środa, 20 lipca 2011

Urodziłem się MG

Kto to jest Mistrz Gry ?
Według Wikipedii:


Od małego inni ludzie za mną nie przepadali ... na pierwsze wrażenie. W przedszkolu nabijali się z mojego imienia. Ale mnie to mało obchodziło. Od małego miałem w głębokim poważaniu co o mnie myślą. Nigdy nie garnąłem się tez do nikogo. Mam nadzieję, że ci, którzy się przebili przez mój mur "strefy intymnej" nie żałują.

Ale do sedna. Nigdy nie zabiegałem o względy innych, więc podczas zabaw zawsze byłem "tym złym". Jak bawiliśmy się w Batmana, ja byłem Two Face. Jak na tapecie był He-Man, ja byłem Szkieletorem. Ja byłem Krakenem, czy Goblinem. Na początku zabawy, każdy chciał być tym dobrym. Atakować i niszczyć zło. Jako urodzony narrator, pozwalałem na to. Jako zły bohater wymyślałem przeróżne sposoby na zawładnięcia światem (stąd zresztą moja wielka sympatia do kolegi Pinkiego ;p ). A potem efektownie umierałem. Jako Godzilla trafiony pociskiem nuklearnym wywracałem się niszcząc budynki by legnąć pod gruzami miasta. Ofiara niedopatrzeń swoich genialnych planów. trochę jak Kojot ze Strusia Pędziwiatra. Większość ludzi, widząc moją kreatywność i zabawę jaką odczuwam gdy dobro zwycięża, a ja przecież jako zły przegrywam, przyłączała się do mnie. Nie wiele czasu minęło i nikt nie chciał strzelać z patyka jako Aliant. Tylko jeździć wyimaginowanym Hanomagiem - Nazistowskim transporterem opancerzonym.

Z czasem przyszły "eRPeGi" i moje mistrzowanie. I znowu misterne plany i porażki nekromantów, bogów chaosu czy międzygalaktycznego imperium.

Dopiero dzisiaj na kibelku tknęła mnie myśl.
Dobro jest nudne. Superbohater musi tylko znaleźć swojego Nemezis i go pobić. To Antybohater jest tą stroną kreatywną. Czyli tą moją stroną. Stroną mroczną.

Czy to znaczy, że ja jestem zły ?

Nie, ja jestem Mistrzem Gry ;D

wtorek, 19 lipca 2011

70 milionów

W ogóle nie wyglądam jak powieść,
I w ogóle nie wyglądam jak bohater
I przepraszam, że tego nie opublikowałaś
I byłaś biała jak śnieg, byłem blady jak ściana

Kiedy przyszłaś w tej czarnej sukni
W swojej macierzyńskiej sukience mamy
I tak,
Choć to nie wygląda jak powieść,
A miasto traktuje mnie, traktuje mnie do ciebie
I filiżankę kawy dla Ciebie
Powinienem nauczyć się jego języka i mówić do Ciebie

I 70 milionów powinno być w wiedzy
I 70 milionów w cale nie wychodzi
I
70 milionów nie będzie chodzić na tej ulicy
I
70 milionów wbiegnie do dziury
I 70 milionów się myli myli myli
I
70 milionów w ogóle nic nie widzi
I
70 milionów nie spróbowało śniegu

I tańczymy tańczymy tańczymy jak taniec dzieci
Oznacza, że łapiemy okazję?
W nadal włączonym świetle, I nie dotrzemy do wieży

A kiedy zeszłaś w tej czarnej sukni
Nie wiem, co ci tak długo zajęło
A to,
I to nie jest wojna, nie musimy porcjować
Teraz machaj białą flagą, i trzymaj ją w domu
I słowa, które napisałem z obcej ziemi
Nie trzymasz już dłużej mojej zagranicznej ręki

I 70 milionów powinno być w wiedzy
I 70 milionów w cale nie wychodzi
I
70 milionów nie będzie chodzić na tej ulicy
I
70 milionów wbiegnie do dziury
I 70 milionów się myli myli myli
I
70 milionów w ogóle nic nie widzi
I
70 milionów nie spróbowało śniegu

czwartek, 7 lipca 2011

Portugalia

W końcu mam chwilę, żeby napisać coś o Portugalii.

Trzeba wiedzieć, że odwiedziliśmy ten kraj z całą rodziną (Kinga, Pati, Asia i Ja). Byliśmy tam od 18 do 26 czerwca 2011, więc tydzień. Z czego 4 dni Asia była na konferencji więc to ja zajmowałem się dziećmi.
I tu chciałem się podzielić refleksją. Otóż całkowicie popieram teraz przysłowie:
"Małe dzieci, mały kłopot
Duże dzieci, duży kłopot".

Przed wyjazdem obawiałem się, że to z 9 miesięczną Kingą będę miał więcej kłopotów. Tymczasem to Pati sprawiła mi wiele problemów. Głównie przez to, że jest już na tyle duża, żeby "sobie poradzić". Więc często zdarzały się akty samowolki, a nawet nieposłuszeństwa. I takie tam drobnostki jak ucieczka do windy by samemu wjechać na 10 piętro hotelu ( Vip Arts Executive .. a jak ;p ) to małe pifko. Gorzej jak na przykład ucieka na plaży nad oceanem, nie chce dać się posmarować, a już na pewno nie będzie nosić czapki. ehh

A teraz coś o Portugalii.
To na pewno kraj dla turystów. Ładne uliczki, budynki, zieleńce. Dużo ciekawych miejsc do zobaczenia, niestety często płatnych. Jednak trzeba być turystą przez duże T i być przygotowanym. Miejscowi na dworcu nie potrafili nam udzielić najprostszej informacji gdzie kupić bilet na autobus. I tak ganialiśmy po całym (niemałym) dworcu autobusowo-kolejowym.

Na pewno to nie jest kraj dla małych dzieci. Wszędzie palą papierochy. Nie da się spokojnie pospacerować. Wiele miejsc jest trudno (a nawet nie0-) dostępnych dla wózka dziecięcego. Dzieci od 5 lat płacą za bilety jak dorośli.
Za to dla młodzieży i dorosłych to idealne miejsce. Pełno knajpek, pubów, sklepów.

Muszę jeszcze dodać, że w lato jest tam za gorąco. W dzień nie ma co wychylać nosa. Z dziećmi wieczorami niewiele zwiedzimy. Dobrze, że jest tam sporo fontann i cienia od drzewek. Inaczej przegwizdane.

Ok times' up.

A za 2 dni GRAMAJDOWISKO !