zna? Co może pomyśleć ktośkto mnie zna jak przeczyta coś o mnie czego generalnie nikomu nie muwię (i nie dla tego że się wstydzę, tylko raczej dla tego, że nikt nie pyta).

Zapewno pomyśli, że mnie nie zna.
Ostatnio właśnie jedna droga mi osoba zdała mi relację. Czyta i czyta i sie zastanawia, czy to naprawde ja? Jaki jestem naprawdę, gdzie udaję? Bo to przecież nie ja, to nie mój styl. Że wydawałem się poważnym człowiekiem a tu robie jakieśdziecinady i głupoty. hmm

punkt siedzenia

ok, ok już piszę coś o sobie.
narazie jakiś sofcik (czyli nawiązując do tytułu od oralnego)

Mojąistotę można określić jednym słowem. Słowo to: WODA. Tak, tak, zwykłe H2O. Woda. Czysty, przejżysty i spływa tam gdzie mu wygodniej. Ta przejżystośc to tak jakbym nie miał nic do ukrycia, można mnie zobaczyćna wylot. I jestem szczery (tzn staram się być w miarę możliwości). A co do spływania ... Często jest tak, że życie przychodzi do mnie a nie ja do niego. Miałem może kilka życiowych problemów do rozwiazania, z tego jeden chyba tylko byłbardzo poważny i trudny. Reszte decyzji podejmowałem jak spływająca woda. Woda płynie, omija prszeszkody, szasem zatrzymuje sie w zagłębieniu by potem jak sie nazbiera odpowiedni poziom ruszyć dalej. Jak jest większy spadek to płynie szybciej. Jak jesy luźny grunt to daje sięwchłonąć. Itd
A teraz przykłądy:
Po skończeniu podstawówki wybrałem liceum, bo było bliziutko domu, i moja mama tam uczyła wiec bywałęm tam czasem jako mały szkrab. Tak jakbym szadł na swoje. Wybrałem kierunek mat-fiz, tylko dla tego, że nauczali tam angielskiego i niemieckiego. Języki które jak mi sięwydają są ważne. Studia? Chciałem zostać informatykiem, bo lubie komputery, ale się nie dostałem. Na fizykę brali każdego. Niby chciałem się przenieść, ale na fizyce było fajnie więc zostałem. Praca? Szukałem dość długo bo ok pół roku. Jak ślepej kurze ziarno sie trafiło i jestem zadowolony. Miłosnych tematów nie będe poruszał bo to już byłaby penetracja ;>
Znajomi ? Zacząłem od Cuba, bo był blisko, a w gry gram od małego. "Prezesa" poznałem u "Dwunastnicy", i tam się dowiedziałem o chęci organizacji spotkań z planszówkami. Lubię grać wiec byłem tam. Więc znajomi jakby mnie poznali a nie ja ich. Kto przyszedł na gry był z czasem poznawany ;D
OFE? niby jedyna rzecz którą wybieramy sami hehehe, ale też się przecież kogoś trzeba poradzić.

Hmm taki jestem ... pfff

A może ktoś chce o coś zapytać ?

niedziela, 5 lipca 2009

Muzyka

Muzyka to jest to, to jest jedna z 3 rzeczy które uwielbiam w życiu i bez których nie było by mnie.
Ilościowo muzyki jest nieskończenie wiele, znam wielu melomanów i nie tylko. Nikt nie słucha dokładnie tego co ja. Oczywiście są ludzie którzy lubią znaczną część mojej muzyki. Ale zdecydowanej większości ona nie podchodzi.

Z jednej strony trochę dziwne bo mam naprawdę sporo muzyczki, z drugiej strony nic dziwnego, bo to co mam to albo starocie albo jakieś dziwolągi.

Oczywiście cieszę się z tego, że każdy słucha czegoś innego. Wtedy mogę poznawać dzięki innym nową muzykę, i czasem znajduję coś ciekawego dla siebie. A z drugiej strony, człowiek chyba potrzebuje kogoś z kim będzie dzielił przyjemność. Tak się zawiązuję grupy puncków, skinów, emo czy innych typków. Tak się zawiązała gramajda nawet, grupa ludzi dzielących podobne hobby.
Ja na szczęście mam kogoś kto w większości chyba lubi moją muzyczkę, i to jest fajne.

Zabawne, oktawa daje tyle możliwości. Jest tyle różnych instrumentów. Tyle dźwięków.

Zauważyliście, że dla wielu ludzi ważna jest muzyka? Na większości czatów jak kogoś poznajesz to prędzej czy później pada pytanie "czego słuchasz?".

Do czego mnie inspiruje muzyka? Dla czego ja jej słucham? Jestem uzależniony, często siedzę ponad godzinę i próbuję się oderwać od kompa żeby iść spać. I nie mogę, póki lecą dobre kawałki. Poza tym muzyką potrafię wyrazić swoje uczucia i emocje. Pokazać swój nastrój.

Np teraz mam bardzo optymistyczno- muzyczny nastrój i chciałbym powiedzieć:


czyli mi obojętne, nie obchodzi mnie to, dynda mi to, dopóki śpiewasz, dopóki tańczysz.
Póki jest muzyka jestem i ja.

czwartek, 2 lipca 2009

Bóg/Bogowie istnieją!

Tło tego rozmyślania zaczyna się jakieś ponad 2 tygodnie temu. Kiedy to zaginął Kot. (miał imię i właściciela, jednak to jest nieistotne teraz). Przyjaciele i rodzina pomagali właścicielowi szukać kota. Zostały rozwieszone plakaty i ogolnie zrobiono wszystko co się dało by kota odnaleźć.


Cisza


Aż pewnego dnia telefon, jest ślad.


Chodząc po nocach na świeżym powietrzu rożne rzeczy przychodzą do głowy. Rozpoczęło się niewinnie. Pomyślałem, że bardzo tego kota chcę znaleźć. I zastanawiałem się czy wole żebym go ja znalazł czy żeby w ogóle się znalazł. Oczywiście zaraz sobie odpowiedziałem, że albo chciałbym znaleźć kota albo chociaż zobaczyć jak właściciel go odnajduje. To pierwsze dało by mi "punkty" a to drugie Radość z widoku radosnego właściciela.


Wiec idę ścieżką i myślę. "Jak znajdę kota to znaczy że Bóg istnieje, i w niego uwierzę. Z tym, że skąd będę wiedział, który to bóg? Żydowski Jahwe? A może Allah ? ile jest wyznań i kto ma rację? A może zrobić taki test, ze jak zobaczę Kota z prawej to zostanę buddystą, a jak z lewej itp, ale po 1 nie starczy strona na wszystkich chociażby głównych bogów. Po 2 jak ja byłbym bogiem to nie grał bym w takie głupie gierki z człowieczkiem takim jak ja. Bogowie nie zdobywają wyznawców przekupstwem, tak robi szatan, albo mafia ;D"


Następnego dnia pytam właściciela: "Czy ty wierzysz w Boga? czy modlisz się za kota? czy modlisz się żeby do ciebie wrócił czy, żeby miał dobrze, żeby żył i był szczęśliwy z kimkolwiek teraz jest ?"
Czy wiara służy tylko do naszych egoistycznych celów? żeby nam było lepiej ? Jeżeli tak to bez niej też się idzie obyć. Tak jak bez alkoholu czy słodyczy. (może mało trafne porównaniem, ale co tam)


Po kilku dniach kolejny ślad.
Idziemy szukać i kolejne myśli. To skoro nie ma boga więc to czysty przypadek zadecyduje czy znajdę kota. Obszar ma określone wymiary, mój wzrok i słuch obejmuje określony obszar, kot jest w jednym punkcie. Wszystko się porusza. Jaka jest szansa na spotkanie? Znikoma, jeżeli obszar jest taki duży i trudno dostępny. Ale o co chodzi z wiarą ? Wiara to też takie szukanie boga? Szanse są znikome a jednak szukam ? Wierzę że znajdę. Czy jest jakaś analogia między szukaniem kota a szukaniem boga? Jeżeli bóg istnieje to kiedyś powinienem go znaleźć, tak jak kiedy szuka się kota z dużym determinizmem, mimo marnych szans, w końcu musi się odnaleźć. A jeśli nie ? Może być tak, że bóg istnieje i chce być znaleziony, ale nie poprzez kota. Co bym zrobił gdybym był bogiem? Jak dam debilowi znaleźć kota, to się ucieszy i uwierzy we mnie, ale na jak długo ? Na chwilę, potem znowu się odwróci. Już nie raz tak przecież robił. To co? Mam sprawić by kot nigdy nie powrócił ? Wtedy na pewno nie uwierzy .. a może ?


Dzisiaj kot się odnalazł, pierwsze co pomyślałem ? Szkoda że nie widziałem radości właściciela. A potem: bóg musi istnieć i właśnie zrobił ze mnie barana i śmieje się ze mnie do rozpuku.
Bo niby co? Czysty przypadek? Ktoś w końcu rzucił sześć szóstek sześcioma kostkami ?


zacytuję tu Roberta Luisa Stevensona:


"Nikt za mnie grosza nie da rad,
Przykry mój wygląd oraz zapach;
Małpa, co ma niebieski zad,
Z drzew raju zwisam na swych łapach."