Ostatnio zastanawiam się: Jak to by było gdyby człowiek widział myśli innych ludzi.
Zakładam, że człowiek mógłby widzieć w jakiś sposób myśli innych ludzi. Myśli i ich zamiary czy nastroje. Nie wnikam w to w jaki sposób by to odczytywał interesuje mnie na razie tylko konsekwencje.
Ja jestem ekshibicjonistą więc mi nie przeszkadza, że ktoś by czytał ze mnie. Ale pewnie większość ludzi (a może tylko tacy co mają coś do ukrycia). Ale wyobraźmy sobie.
1) Stoi ochroniarz, patrzy na typa i widzi, że chce coś ukraść. Typ widzi, że policjant wie, robi się czerwony i ucieka, albo nawet przeprasza (bo to był afekt, zgodnie z zasadą, że okazja czyni złodzieja).
2) W sądzie od razu było by wiadomo kto kłamie a kto mówi szczerze.
3) Grubej koleżance mogło by się lepiej zrobić widząc, że nikomu nie przeszkadza że jest gruba.
4) Albo na odwrót, anorektyczka zaczęła by jeść bo widziała by że inni nie myślą że jest gruba, tylko szpetnie cienka.
5) Idziesz na dyskotekę i od razu widzisz jaka laska na ciebie leci. Kto ci da tylko bez zobowiązania. A kto szuka faceta na "zawsze"
6) Od razu widać czy polityk wierzy w sprawę, czy idzie po tekę tylko dla kasy.
7) Żołnierze widzą kto im zagraża a kto nie. I nie muszą strzelać do cywili podejrzanych o terroryzm.
8) Żona się na ciebie dąsa, od razu widzisz dla czego.
9) Rodzic widzi czy dziecko naprawdę się boi czy tylko zabiega o uwagę rodzica.
10) Narzeczony widzi co myśli o nim przyszła teściowa ;p
11) A o ile łatwiejsze były by rozmowy o pracę.
12) Lekarze mogli by łatwiej diagnozować, bo lepiej by wiedzieli co i jak dolega.
.
.
I wiele wiele więcej.
Ciekawy jestem co byście mogli jeszcze wymyślić.
Tak czy inaczej wniosek jest taki, że było by fajnie.
No bo co złego by z tego mogło wyniknąć ? Ktoś ma jakiś pomysł ?
piątek, 21 lutego 2014
wtorek, 18 lutego 2014
Ile potrzeba do szczęścia ?
Od jakiegoś czasu zastanawiałem się o szczęściu. O pojęciu szczęścia i o dążeniu do szczęścia.
Miałem małego dołka, i jak się z niego szybko podnieść ?
Próbowałem się jakoś zadowolić, zaczynając od małych rzeczy: kupiłem sobie coś słodkiego i zżarłem całość. Zostałem sobie dłużej w pracy, żeby odpocząć od dzieci. Albo zrobiłem sobie spacer po parku zamiast jechać autobusem. Niby poprawia to humor na trochę, ale nie na wiele.
To nie było to o co mi chodzi.
Więc wymyśliłem coś innego. Zupełnie odwrotnego.
Zacząłem się nastawiać, że dzieci są fajne i fajnie się nimi zajmować.
Ale dziewczyny są beznadziejnie skłócone i męczące, gadają non stop i kłócą się między sobą. Wyszło mi tylko ze Zbyszkiem. Więc sukces był połowiczny.
Więc postanowiłem zrobić coś dla żony.
To był strzał w dziesiątkę. Ona potrafiła pokazać zadowolenie. A jak widzę zadowoloną Asią to sam jestem zadowolony. I teraz znowu jest super.
Ciekawe, że jednak faktycznie szczęście daje szczęście innych. A myślałem , że to przereklamowane.
Ale do myślenia daje mi zupełnie co innego.
Szczęście można dostać za naprawdę niewiele wysiłku. Asi wystarczyło kupić jakiś "wiecheć" kwiatków.
A może mi się tylko tak wydaje. I nie chodzi o sam fakt prezentu. Tylko fakt, że zrobiłem dla niej coś, czego jak się zarzekałem nigdy nie zrobię. O poświęcenie ?
blah
Miałem małego dołka, i jak się z niego szybko podnieść ?
Próbowałem się jakoś zadowolić, zaczynając od małych rzeczy: kupiłem sobie coś słodkiego i zżarłem całość. Zostałem sobie dłużej w pracy, żeby odpocząć od dzieci. Albo zrobiłem sobie spacer po parku zamiast jechać autobusem. Niby poprawia to humor na trochę, ale nie na wiele.
To nie było to o co mi chodzi.
Więc wymyśliłem coś innego. Zupełnie odwrotnego.
Zacząłem się nastawiać, że dzieci są fajne i fajnie się nimi zajmować.
Ale dziewczyny są beznadziejnie skłócone i męczące, gadają non stop i kłócą się między sobą. Wyszło mi tylko ze Zbyszkiem. Więc sukces był połowiczny.
Więc postanowiłem zrobić coś dla żony.
To był strzał w dziesiątkę. Ona potrafiła pokazać zadowolenie. A jak widzę zadowoloną Asią to sam jestem zadowolony. I teraz znowu jest super.
Ciekawe, że jednak faktycznie szczęście daje szczęście innych. A myślałem , że to przereklamowane.
Ale do myślenia daje mi zupełnie co innego.
Szczęście można dostać za naprawdę niewiele wysiłku. Asi wystarczyło kupić jakiś "wiecheć" kwiatków.
A może mi się tylko tak wydaje. I nie chodzi o sam fakt prezentu. Tylko fakt, że zrobiłem dla niej coś, czego jak się zarzekałem nigdy nie zrobię. O poświęcenie ?
blah
Subskrybuj:
Posty (Atom)