wtorek, 18 grudnia 2012

Jestem ZŁYm


Dotarło do mnie wreszcie. Ja nie jestem żadnym bohaterem. Jestem kimś wręcz przeciwnie innym. Jestem antybohaterem, jestem głównym złym. Jestem Nemezis. Jak Joker (tylko z gorszym poczuciem humoru). Jak Goblin (tylko bez latającej deski i gadżetów w stylu bombek). Jak Doktor No (tylko bez pieniędzy). Jak Adolf H. (tylko nie mam wąsa).
Jestem po prostu Zły.
Ale jak ? Ktoś zapyta. Ty? Nie żartuj, przecież cię znam. Ktoś powie.
Czy na pewno ?
W domu wiecznie marudzę, krzyczę na żonę, jestem sarkastycznie wręcz złośliwy wobec dzieci. Okrutnie ignorancki wobec teściowej. Ostatnio nawet jestem mega wulgarny.  Dla czego taki się stałem ? Mam kilka hipotez, prawdopodobnie każda z nich jest prawdziwa i się nakłada na siebie to wszystko. Ale to nie jest istotne teraz. Teraz sedno sprawy jest takie: Dzisiaj zdałem sobie sprawę że jestem zły. I że rozumiem dla czego na świecie pojawiają się ŹLI tacy jak ja.
ZŁY nie czuje się złym. Myśli, że jest dobrze. Zna rozwiązanie na dręczące go i często innych problemy. Nie rozumie głupich wręcz zachowań innych ludzi. Chciałby dać im dobre rady a ci, którzy są na nie odporni nich spadają na szczaw.
Tak jak ja w domu, ciągle marudzę i mędzę: kubek po piciu od razu do zmywarki włóż. Talerz po jedzeniu do zmywarki. Buty zdejmij i odłóż zanim wejdziesz dalej. Schowaj te nożyczki z zasięgu ręki Kingi. Wysmarkaną chusteczkę od razu do kosza. Pościel łóżko jak tylko wstaniesz. Jak schowasz zabawki po zabawie to Kinga ich nie weźmie. Rano zanieś piżamę na swoje miejsce to nie będziesz musiała wieczorem szukać. Wyłącz komputer przed wyjściem do pracy. Nie idź do kościoła jak jesteś chora!
I wiele, wiele innych.
I zawsze myślałem, że robię to dla dobra innych. Dopiero potem sobie uświadomiłem, że to ja jestem tym złym. Że jestem zrzędą i marudą. I że nie mam racji.
Bo jestem Nemezis dobra, główny boss, wróg nr. 1. 

poniedziałek, 3 grudnia 2012

eRPeGi uczą

W gry RPG* gram od 10 roku życia. Czyli od 3 podstawówki. Pierwszym moim podręcznikiem (a zarazem pierwszą gigantyczną książką jaką przeczytałem) był podręcznik do Warhammera Fantasy. Jednak pierwsza gra rozegrana to było Oko Yrrhedesa (dziękuję ci Sapku).
Oczywiście pierwsze gry zupełnie nie przypominały sesji RPG. Wtedy nie mogliśmy się zdecydować kto z nas ma być MG. A MG często tez miał swoją postać i grał razem z graczami. W rozgrywce liczyła się głównie rombanka potworów i ratowanie świata i oczywiście super artefakty (najlepiej bronie i zbroja bo lania kolejnych potworów).
Z czasem zostałem regularnym MG a nasze sesje stawały się coraz to poważniejsze. Oczywiście z małymi skokami w bok a'la drużyna samych kobiet jak w Seilor Moon. Albo granie w Kubusia Puchatka RPG.
Z czasem człowiek nauczył się zagłębiać w świat wyobraźni, oraz kontrolować wymyśloną rzeczywistość za pomocą słów.
Jako MG wymyśliłem jedno z moich ulubionych powiedzeń:
"Nie ważne co się mówi, ważne jak się mówi."
Dzięki temu mogło mi brakować zasobów słownictwa, mogłem doznać pomroczności mrocznej i zapomnieć wszystkiego, a i tak udało mi się wprowadzić odpowiedni nastrój. Czytaj zachęcić drużynę do podążenia tam, gdzie byli akurat potrzebni. Tu z czystej próżności pochwalę się, że w najdojrzalszej fazie mistrzowania, kreowane przeze mnie światy były totalnie improwizowanymi sandboxami. (ok nie będę wdawał się w szczegóły).
Idea jest taka, że to moje powiedzenie zastosowałem również w celu uwodzenia kobiet. Ze 100% skutecznością. ;> (tutaj też bez szczegółów).
Stosuję moją mądrość również w pracy. Przykład,  Osoba pyta się ciebie o coś. Znasz temat tylko pobieżnie i niewiele mu wytłumaczysz w szczegółach, ale widzisz, że on nic nie wie w tym temacie. Więc Mówisz wszystko co wiesz, ale w taki sposób  że odbiorca ma świadomość, że swoją wiedzę przedstawiłeś w taki sposób, aby on to zrozumiał. (to działa dopóki ciebie nie poznają dobrze ;p )
Ale najlepsze zastosowanie to jest do dzieci w domu. Nawet nie wiecie ile jest sposobów, aby powiedzieć dziecku, że tego nie wolno, albo, że ma coś tam zrobić. Albo, że można opowiadać dziecku swój codzienny (dzisiejszy) dzień pracy, w taki sposób, że dziecko myśli, że to fajna bajka na dobranoc.

Ale najzabawniejsze jest to, że używając głowologii** (to słowo stworzone przez T. Pratchetta) czuję się naprawdę jak jakiś mag. Za pomocą słów nakłaniam ludzi by zrobili to co mają zrobić ;D
Oczywiście skuteczność generalnie nie jest 100% (u dzieci jest szczególnie mała).

Mała efektywność u dzieci jest spowodowana prawdopodobnie tym, że dzieci przez cały okres dojrzewania próbują na ile sobie mogą pozwolić. Więc jeśli mają cokolwiek zrobić najczęściej wpierw próbują tego nie robić, na różne sposoby ;> Ale nie o tym tu teraz mowa.

Wracając do sedna. Gry RPG nauczyły mnie najwięcej. Więcej niż filmy, więcej niż gry komputerowe czy planszowe. Powyższy przykład był tylko wierzchołkiem góry nauki. jeżeli kogoś to interesuje w następnym poście mogę opowiedzieć. "Jak RPGi nauczyły mnie społeczeństwa. "

* - nie, nie będę tłumaczył co to RPG. Jak ktoś nie wie to niech sobie poszuka. Chociaż myślę, że każdy wie. 
** - patrz Trzy Wiedźmy

czwartek, 29 listopada 2012

padłeś ? powstań !

na początek podkład:

http://www.youtube.com/watch?v=XVoY2dkozFc

No to jazda!

Okras przygnębienia wreszcie odszedł. Fakt, że sporo mnie to kosztowało (dosłownie i w przenośni) ale jetem z powrotem na drodze ....

Czasami człowiek musi odbyć drogę do piekła, żeby lepiej siebie poznać. Tak jak na wojnie, żołnierze poznają swoich towarzyszy broni.

Ostatnio coś mi zdrowie zaszwankowało. Pytanie czy zdrowie psychiczne było powodem niedomagania, czy na odwrót. To przez słabość ciała upadł hart ducha ?
Trudno stwierdzić.

Czasem myślę o śmierci. A może często.
Od pewnego czasu męczy mnie pewna myśl.
Jaki mam status prawny jako ojczym mojej córki ? Ona ma swojego organicznego ojca (mieszkającego w innym mieście). Ale jej mama ma pełnię praw opiekuńczych/wychowawczych.
A co jakby moja żona zmarła ? Przecież nie oddam mojej córki ?!?!?
Hm będę się musiał poradzić specjalisty.

Ok a teraz z innej beczki.

Jest 4 jeźdźców apokalipsy? Wojna, zaraza, głód i śmierć. Hmm prawie jak apostołowie z Kronik Mutantów. Tylko tam nie było głodu, ale za to było szaleństwo oraz zdrada (bo apostołów jest pięciu).
W Warhammerze jest 4 bogów chaosu, (nie licząc tych pomniejszych). Też mają ciut zmodyfikowane funkcje. 
hmm i czego to dowodzi ? w zasadzie niczego.
Przecież ja w to nie wierzę.
Tak naprawdę to jestem ateistą, a może antyteistą. Coś takiego jak religia, wierzenia, przesądy mnie śmieszą. Oczywiście toleruję wierzących. Każdego wyznania. Każdy niech sobie wierzy w co tam chce, byle by był dobrym człowiekiem ;>
Ale z drugiej strony szkoda mi tego całego marnotrawstwa które powstaje wokoło religii.
Hmm, może nie widzę po prostu zalet?
Jeśli sobie nie radzisz to "jak trwoga to do Boga" ;>
Może dla tego, że jestem zaradny to nie wierzę ? A może nie jestem nauczony wierzyć (a może raczej wyznawać) ?
.
.
.
.
Moja rada na jutro ? No bo przecież nie na dziś. Dziś już dzień się skończył. A jak to czytasz to na pewno już jest późno i rada by była bez sensu ... chyba że brzmiała by jakoś tak : "Idź i się wyśpij"

Big smile and go forward! OK?

sobota, 24 listopada 2012

Błękitne Niebo

Straciłem czas, straciłem swoje miejsce w
Błękitnym niebie
Te dwoje oczu rozjaśnia twoją twarz w
Błękitnym niebie
Umiem latać, wiem jak zatonąć w
Błękitnym niebie

Ciepły wiatr wieje ponad Ziemią
Błękitne niebo
Śpiewam poprzez ziemię, ziemia śpiewa przeze mnie
Błękitne niebo
Sięgam do najgłębszego odcienia
Błękitnego nieba

Błękitne niebo
Tak zmęczony tym całym podróżowaniem
Tak wiele mil z dala od domu
Ruszam się, by być stabilnym
Swobodnie wędrować, swobodnie się włóczyć

Pociąg ruszył powiedział moje pożegnania
Błękitne niebo
Z powrotem w drodze z niebem
Błękitne niebo
Jest tutaj obecność nikt nie zaprzeczy
Błękitne niebo

Błękitne niebo

Błękitne niebo

Tak zmęczony tym całym podróżowaniem
Tak wiele mil z dala od domu
Ruszam się, by być stabilnym
Swobodnie wędrować, swobodnie się włóczyć

Słyszę ten sam głos wzywający
Wołający, z mojego serca
I ten krzyk, cóż za krzyk
Co to będzie za krzyk
Jeśli mogę przestać ujawnić, oh

Gabriel Peter

wtorek, 20 listopada 2012

Równe traktowanie

Patrycja nie jest moją genetyczną córką. Ale jest moją córką z wyboru. Myślę, że kocham ją tak samo jak moją genetyczną córkę Kingę. Nie którzy pytają : Jak sobie z tym radzisz? Jak to określiła pewna osoba jest to co bądź "Somebody else fuck reminder."
Mnie to nie rusza, nie jestem zazdrosny. Sam przecież się bzykałem nie raz przed ślubem. Czemu miałbym liczyć na żonę - dziewicę?

Ale wracając do córek. Pati ma drugiego (prawdziwego genetycznie) ojca. Widuje się z nim. Asia nie chce ograniczać Patrycji widzenia z nim. W końcu Pati musi być do niego przywiązana.
To mnie też nie obchodzi. W końcu jak dzieci podrosną same będą decydować z kim się chcą zobaczyć i z kim spędzać czas. Przecież chłopaka ja im wybierać nie będę.

Skoro Pati ma być moją córką, chciałbym, żeby mi przynajmniej nie przyniosła wstydu. Ha! Ja i wstyd ? No proszę. OK ok.
Nie będę się przecież wstydził, jak Pati puści bąka.  Czy dostanie uwagę za nie odrobioną pracę domową. Dzieci tak mają. Brak kultury mi nie przeszkadza (tak wiem, a powinien). Ja bym chciał, żeby moje dzieci były rozsądne, inteligentne i sprytne. To sobie dalej poradzą. I tak się staram je wychowywać. Nie podaję im wszystkiego na tacy. Daję im pewną swobodę manewrów i staram się za dużo im nie zakazywać. Nauka kosztuje.

Owszem, nie traktuję na równi Kingi i Patrycji. Ale między nimi jest 6 lat różnicy. Nie mogę przecież traktować tak samo drugoklasisty i dwulatka. Dla tego obciążam Patrycję dodatkowymi obowiązkami. Więcej od niej wymagam. Czasem zastanawiam się czy nie za dużo. W końcu ona ma dopiero 8 lat.
No cóż. Mam już 4 lata doświadczeń z pracą z Patrycją i wiem doskonale ma co ją stać.

No cóż, nawet jak niektórzy uważają, że nie traktuję moich dzieci na równo. Nawet jak ktoś mi zarzuca, że nie kocham Pati, i że jestem dla niej nie dobry.
Niech się wypcha. A ja jestem z mojej córki dumny.

piątek, 16 listopada 2012

dołek

Dzisiaj miałem dość ciężki, ale i ciekawy dzień. jestem padnięty na ryj, ale dzielnie się trzymam. Wpierw nie wytrzymało ciało, na treningu myślało, że już po nim. Ale umysł jak z bicza strzelił i podciągnął ciało dalej. Ale na co to wszystko, po 23:00 dzisiaj i umysł się poddał. Leżał na deskach i kwiczał. I to nie jak bokser na deskach, tylko jak małe dziecko ... albo może jak sławni piłkarze, którzy przegrywają mecz życia ?

Odpaliłem muzykę ... ale to tylko pogłębiło stan lateralny.

Umysł a więc i ja się poddał.
Łatwo się mówi "nigdy się nie poddawaj" kiedy się aktualnie nie walczy. Łatwo się mówi " Padłeś? Powstań!" jeżeli samemu nie zaliczyło się gleby. Ja sobie zawsze powtarzałem "pomyślałem żeby zwolnić, więc przyśpieszyłem"

Więc tak leżę sobie przez godzinę na glebie. Ciało niby siedzi bezwładnie przed monitorem, oczy patrzą, palce się poruszają po powierzchni klawiatury, albo kręcą się rytmicznie po rolce w myszce. Ale umysł jak ten monitorek co pojawia się w TV w serialu o szpitalu, co wyświetla tylko cienką  zieloną linię i piszczy: iiiiiiiiiiiiiii..... .
I jakby nic do nie nie dociera, totalny restart systemu.
Morale na -1. W zasadzie po co cokolwiek? Po co ja? Nie chcę.
Wiem, że są tylko 2 możliwości, ta jedna nieprawdopodobna, w której znikam, odchodzę. I ta bardzo prawdopodobna gdzie się budzę i zaczyna się kolejny dzień. Kolejny podobny do poprzednich. Niby inny ale zawsze ten sam.

Lost my mind, and lost my place, in sky blue.

Nie wydaje Ci się drogi czytelniku, że jesteś jak w klatce. Ograniczony. Myślami sięgasz dalej, jak małpa w klatce sięgająca ramionami jak najdalej, poza kraty by złapać tą odrobinę wolności ? Ale na nic to, w tej klatce przyjdzie jej skonać, choćby nie wiadomo jak się starała. A może którejś małpie się uda?
Ja tak czuję, jak przedwieczny na dnie oceanu czekam na przebudzenie, które być może wcale nie nadejdzie.

Sen jest jak prochy ...

http://www.youtube.com/watch?v=gSzZEj-jjF0

sobota, 10 listopada 2012

o nieeee.... znowu o seksie ... ;p

Dawno nie pisałem. Więc pisanie rozpocząłem od sprawdzenia kiedy ostatnio pisali moi znajomi. Tylko dwoje z nich pisze ciągle regularnie, pozostali ostatni post napisali średnio 2 lata temu ;D

Ze mną nie jest chyba aż tak źle. Ale dobrze też nie jest.

Ale brak wpisu wcale nie oznaczał, że nie miałem czasu. Raczej było to wynikiem tego, że nie miałem o czym pisać. Oczywiście z powyższego też nie ma co wysuwać wniosków pochopnych. To że nie miałem o czym pisać może znaczyć na przykład, że się zupełnie nic nie dzieje ... albo, że dzieją się rzeczy nie do opisania.

Przecież jak bym kogoś zabił to też bym o tym nie napisał ....

Nasuwa mi się teraz na myśl odcinek Dr. Housa, w którym "główną" rolę grała kobieta pisząca na blogu wszystko. Szczerze do bólu. Nie ważne czy to nudne, wstydliwe, głupie, śmieszne czy straszne ... pisała wszystko. Celem tego było utwierdzenie odbiorców, że nie są oszukiwani przez zatajanie informacji. I to ma pewien logiczny sens. Bo wyobraźmy sobie pewien blog o tematyce kulinarnej. Autor piszący jakie to wspaniałości przygotował na obiad. tymczasem, na śniadanie suchy chleb zagryzał kostką sera, bo mu się nie chciało przygotować porządnie do tego posiłku. Ale o tym nikt nie wie i tyle.

Ze mną jest taki problem, że sam się nie mogę zdecydować o "profilu" tego bloga. tematem są moje myśli, OK, ale jak głęboko mam w nie wchodzić ? Ja jestem ekshibicjonistą  ci co mnie znają to wiedzą. Ale nie piszę tutaj incognito. Wiem, że uzewnętrzniając siebie, uzewnętrzniam też moich bliskich.

Moja pierwsza dziewczyna nie pozwalała mi wspominać o niej na żadnym publicznym forum, w żadnej dyskusji. Po prostu nie chciała, żeby ktokolwiek o niej wiedział cokolwiek. Pamiętam jak wulgarnie wręcz spławiała ludzi zagadujących ją na gg ;D
Dzisiaj nawet nie wiem, co myśli moja żona. Wiem tylko tyle, że zawsze się wkurza że piszę moje myśli, zamiast z nią gadać. ....hmm a może i tego nie powinienem pisać ?
A co by powiedział przyjaciel gdybym publicznie nabijał się z jego auta?
Może lepiej przestanę tutaj podawać przykłady ;>

A co z tematyką ?
O polityce bym na przykład się nie wahał pisać. Ale podejrzewam, że polityczne tematy są po prostu nudne i tyle. Ile to można pisać np o aborcji (dla mnie życie jest od momentu poczęcia), albo o legalizacji marihuany (tutaj w sumie nie jestem zdecydowany), albo o prośbie o zmniejszenie administracji (przede wszystkim ilości posłów i senatorów) ? Choć bardzo bym chciał zniesienie instytucji prezydenta państwa, i utworzenie w jego miejsce prezydenta europy. Cała Europa pod przywództwem jednego prezydenta. Jakie to oszczędności, a jaka to integracja.
Inny temat to temat śmierci. Teścia pochowałem. O raku i przeżyciach niby mógłbym napisać wiele. Ale teraz gdy wujek walczy o życie okazało się, że znowu pojawiają się nowe emocje i myśli. Napisał bym, że główna myśl mi towarzysząca to: czy wujek jest przygotowany na śmierć ? Czy jego żona jest przygotowana? A dzieci?  Jak to jest w takiej chwili ? Szykujesz się na najgorsze ale liczysz na najlepsze? Jakie potem jest rozczarowanie ? A jaka radość ? Czy teraz jeszcze cieszą się życiem ? Czy potem będą potrzebować pocieszenia czy alienacji ? Czy telefony w stylu " jak się czujesz" będą nie do zniesienia? Czy moje dzieci są zwiastunami śmierci?
A z innej beczki bardzo dużo myślę też o seksie. Lubię sobie wyobrażać jak się bzykają moi znajomi. Albo jakie kształty piersi mają kobiety pod koszulkami ;D Albo nawet jakie penisy mają moi znajomi?
Z jednej strony seks zdaje się też oklepanym tematem, ale ja byłbym ciekawy baaardzo co myślą inni.
A konkretnie moja logika podąża tym torem: Ja myślę w tym temacie naprawdę duuuużo, więc czemu ktoś inny też o tym nie myśli ? Jeżeli założę, że jestem przeciętny, to średnio każdy powinien sobie coś takiego myśleć. Ja tam jestem chyba za nieśmiały, żeby zacząć mówić. Ale baaardzo bym posłuchał o najmroczniejszych myślach innej osoby.
Myślę też bardzo dużo o grach (co też denerwuje moją żonę). Myślę o grach planszowych, karcianych, bitewnych, komputerowych, terenowych .... o wszystkich grach. Ale to pewnie też nudne.

Przecież wszystkiego nie napiszę w jednym poście.

Pozostawię ten temat otwarty ...

Zakończę go w tym miejscu, nadmienię jeszcze tylko, że pisząc ten artykuł w tle słuchałem (oglądałem) film Screaming Masterpiece.

czwartek, 28 czerwca 2012

Umieranie bloga ?

Ostatnio mało ciekawych postów produkuję. Powodów jest wiele.
jednym z nich jest to, że jak już mam czas po 20:00 to zazwyczaj przychodzą jacyś znajomi i katujemy to w planszówki to w diablo po lanie, albo oglądamy mecze czy idziemy na koncert. Pełno ciekawostek się dzieje i nie ma czasu usiąść i naskrobać.
Drugim powodem jest też zmęczenie. Wieczorem gdy ogarnie mnie zmęczenie jakoś tracę wenę. Ostatnio zauważyłem, że siedząc w pracy dokonuję wielu ciekawych odkryć, ale do wieczora już zdążę zapomnieć.

O!

Właśnie sobie przypomniałem jedną myśl.
Myślałem sobie o Moich znajomych .. w sumie to nie za dobrze ich znam, tyle tylko co raz w tygodniu 2 zdania zamienię, albo na imprezce się 3 razy w roku spotkamy, no i trochę z bloga ;p
No i Aga robi ta swoją pracę z psychologi i tak sobie myślę. To psychologia w pewnym sensie jest ciekawsza od fizyki.
Już śpieszę z wyjaśnieniem.
Lubię eksperymenty, lubię się zastanawiać co by było jesli w danym eksperymencie zmienił bym kilka z warunków początkowych. Fizyka mnie nauczyła, że to możliwe. Przeprowadzam dany eksperyment 10 razy. Potem coś zmieniam, i znowu z 10 razy. Zbieram wyniki, wnioski się same nasuwają.
A co z psychologią ? Gadasz z człowiekiem, coś tam palniesz. On reaguje.
Myślę sobie, ciekawe jakby zareagował, jakbym to powiedział inaczej (ale treść ta sama). Albo jakbym powiedział coś innego ? Nie da się powtórzyć tego eksperymentu, bo "obiekt badań" już zdobył te informacje.
Psychologia jest trochę jak fizyka kwantowa. Każdy pomiar wpływa na wynik.
Przez to trzeba sobie chyba w głowie wpierw zrobić eksperyment wirtualny, rozpatrzeć kilka opcji i możliwych wyników. Zaplanować, i dopiero wtedy przeprowadzić eksperyment. Z tym że problem jest wtedy taki, że wpierw trzeba mieć czas na przygotowania. W normalnej rozmowie nie ma czasu. A moja błyskotliwość trochę zawodzi ;/
Owszem, człowiek zbiera trochę doświadczenia społecznego, i wie mniej więcej jak powinien się zachować. Ale zawsze trafi potem na człowieka, którego reakcja będzie inna niż się spodziewał.

No mniejsza z tym, to właśnie chciałem napisać.

Czyli może jednak blog nie jest na wymarciu ;>


wtorek, 22 maja 2012

Wiedzieć a Robić

Z cyklu kolejnych przemyśleń.

Dzisiaj wieczorem ( w zasadzie to już noc). Podczas kąpieli w końcu to wymyśliłem. A może po prostu udało mi się ubrać w słowa to co od dawna wiedziałem.

Ja już znam sens !
Ale od początku.
Wiedzieć a robić, to dwie odrębne sprawy. Można wiedzieć wiele, ale jak nie wykorzystujemy swojej wiedzy, jak nie używamy jej na co dzień, ta wiedza jest bez znaczenia. Jest bezużyteczna. My jesteśmy bezużyteczni. natomiast jeżeli korzystamy z "dobroci" (z myśli, wiedzy czy techniki) jesteśmy wtedy wartościowi.

Już podaję przykład. Ja jestem fizykiem, wiem o wszechświecie prawie wszystko. (no przynajmniej ogólnikowo). Znam sens. Widzę błędy innych. Wiem i widzą jak koła zębate kosmicznego mechanizmu powinny się kręcić i jak się kręcą. I co mi z tego ? To bezużyteczne. Nie potrafię tego wykorzystać w codzienności.

hmm lepszy przykład.
mechanik samochodowy. Mechanikiem samochodowym rozpoczynamy być już w zawodówce, a więc nie mając jeszcze pełnoletności. Więc nie mamy też prawa jazdy. Człowiek, który powiedzmy wie o samochodach prawie wszystko, potrafił by naprawić prawie każdą usterkę, nie umie jeździć autem ?!?!
Czy nie bardziej pomocna w codzienności była by chociaż by osoba (choć bardzo chciałem napisac kobieta ;p ), która nie wie o aucie zupełnie nic. Ale jeździ autem od 3 lat ? Prze ten czas miała jedną stłuczkę (zresztą nie z własnej winy) i jedną awarię (padł akumulator, ale ta osoba i tak nie wiedziała co się popsuło). Ale problem rozwiązała błyskawicznie. Telefon, assistance i po zabawie ;p

Tak więc wniosek ? Nie trzeba znać sensu by żyć. Poznanie sensu nie gwarantuje rozwiązania zagadki życia.

I teraz widzę sens końcówki "Matrixa". Gdy Neo odlatuje. On widząc sens i "zasady" rozpoczął ich wykorzystywanie.

sobota, 21 kwietnia 2012

Wieczorne rozmyślania przy muzyce

Szykując się do ostatecznej walki z Bogiem, Diabeł zesłał na Ziemię Christopher'a Hitchens'a. Bóg nie zdążył go zabić na czas, i wszyscy którzy byli niezdecydowani a przeczytali jego książkę zeszli na mroczną stronę mocy. I Zostali co najmniej ateistami.

Taka jest moje chwilowa myśl po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron książki "bóg nie jest wielki".

Autor od razu zaatakował mnie znienacka i wypowiedział i sformułował to, co we mnie się gnieździło przez te wszystkie lata. Historia mojej wiary jest dość krótka. Od małego wychowywany w duchu chrześcijańskim (mimo, że mama moje jest ateistką). Z babcią chętnie chodziłem do kościółka. Ale z biegiem lat miałem coraz to więcej wątpliwości. Pomijając całą historię przejdę do sedna. Moja wiara ostatecznie i całkowicie zgasła w liceum, gdzieś tak pod koniec 1 roku.
(mimo to przyznaję, że chodziłem na religie do końca, po prostu mieliśmy naprawdę fajnego księdza)

Przeczytam tą książkę do końca, i to pewnie wkrótce. Ale nie będzie ona dla mnie dowodem na ostateczne nieistnienie boga / bogów . Będzie raczej ona ( przy najmniej tak mi się wydaje) pewnego rodzaju pochwałą mnie za to jaki jestem dzięki temu że jestem ateistą.

Ale mniejsza o to, nie chciałem przecież o tym teraz pisać.

Sens życia.

Zastanawiałem się teraz o słodyczach tak naprawdę.
Jakie słodycze najbardziej lubię ? Chyba takie nie za słodkie, cięższe i nie za suche.
Czyli, żadnych tortów bezowych, żadnego francuskiego ciasta ... aha i żadnej gorzkiej czekolady.

A jak przychodzę w gości to zawsze przynoszę to co ja lubię, ewentualnie jak wiem, że gospodarz lubi coś bardzo szczególnie to mu właśnie to przyniosę.
Czyli np markizy, babkę (żona pieczy wyśmienite ciacho cynamonowe lub czekoladowe).
A jak do mnie przynoszą to lubię jak przyjdą np ze snickersem (takie pyszne ciasto) czy sernikiem, albo najlepiej makowcem. Ale ciasta tylko bez bakalii i rodzynek! Takie dodatki psują ciasto.
Nie przepadam za chipsami (ale jak są to jem ;p ) a ptasiego mleczka czy np trufli to nie cierpię.
A poza tym to uwielbiam:
karpatkę, michałki, kruche z cukrem (takie okrągłe, z dziurą), ptysie, napoleonki, tort śmietankowy, no i oczywiście białą czekoladę (z chrupkami ryżowymi i orzechami, albo z truskawkami).


A tak poza tym to ja nie jestem łasy na słodycze. 5 lat mieszkałem u babci, że nawet miałem taki okres gdy mnie mdliło na widok słodyczy ;> Ja wole coś konkretnego pożreć, np śledzie w occie albo w sosie tatarskim.

A WY jekie słodycze lubicie a jakich nie znosicie ?

środa, 18 kwietnia 2012

Pula Genów

Jestem tylko pulą genów. Moim zadaniem jest żyć i się rozmnażać. Taka jest idea istot żywych.

Ale od początku. Dawno, dawno temu (około 4,6 miliarda lat temu) z bezkształtnej materii na skutek oddziaływań grawitacyjnych narodził się układ słoneczny. Potem pojawiła się masa organiczna aż w końcu pierwsze organizmy żywe. Na początku prymitywne, zachowywały się jak dzisiejsze proste roboty. Ale z czasem ewoluowały w coraz to złożone formy. Aż w końcu (robiąc duży skok do przodu) mamy człowieka. Homo sapiens - człowiek rozumny. Przez cały ten gigantyczny okres, życie miało cel - rozmnażać się, różnicować i ewoluować. Żeby to doszło do skutku organizmy musiały nauczyć się lubić rozmnażanie.

Jak to działa ? Wyobraźmy sobie 2 ludzi. Jeden lubi jedzenie. I dla swoich pyszności poszedł by na piechotę 80 km. A drugi nie lubi jedzenia, wręcz się go brzydzi. Po tygodniu zostanie tylko jeden człowiek. Tak samo z seksem. Jak ktoś uwielbia to (przy najmniej póki nie wynaleziono antykoncepcji) będzie miał liczne potomstwo. Ale mniejsza o szczegóły.

Po wypełnieniu swojej "misji" organizm umiera, zostawiając miejsce innym organizmom. Zgodnie z zasadą ewolucji następne organizmy są lepsze. Dzieci są mądrzejsze od swoich rodziców.

Ludzie tak się zagalopowali, że w międzyczasie uzyskali świadomość. Cogito ergo sum. Myślę, więc jestem. Ci, którzy boją się śmierci, a zdają sobie sprawę z jej oczywistości zaczynają sobie wmawiać "życie pozagrobowe". Jakby w to nie wierzyli chyba by zwariowali ze strachu ... a może oni już są wariatami ? A niech sobie wierzą w co chcą (póki są niegroźni).
Ci co śmierci się nie boją mogą ze spokojem przyjąć fakt, że po śmierci nic nie ma. nasze ciało się rozłoży i z tej materii powstanie coś innego.

To wtedy człowiek myślący powinien zadać sobie pytanie:
Żyję te kilkadziesiąt lat. OK, mam cel, ale samo rozmnażanie nie zajmuje wcale dużo czasu. Mam mózg. Może warto robić coś innego przyjemnego ? Tak, żeby się chciało żyć. Żeby to miało jakiś większy sens.

Dla tego człowiek lubi trochę więcej niż musi. Ba! niektóre rzeczy uwielbia wręcz nałogowo.

I to dochodzimy prawie do sedna moich myśli.

Ja mam 3 główne uzależnienia. Część swojego obowiązku już wykonałem (powiedzmy 1/3). A w międzyczasie się dobrze bawię.
1. Muzyki to ja słucham non stop. A nawet jak niczego akurat nie słucham, to w myślach coś mi gra albo sobie śpiewam. I już samo to, że pierwsze z moich uzależnień jest spełnione powoduje, że jestem szczęśliwy. Mało tego! W okół mnie pełno coraz to nowyh ciekawych utworów się pojawia więc nie ma obaw, że się wszystkiego osłucha.
2. Granie ... to tez nie jest źle. Gram w gry codziennie. Czasem na kompie, czasem na stole. Czasem muszę wstać o 5 rano, czasem posiedzieć do północy (albo później). Ale zawsze sobie w coś zagram. I jest jeszcze lepiej niż super.
3. Seks ... z tym jest najgorzej. (w sensie z tych 3 uzależnień). Ja tam mógłbym i 3 razy dziennie ... ale czasu niestety braknie wiec często nawet i na "raz a dobrze" czasu nie wystarcza.

Jestem Bardzo szczęśliwym człowiekiem. Poziom Endorfin już większy chyba być nie może. Więc prawdopodobnie nawet jakbym wygrał 3 bańki w totka to bardziej radosny już nie dam rady być.

Ale mam jeszcze trochę czasu na inne sprawy. I czasem myślę sobie, że jest tyle ciekawych żeczy do robienia. Chociażby myślenie.
Jako, że myślę cały czas to mam sporo tematów do przedyskutowania. Większości tematów po prostu nie mam z kim przedyskutować ponieważ ogranicza mnie etykieta i społeczeństwo.
Dzisiaj sobie zdałem sprawę z sensu istnienia miasta Rapture.
Dla laików, Rapture to miasto ukryte gdzieś na dnie oceanu. Mieszkańcy tego miasta to naukowcy, filozofowie i inne światłe głowy ludzkości. Tylko w Rapture nie są ograniczeni. Mogą myśleć co chcą i robić co chcą.
Więc mi brakuje takiego miejsca.

Skąd taki pomysł ? Ostatnio śnił mi się sen. Rzadko śnią mi się sny erotyczne (częściej jestem agentem ratującym świat) ale ten był ... dziwny i zarazem super. I myślałem o nim dzień cały i mnie gryzło. Napisałem na FB ale ogólnikowo. Doszło do mnie, że po prostu nie wypada publicznie mówić o takich rzeczach. No i co ja mam teraz zrobić.
Teraz to dopiero czują się jak kupa genów która tylko ma zrobić to co ma "zaprogramowane" przy okazji jakiegoś efektu ubocznego nacieszyć się jakimiś wymyślonymi popędami. I na koniec zdechnąć. Potem materialne ciało ulegnie "biodegradacji. A jeszcze później pamięć o mnie zaginie. I tyle.

Tylko pula genów.

No dobra koniec.
p.s. nie, nie jestem pijany ;p


piątek, 13 kwietnia 2012

Niejasności

No i w końcu się złamałem

W Empiku zamówiłem sobie płytkę Julii Marcell "June", oraz książkę Christopher'a Hitchens'a: "Bóg nie jest wielki".

Nieduży wydatek a myślę, że sprawi mi wiele radości zarówno umysłowej jak i światopoglądowej.

Na dokładkę zapodam tekst do piosenki promującej płytę Gaby Kulki (którą zapewne też bym nabył, gdyby tylko była dostępna). Swoją drogą teledysk jaki do niej nakręcili bardzo mi się podoba ;D Bardzo polecam poszukać sobie na necie i posłuchać.

1.
Moje niejasności zamiast się wyjaśnić, utrwaliły się.
Pytasz: "Czy to dobrze?" Spytaj kiedy indziej.
Jestem zbyt zajęta. Nie popełnić błędu staram się.

Ref:
Ryżu z ulicy nie wyzbierasz, gdy raz rozsypany.
Cholerne gołębie wyjadły wszystko.
Został tylko kurz i kamień.
Dlaczego wszystko
jest tak proste,
jest tak proste,
jest tak proste
Póki nie przytrafi się Tobie?

2.
Wasze wątpliwości pozostaną zawsze w tym temacie.
Brak przynależności. Gdy chcę jedną zyskać, drugą tracę.
Uśpię swoją czujność. Może tak przestanie mi przeszkadzać
Nadmiar możliwości. Gdy nie mogę kochać, nie mam jak zdradzać.

Ref:
Ryżu z ulicy...

3.
Moje niejasności i Twoje niejasności pokrywają się. Może będzie dobrze...

niedziela, 1 kwietnia 2012

SEXPARTY !

Dzisiaj mamy jednak opiekunkę dla dzieci już od południa. Więc na 19:00 zapraszam wszystkich chętnych na SEXPARTY !

Impra jak za dawnych lat.
Kostiumy czy fetysze nie obowiązkowe.

środa, 29 lutego 2012

Ludzie

Już dawno chciałem o tym napisać, ale nie miałem czasu i kisi się to we mnie cały czas.
Więc napiszę.

Matka miała wypadek, zabiła swoje dziecko. Prawdopodobnie przez przypadek.
Spanikowała, zrobiła coś głupiego. Nie przyznała się, kłamała.
Ludzie myśleli, że dziecko porwano.
Mimo, że w TV cały czas podkreślali "domniemane porwanie" i tak dalej. Ludzie podchwycili temat.
Na internecie pełno było łańcuszków ze zdjęciem dziecka.
Wszyscy jej szukali, była wyznaczona nagroda. Sam żartowałem, że wezmę urlop i pojadę szukać.
W ludziach narastała złość.

Prawda wyszła na jaw. Ale złość musi się uwolnić.
Ludzie skazali matkę.
Obwinili ją, "morderczynię". Policja musiała ją ochraniać.

Nikt nie pomyślał ?
Matka, moda kobieta. Jej najcenniejszy skarb rozbił łepetynę na glebie. I z drobnego ciałka uszła iskierka i zgasła. Co wtedy myślała? Mogę tylko sobie wyobrażać.

Kinga też raz mi spadła. Ułamek sekundy nieuwagi. Na szczęście spadła na łózko.
Ale poczułem wtedy jak na chwilę umarłem.
Chwilowy stras kosztował mnie pewnie 2 lata życia. Na szczęście nic się nie stało.

Mimo to mogę tylko podejrzewać jak taka matka się teraz czuje. Dla kobiety dziecko to największy skarb. To chyba gorsze niż samobójstwo.

Mam nadzieję, że bliscy jej pomagają i wspierają. I kochają ją bardzo. Nie to co inni ... ludzie.

Teraz logika:
Nie jestem psychologiem. Ale widzę skutki
- dziecko nie żyje
- matka ma wielką wyrwę w psychice, i pewnie nie widzi już sensu w życiu
- mąż ma teraz żonę, która z jednej strony mimo prób chyba już nigdy się nie uśmiechnie. Chce jej pomóc ale w głębi umysłu jest zakodowane, że ona była na tyle nieuważna, że dziecko nie żyje.
- dziadkowie ? Teściowie pewnie ją też obwiniają, i nigdy już nie będzie się czuła komfortowo w ich obecności. Rodzice pewnie współczują całym sercem, ale i tak nie będą wiedzieli jak pomóc, bezradność ich też pogrąży
- ludzie i tak na nich będą wieszać psy, złość musi znaleźć ujście

czwartek, 2 lutego 2012

SEN

Miałem dzisiaj dziwny sen

Śniło mi się, że byłem już z rodziną na wakacjach. Z rodziną i gramajdą.
mieszkaliśmy w miasteczku położonym w lesie. Takie małe miasteczka a wszędzie pełno drzew. Nasz domek był tak daleko od domku Komarków, że musieliśmy jeździć do nich autem. Kinga i Szymek byli na tyle duzi, że jak odwiedziliśmy ich to bawili się sami. Kora wtedy spała do południa, marek wtedy piekł ze swoją mamą (a może to była teściowa?, taka grubsza) ciasto w kuchni.
Ja niestety jeździłem autem w te i wewte, bo się okazało, że różni gramajdowicze pozapominali niektórych rzeczy i spraw. Więc musiałem ich wozić, często z jakimiś dużymi pakunkami.
A jak wróciłem do donku Komarków, to patrze a tam mój brat Al, wyżera ze śmietnika popcorn (który zresztą wywaliłem jako kara dla Asi i Pati poprzedniego dnia).

Wtedy się obudziłem.
Ciekawe co to znaczy ;>

czwartek, 12 stycznia 2012

Cogito ergo sum

To ze nic nie piszę, nie znaczy, że umarłem czy przestałem myśleć.
To raczej znaczy, że znowu nie mam czasu ;/