czwartek, 21 października 2010

inaczej ... czyli CD

Losowość, definicja losowości jest długa i skomplikowana. (każdy sobie może ją wygooglać na wiki itp). Na nasze potrzeby określimy Losowość jako czynność, której efektu nie jesteśmy w stanie w 100% przewidzieć. Możemy za to oszacować jej prawdopodobieństwo.

Zdefiniujmy więc pojęcie gry losowej. Gra losowa, dla nas to będzie gra w której występuje czynnik losowy. Takie gry możemy podzielić też na gry losowe całkowicie (czyli pula losowości jest taka sama, np rzut kostką) oraz losowe w granicy puli (czyli losujemy z pewnej puli, i pula ciągle się zmniejsza).

Przykładowo gry losowe całkowicie: chińczyk, osadnicy z catanu, warhamer fantasy battle, alea iacta est., walka w age of mythology.
Przykład gry losowej w granicy puli: wikinger, odkrywanie w age of mythology, ticket to ride

Zdefiniujmy jeszcze określenie gry świadomej i nieświadomej. Gra świadoma, będzie to gra w której świadomie szacujemy ryzyko losu, np obstawiając lub nie pewną akcję, w zależności od tego jakie nam się wydaje mamy szansę.
Gra nieświadoma, to taka w której nie mamy wpływu na to co się stanie.

I tak dla przykładu gra nieświadoma to chińczyk (rzucam kostką i idę, choć w pewnym sensie mam wybór jakim pionkiem pójdę), gra w okręty (strzelam na ślepo aż trafię w coś), ryzyko (podczas ataku kulamy, kto więcej wygrywa).
Świadoma to np Poker (można obliczyć jakie jest prawdopodobieństwo np przebicia nas jak mamy na ręku fula, i decydujemy czy gramy dalej czy nie), osadnicy z catanu (sami decydujemy gdzie ustawiamy miasta startowe, czyli szanse na surowce), wszelkiego rodzaju rpg'i (wiem jakie mam statystyki postaci i decyduję walczyć czy uciekać)
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że te przykłady są trochę naciągane.

Zadajmy sobie wpierw pytanie czy można lubić gry planszowe a jednocześnie powiedzieć: "nie lubię gier losowych"
Żeby odpowiedzieć na to pytanie wystarczy poszukać gier nie losowych.
I dla przykładu są to: szachy, warcaby, samotnik, go, memory.
Ok ok, a może teraz jakieś gry nielosowe z puli nowoczesnych gier planszowych ?
...
eee
...
nie znam takiej ;p nawet pictionary jest losowe (losujemy hasło jak i to czy te chasło jest tylko dla nas czy dla wszystkich), nawet agricola jest losowa (losowe pojawianie sie kart etapów jak i pomocników i małych usprawnień).

W tej chwili nie mogę sobie odnaleźć, żadnej nowoczesnej gry planszowej pozbawionej totalnie elementu losowego,
Teza powinna brzmieć zatem:
Jeżeli ktoś uważa się za miłośnika gier planszowych nigdy nie powie " nie lubię gier losowych", chyba, że jest człowiekiem naprawdę starej daty. Wręcz klasykiem i łupie tylko np w go lub szachy.

Pytanie kolejne: Jak określić jakich gier losowych nie lubię?

Na to pytanie można sobie odpowiedzieć pytaniem: "Czy jeśli nie przepadam za losowością, to mniej będę lubił gry całkowite czy losowe z granicy puli ? "

Chociaż źle. Powyższe pytanie już jest pułapką.
Jeśli odpowiedziałeś już sobie na nie to zobacz co teraz mówi logika.
Po odpowiedzi " w granicy puli" ja zapytam "dla czego?"
"no bo ... no właśnie co?? na pierwszy rzut oka opowiedź powinna być: bo w puli zamkniętej mamy ograniczone prawdopodobieństwo które w sumie daje 1, a w całkowicie losowej grze, każde znarzenie losowe ma swoje prawdopodobieństwo."
Ale taka odpowiedź wydaje się nie na miejscu.
Bo weźmy np Wikingera albo odkrywanie nowych lądów w age of mythology. Co mi da że wiem jakie 10 klocków ze 100 możliwych są wyciągnięte (liczby są podane tylko orientacyjnie), jak chcę wyciągnąć nowy kafelek to prawdopodobieństwo będzie o wiele mniejsze niż 1/6 (a co jest prawdopodobieństwem wyrzucenia pudła przy strzale z broni w doomie). Czyżby się okazało, że szansę na przewidzenie wyniku mogą byćo wiele większę w grze totalnie losowej?
Inne porównanie (już chyba skrajne). Terminator krwawych aniołów strzela do genokrada, musi rzucić czaszkę (a są one na 3 ściankach d6) więc ma ok 50% że trafi. Jakby rzucał monetą. Natomiast co ma powiedzieć Pokerzysta który ma zamkniętą pulę kart. Dajmy na to że na ma ręce trzy dwójki (bez 2 pik) i damę trefl i asa pik, oraz wymienił wcześniej 2 karty (3 karo i 7karo). Więc zna 7 kart jakich na pewno nie ma w tali. Gra przeciwko 3 innym graczom. To niech ktoś teraz mądry mi wyliczy jakie jest prawdopodobieństwo że ma najlepszą rękę ?

no właśnie

W nowoczesnych grach planszowych, często (żeby nie powiedzieć zawsze) jest element losowy. Taki element dodaje trochę emocji i hazardu. A gra bardziej emocjonująca jest ciekawsza. Mało osób teraz gra w szachy, bo pomimo jest to bardzo fajna gra, jest tylko na 2 osoby i nie ma w niej dużo emocji. Przynajmniej na poziomie podstawowym. Nowoczesne planszówki mają takie mechanizmy które mimo losowości potrafią sprawić, że osoba która wygra nie wygra bo miała raz dobry rzut. Dla przykładu kingsburg, teoretycznie im więcej gracz rzuca tym więcej dostaje surowców tym większa szanse że wygra. W praktyce jednak, gracze którzy rzucając mniej mają okazję zablokować "farciarza".

Niestety już muszę kończyć
Na zakończenie powiem tylko wniosek który mi się nasuwa. Nigdy nie używaj argumentu, że gra ci się nie podoba bo jest losowa. Tylko świadczy to o twoim małym doświadczeniu i małej wiedzy.

A tak na marginesie dodam, że mnie irytują gry z efektem kuli śnieżnej (chociaż w niektórych przypadkach da się to naprawić przez taktykę "wszyscy na wygrywającego!"), a najbardziej to mnie denerwują gry gdzie jest Kingmaking (np hooop!) . Ale o tym może kiedy indziej.

środa, 20 października 2010

Jakie gry lubię?

Ostatnio bardzo poruszyłem się tym, że jest ktoś komu nie podobają się osadnicy z Catanu.
Moim zdaniem super gra planszowa.
Gdy próbowałem dociec, dlaczego gra się nie podoba, argumenty były dla mnie wręcz przekomiczne. Więc zacząłem zastanawiać się jakie gry lubię.
Tak naprawdę ja lubię wszystkie gry.

Po pierwsze chciałem zauważyć, że rzadko można powiedzieć, że dana gra jest głupia czy beznadziejna. Można najwyżej powiedzieć, że mi się nie podoba, nie podchodzi mi itp. Czyli wyrazić własną opinię.

Dużo ludzi to modyfikanci. Nie podoba im się albo nie rozumieją założeń autora gry i na siłę chcą coś w niej zmienić. Dla przykładu podam grę planszowąAge of Mythology. Walka polega na wybraniu postaci i rzucie kostkami. Liczą się tylko wyrzucone szóstki. Padł pomysł na modyfikację, żeby liczyły się 5 i 6. Moim zdaniem bez sensu. Autor gry zapewne stwierdził, że same 6 dają większą losowość przez co jest szansa, żeby slaby wojownik pokonał bohatera.

Potem się rozpiszę bo teraz nie mam czasu.

sobota, 16 października 2010

wielki come back?

No dzisiaj kolejny ciężki dzień.
Wszystko zaczęło się wczoraj wieczorem. Asie przypomniała mi, że obiecała Patrycji, że może spać z nami w łóżku. Patrycja wierci się niemiłosiernie więc budziłem się w nocy wiele razy walcząc o skrawek łóżka, kołdry czy o moją własną poduszkę.
Jak tylko zaczęło świtać (o 7:10) stałem i stwierdziłem, że jak mam nie spać to przynajmniej sobie pogram. Odpaliłem Obliviona korzystając że śpią. (bo Pat nie powinna oglądać jak gram w Obliwiona)
Niestety, już o 8 rano wszyscy wstali. Więc save & quit. I jazda z psem i po bułeczki.
Oczywiście rano pies na mnie warczy i szczeka budząc chyba całą kamienicę (ale nic mnie to nie obchodzi). Zakładam mu smycz i jazda na spacer.
Oczywiście na spacerze srak na mnie naptakał. Ale nic to, pomyślałem, że może teraz będę miał szczęście.
(pff niepoprawny optytmista ? czy raczej głupiec? )
Po śniadanku sprzątanie, i pranie. O 1130 Asia idzie do fryzjera (młoda śpi więc luz, dam radę jeszcze pościelić łóżka, znaleźć Asi czapkę, przygotować się na wyjazd. Bo w planie Obiad w Ikei, zakupy w M1, obejrzenie działki i potem goście lub granie w Galaxy Truckera.
Ale jak to się mówi, chcesz Boga rozśmieszyć to sobie coś zaplanuj.
A Ikei obiad udało się zjeść spokojnie, mimo, że w soczkach dla Pat nie było słomek. I nie było nic ciekawego dla mnie do jedzenia więc jadłem zestaw dziecięcy.
W M1 Pat na karuzelę, potem w kulki a My (ja, Asia i Kinga) do Reala.
Kinga w ryk więc mama daje jej cyca na ławce a ja robię zakupy. Trochę się pozmieniało w półkach więc trudniej było znaleźć to czego się szuka. Ale przy najmniej kolejki są tu mniejsze niż w biedronce ;p
Wychodzę ze sklepu, pakuję zakupy do auta, odbieramy Pat z kulek i się zaczyna. Pat się źle czuje i boli ją głowa. Asia zabiera ją na lody a ja zerkam do Cuba pogadać z dobrymi znajomymi. Asia wraca i mówi że Pat się musi naprawdę źle czuć bo nawet loda nie chce. Idę do apteki po kubek wody. Potem idę do apteki kupić termometr bo dowiaduję się, że nasz stary został niedawno zbity. Potem idę do apteki oddać termometr elektroniczny i wziąć normalny rtęciowy, bo elektroniczny strasznie oszukuje.
Olewamy działkę i jedziemy do domu. Mieliśmy jeszcze zatankować ale też olewamy. W domu Pat się źle czuje, i śpi. Kinga cały czas płacze i chce leżeć na cycku. Zbliżamy się do kolacji.
Dziewczyny leżą w łużku i odpoczywają. Zastanawiamy się czy nie dzwonić na pogotowie. W naszej rozpisce napisali że po tej operacji jak Pat straci przytomność albo pojawią się podejrzane objawy mamy dzwonić po pogotowie.
Postanawiam, żeby pospała i jak się do rana nic nie zmieni to pojedziemy.
Odchodzę na chwilę dokończyć kolację.
Słyszę "MIKOŁAJ!!! "
Wbiegam do pokoju, Pat zarzygana leży na łóżku. Asia dzwoni do lekarzy. Pat leci na kibelek, ja sprzątam świeżo pościeloną zarzyganą pościel. I staram się uspokoić Kingę bo się rozryczała mocno. Widać w sobotę wieczór do lekarzy się nie dzwoni, bo się nie dodzwoniliśmy. Ale jak Pat zwróciła obiad to od razu jej się lepiej zrobiło.
Położyłem kobiety do łózka w nowej pościeli. Miska leży obok.
Śpią.
Wstawiłem pranie i Kretem przetkałem rury bo rzygi zatkały rurę jak czyściłem pościel przed włożeniem do pralki.
Dzień powoli kończy się .
Zobaczymy jak się będą czuli jutro.

Ale co tam ja jak zawsze optymista, przynajmniej mam czysto w pokoju ;>

piątek, 1 października 2010

Dziękuję

Dzisiaj dodam trochę optymizmu do życia i podziękuję.
Dziękuję...
... Mamie, że tak mnie ładnie odchowała
... i Tacie też
... Adamowi, który dużo mnie nauczył
... Babci, że mnie przedomownikowała na studiach
... Moim kobietom, dzięki nim miałem i mam motywację
... i przyjaciołom, na których mogę zawsze liczyć, (chciałem ich tu wpierw powymieniać, ale opkazało się że jest ich trochę, a nie chciałem nikogo pominąć więc ... każdy będzie wiedział czy o niego też chodzi ... chyba. Jak nie to niech się zapyta :D )
... osobne podziękowania Ani, że mnie nauczyła jak być dobry
... Bratu, za kooperacje
... Michaelowi Stipe'owi, dzięki któremu zaraziłem się pesymizmem oraz muzyką
... przypadkowi, że akurat tu jestem i robię to, a nie inaczej
dziękuję wszystkim inteligentnym ludziom, którzy się nie denerwują szybko i bez sensu

I oczywiście mojej Asi, która urodziła mi Kingę. (która swoją drogą jest niezłą laską)

Danke
Thank You
Gracias
Grazie
teşekkür ederim
pakka per
takk