czwartek, 29 listopada 2012

padłeś ? powstań !

na początek podkład:

http://www.youtube.com/watch?v=XVoY2dkozFc

No to jazda!

Okras przygnębienia wreszcie odszedł. Fakt, że sporo mnie to kosztowało (dosłownie i w przenośni) ale jetem z powrotem na drodze ....

Czasami człowiek musi odbyć drogę do piekła, żeby lepiej siebie poznać. Tak jak na wojnie, żołnierze poznają swoich towarzyszy broni.

Ostatnio coś mi zdrowie zaszwankowało. Pytanie czy zdrowie psychiczne było powodem niedomagania, czy na odwrót. To przez słabość ciała upadł hart ducha ?
Trudno stwierdzić.

Czasem myślę o śmierci. A może często.
Od pewnego czasu męczy mnie pewna myśl.
Jaki mam status prawny jako ojczym mojej córki ? Ona ma swojego organicznego ojca (mieszkającego w innym mieście). Ale jej mama ma pełnię praw opiekuńczych/wychowawczych.
A co jakby moja żona zmarła ? Przecież nie oddam mojej córki ?!?!?
Hm będę się musiał poradzić specjalisty.

Ok a teraz z innej beczki.

Jest 4 jeźdźców apokalipsy? Wojna, zaraza, głód i śmierć. Hmm prawie jak apostołowie z Kronik Mutantów. Tylko tam nie było głodu, ale za to było szaleństwo oraz zdrada (bo apostołów jest pięciu).
W Warhammerze jest 4 bogów chaosu, (nie licząc tych pomniejszych). Też mają ciut zmodyfikowane funkcje. 
hmm i czego to dowodzi ? w zasadzie niczego.
Przecież ja w to nie wierzę.
Tak naprawdę to jestem ateistą, a może antyteistą. Coś takiego jak religia, wierzenia, przesądy mnie śmieszą. Oczywiście toleruję wierzących. Każdego wyznania. Każdy niech sobie wierzy w co tam chce, byle by był dobrym człowiekiem ;>
Ale z drugiej strony szkoda mi tego całego marnotrawstwa które powstaje wokoło religii.
Hmm, może nie widzę po prostu zalet?
Jeśli sobie nie radzisz to "jak trwoga to do Boga" ;>
Może dla tego, że jestem zaradny to nie wierzę ? A może nie jestem nauczony wierzyć (a może raczej wyznawać) ?
.
.
.
.
Moja rada na jutro ? No bo przecież nie na dziś. Dziś już dzień się skończył. A jak to czytasz to na pewno już jest późno i rada by była bez sensu ... chyba że brzmiała by jakoś tak : "Idź i się wyśpij"

Big smile and go forward! OK?

sobota, 24 listopada 2012

Błękitne Niebo

Straciłem czas, straciłem swoje miejsce w
Błękitnym niebie
Te dwoje oczu rozjaśnia twoją twarz w
Błękitnym niebie
Umiem latać, wiem jak zatonąć w
Błękitnym niebie

Ciepły wiatr wieje ponad Ziemią
Błękitne niebo
Śpiewam poprzez ziemię, ziemia śpiewa przeze mnie
Błękitne niebo
Sięgam do najgłębszego odcienia
Błękitnego nieba

Błękitne niebo
Tak zmęczony tym całym podróżowaniem
Tak wiele mil z dala od domu
Ruszam się, by być stabilnym
Swobodnie wędrować, swobodnie się włóczyć

Pociąg ruszył powiedział moje pożegnania
Błękitne niebo
Z powrotem w drodze z niebem
Błękitne niebo
Jest tutaj obecność nikt nie zaprzeczy
Błękitne niebo

Błękitne niebo

Błękitne niebo

Tak zmęczony tym całym podróżowaniem
Tak wiele mil z dala od domu
Ruszam się, by być stabilnym
Swobodnie wędrować, swobodnie się włóczyć

Słyszę ten sam głos wzywający
Wołający, z mojego serca
I ten krzyk, cóż za krzyk
Co to będzie za krzyk
Jeśli mogę przestać ujawnić, oh

Gabriel Peter

wtorek, 20 listopada 2012

Równe traktowanie

Patrycja nie jest moją genetyczną córką. Ale jest moją córką z wyboru. Myślę, że kocham ją tak samo jak moją genetyczną córkę Kingę. Nie którzy pytają : Jak sobie z tym radzisz? Jak to określiła pewna osoba jest to co bądź "Somebody else fuck reminder."
Mnie to nie rusza, nie jestem zazdrosny. Sam przecież się bzykałem nie raz przed ślubem. Czemu miałbym liczyć na żonę - dziewicę?

Ale wracając do córek. Pati ma drugiego (prawdziwego genetycznie) ojca. Widuje się z nim. Asia nie chce ograniczać Patrycji widzenia z nim. W końcu Pati musi być do niego przywiązana.
To mnie też nie obchodzi. W końcu jak dzieci podrosną same będą decydować z kim się chcą zobaczyć i z kim spędzać czas. Przecież chłopaka ja im wybierać nie będę.

Skoro Pati ma być moją córką, chciałbym, żeby mi przynajmniej nie przyniosła wstydu. Ha! Ja i wstyd ? No proszę. OK ok.
Nie będę się przecież wstydził, jak Pati puści bąka.  Czy dostanie uwagę za nie odrobioną pracę domową. Dzieci tak mają. Brak kultury mi nie przeszkadza (tak wiem, a powinien). Ja bym chciał, żeby moje dzieci były rozsądne, inteligentne i sprytne. To sobie dalej poradzą. I tak się staram je wychowywać. Nie podaję im wszystkiego na tacy. Daję im pewną swobodę manewrów i staram się za dużo im nie zakazywać. Nauka kosztuje.

Owszem, nie traktuję na równi Kingi i Patrycji. Ale między nimi jest 6 lat różnicy. Nie mogę przecież traktować tak samo drugoklasisty i dwulatka. Dla tego obciążam Patrycję dodatkowymi obowiązkami. Więcej od niej wymagam. Czasem zastanawiam się czy nie za dużo. W końcu ona ma dopiero 8 lat.
No cóż. Mam już 4 lata doświadczeń z pracą z Patrycją i wiem doskonale ma co ją stać.

No cóż, nawet jak niektórzy uważają, że nie traktuję moich dzieci na równo. Nawet jak ktoś mi zarzuca, że nie kocham Pati, i że jestem dla niej nie dobry.
Niech się wypcha. A ja jestem z mojej córki dumny.

piątek, 16 listopada 2012

dołek

Dzisiaj miałem dość ciężki, ale i ciekawy dzień. jestem padnięty na ryj, ale dzielnie się trzymam. Wpierw nie wytrzymało ciało, na treningu myślało, że już po nim. Ale umysł jak z bicza strzelił i podciągnął ciało dalej. Ale na co to wszystko, po 23:00 dzisiaj i umysł się poddał. Leżał na deskach i kwiczał. I to nie jak bokser na deskach, tylko jak małe dziecko ... albo może jak sławni piłkarze, którzy przegrywają mecz życia ?

Odpaliłem muzykę ... ale to tylko pogłębiło stan lateralny.

Umysł a więc i ja się poddał.
Łatwo się mówi "nigdy się nie poddawaj" kiedy się aktualnie nie walczy. Łatwo się mówi " Padłeś? Powstań!" jeżeli samemu nie zaliczyło się gleby. Ja sobie zawsze powtarzałem "pomyślałem żeby zwolnić, więc przyśpieszyłem"

Więc tak leżę sobie przez godzinę na glebie. Ciało niby siedzi bezwładnie przed monitorem, oczy patrzą, palce się poruszają po powierzchni klawiatury, albo kręcą się rytmicznie po rolce w myszce. Ale umysł jak ten monitorek co pojawia się w TV w serialu o szpitalu, co wyświetla tylko cienką  zieloną linię i piszczy: iiiiiiiiiiiiiii..... .
I jakby nic do nie nie dociera, totalny restart systemu.
Morale na -1. W zasadzie po co cokolwiek? Po co ja? Nie chcę.
Wiem, że są tylko 2 możliwości, ta jedna nieprawdopodobna, w której znikam, odchodzę. I ta bardzo prawdopodobna gdzie się budzę i zaczyna się kolejny dzień. Kolejny podobny do poprzednich. Niby inny ale zawsze ten sam.

Lost my mind, and lost my place, in sky blue.

Nie wydaje Ci się drogi czytelniku, że jesteś jak w klatce. Ograniczony. Myślami sięgasz dalej, jak małpa w klatce sięgająca ramionami jak najdalej, poza kraty by złapać tą odrobinę wolności ? Ale na nic to, w tej klatce przyjdzie jej skonać, choćby nie wiadomo jak się starała. A może którejś małpie się uda?
Ja tak czuję, jak przedwieczny na dnie oceanu czekam na przebudzenie, które być może wcale nie nadejdzie.

Sen jest jak prochy ...

http://www.youtube.com/watch?v=gSzZEj-jjF0

sobota, 10 listopada 2012

o nieeee.... znowu o seksie ... ;p

Dawno nie pisałem. Więc pisanie rozpocząłem od sprawdzenia kiedy ostatnio pisali moi znajomi. Tylko dwoje z nich pisze ciągle regularnie, pozostali ostatni post napisali średnio 2 lata temu ;D

Ze mną nie jest chyba aż tak źle. Ale dobrze też nie jest.

Ale brak wpisu wcale nie oznaczał, że nie miałem czasu. Raczej było to wynikiem tego, że nie miałem o czym pisać. Oczywiście z powyższego też nie ma co wysuwać wniosków pochopnych. To że nie miałem o czym pisać może znaczyć na przykład, że się zupełnie nic nie dzieje ... albo, że dzieją się rzeczy nie do opisania.

Przecież jak bym kogoś zabił to też bym o tym nie napisał ....

Nasuwa mi się teraz na myśl odcinek Dr. Housa, w którym "główną" rolę grała kobieta pisząca na blogu wszystko. Szczerze do bólu. Nie ważne czy to nudne, wstydliwe, głupie, śmieszne czy straszne ... pisała wszystko. Celem tego było utwierdzenie odbiorców, że nie są oszukiwani przez zatajanie informacji. I to ma pewien logiczny sens. Bo wyobraźmy sobie pewien blog o tematyce kulinarnej. Autor piszący jakie to wspaniałości przygotował na obiad. tymczasem, na śniadanie suchy chleb zagryzał kostką sera, bo mu się nie chciało przygotować porządnie do tego posiłku. Ale o tym nikt nie wie i tyle.

Ze mną jest taki problem, że sam się nie mogę zdecydować o "profilu" tego bloga. tematem są moje myśli, OK, ale jak głęboko mam w nie wchodzić ? Ja jestem ekshibicjonistą  ci co mnie znają to wiedzą. Ale nie piszę tutaj incognito. Wiem, że uzewnętrzniając siebie, uzewnętrzniam też moich bliskich.

Moja pierwsza dziewczyna nie pozwalała mi wspominać o niej na żadnym publicznym forum, w żadnej dyskusji. Po prostu nie chciała, żeby ktokolwiek o niej wiedział cokolwiek. Pamiętam jak wulgarnie wręcz spławiała ludzi zagadujących ją na gg ;D
Dzisiaj nawet nie wiem, co myśli moja żona. Wiem tylko tyle, że zawsze się wkurza że piszę moje myśli, zamiast z nią gadać. ....hmm a może i tego nie powinienem pisać ?
A co by powiedział przyjaciel gdybym publicznie nabijał się z jego auta?
Może lepiej przestanę tutaj podawać przykłady ;>

A co z tematyką ?
O polityce bym na przykład się nie wahał pisać. Ale podejrzewam, że polityczne tematy są po prostu nudne i tyle. Ile to można pisać np o aborcji (dla mnie życie jest od momentu poczęcia), albo o legalizacji marihuany (tutaj w sumie nie jestem zdecydowany), albo o prośbie o zmniejszenie administracji (przede wszystkim ilości posłów i senatorów) ? Choć bardzo bym chciał zniesienie instytucji prezydenta państwa, i utworzenie w jego miejsce prezydenta europy. Cała Europa pod przywództwem jednego prezydenta. Jakie to oszczędności, a jaka to integracja.
Inny temat to temat śmierci. Teścia pochowałem. O raku i przeżyciach niby mógłbym napisać wiele. Ale teraz gdy wujek walczy o życie okazało się, że znowu pojawiają się nowe emocje i myśli. Napisał bym, że główna myśl mi towarzysząca to: czy wujek jest przygotowany na śmierć ? Czy jego żona jest przygotowana? A dzieci?  Jak to jest w takiej chwili ? Szykujesz się na najgorsze ale liczysz na najlepsze? Jakie potem jest rozczarowanie ? A jaka radość ? Czy teraz jeszcze cieszą się życiem ? Czy potem będą potrzebować pocieszenia czy alienacji ? Czy telefony w stylu " jak się czujesz" będą nie do zniesienia? Czy moje dzieci są zwiastunami śmierci?
A z innej beczki bardzo dużo myślę też o seksie. Lubię sobie wyobrażać jak się bzykają moi znajomi. Albo jakie kształty piersi mają kobiety pod koszulkami ;D Albo nawet jakie penisy mają moi znajomi?
Z jednej strony seks zdaje się też oklepanym tematem, ale ja byłbym ciekawy baaardzo co myślą inni.
A konkretnie moja logika podąża tym torem: Ja myślę w tym temacie naprawdę duuuużo, więc czemu ktoś inny też o tym nie myśli ? Jeżeli założę, że jestem przeciętny, to średnio każdy powinien sobie coś takiego myśleć. Ja tam jestem chyba za nieśmiały, żeby zacząć mówić. Ale baaardzo bym posłuchał o najmroczniejszych myślach innej osoby.
Myślę też bardzo dużo o grach (co też denerwuje moją żonę). Myślę o grach planszowych, karcianych, bitewnych, komputerowych, terenowych .... o wszystkich grach. Ale to pewnie też nudne.

Przecież wszystkiego nie napiszę w jednym poście.

Pozostawię ten temat otwarty ...

Zakończę go w tym miejscu, nadmienię jeszcze tylko, że pisząc ten artykuł w tle słuchałem (oglądałem) film Screaming Masterpiece.