Ostatnio mam trochę więcej czasu wieczorem i mogę poprzelewać moje myśli po długiej przerwie na "epapier". Ale z drugiej strony nie mam tyle czasu żeby moje myśli zapisać jakośskładnie i przemyślanie. Po prostu piszę szybko to co mam w głowie tylko żeby coś napisać i do łóżka.
Nie wiem czy to ma sens. Czy nie lepiej nie napisać nić niż pisać tak po łebkach ?
Czy nie poczekać aż będę miałwięcej czasu i napisać coś składnie i z sensem?
umieram, spać ...
środa, 30 lipca 2014
poniedziałek, 28 lipca 2014
Moje zboczone interpretacje
Ostatnio zasłyszałem świetny kawałek: https://www.youtube.com/watch?v=OczRpuGKTfY
Czyli Kings of Convenience "I'd rather dance with You"
Bardzo mi się spodobał i jak zwykle po przesłuchaniu "milion" razy zacząłem analizować tekst.
Oryginał poniżej:
"I'd Rather Dance With You"
Czyli Kings of Convenience "I'd rather dance with You"
Bardzo mi się spodobał i jak zwykle po przesłuchaniu "milion" razy zacząłem analizować tekst.
Oryginał poniżej:
"I'd Rather Dance With You"
I'd rather dance with you
than talk with you,
so why don't we just move into the other room.
There's space for us to shake,
and 'hey, I like this tune'.
Even if I could hear what you said,
I doubt my reply would be interesting
for you to hear.
Because I haven't read a single book all year,
and the only film I saw,
I didn't like it at all.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
The music's too loud
and the noise from the crowd
increases the chance of misinterpretation.
So let your hips do the talking.
I'll make you laugh by acting like the guy who sings,
and you'll make me smile by really Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
than talk with you,
so why don't we just move into the other room.
There's space for us to shake,
and 'hey, I like this tune'.
Even if I could hear what you said,
I doubt my reply would be interesting
for you to hear.
Because I haven't read a single book all year,
and the only film I saw,
I didn't like it at all.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
The music's too loud
and the noise from the crowd
increases the chance of misinterpretation.
So let your hips do the talking.
I'll make you laugh by acting like the guy who sings,
and you'll make me smile by really Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
Getting into the swing.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
I'd rather dance than talk with you.
Jak dla mnie jest to piosenka śpiewana przez faceta, który w zawoalowany sposób mówi: "chodźmy do łózka na sex i nie gadajmy więcej". I jak to odczytuję?
Ok po kolei.
Zwrotka 1:
Podmiot liryczny mówi w przenośni, wolę się się z tobą kochać niż rozmawiać z tobą. Czemu nie pójdziemy do drugiego pokoju (sypialnie? na pięterko?) tam mamy miejsce, żeby się poruszać i leci fajna melodia (nastrojowa).
Zwrotka 2:
Nawet jakbym słuchał co do mnie mówisz moje odpowiedzi były by mało interesujące dla ciebie. Jestem generalnie człowiekiem mało ciekawym, bez zainteresowań, przez rok nie przeczytałem żadnej książki. Jedyny film który widziałem mi się nie podobał.
Wolę się z tobą seksić niż z tobą rozmawiać. (powtórzone 3x, jakby podkreślając, nie mam nic innego w głowie tylko sex).
Zwrotka 3:
Muzyka jest za głośno i ten hałas tłumów zwiększa szanse na nieporozumienie. Podmiot liryczny jakby wiedział, że się nie dogada i szuka wymówki. Mówi zamias gadać poruszaj bioderkami. Rozśmieszę się i będę udawał że tobie śpiewam, a ty mnie uszczęśliwisz robiąc : do the swing.
To jest oczywiście idiom, który określa wykonywanie oczywistej, znanej czynności którą można rozpocząć robić dobrze lub / i mieć z tego przyjemność. Czyli sex się w tym mieści jak znalazł. Mało tego następuje tu siedmiokrotne (a nawet ośmiokrotne) powtórzenie. Jak w seksie powtarza się "ten głupi ruch" biodrami.
Końcówka:
Oczywiście wielokrotne powtarzanie w rytm. Wolę "tańczyć" niż z tobą gadać. Zdecydowanie nie gadajmy tylko jazda.
I tyle, Czy to jest zboczona piosenka? Oczywiście, że nie. To jest smutna piosenka o głupich facetach, którym tylko jedno w głowie. O takich, którzy nie są interesujący, nic ich nie obchodzi. Zalicz laskę ale nawet nie pytaj jak masz na imię.
Hmm bardzo przedmiotowe traktowanie partnera. (W sumie tam nie ma określone czy to śpiewa facet czy kobieta i o kim śpiewa, więc tyczy się każdej płci"
Morał:
Bądź ciekawy. Miej hobby, zainteresowanie, swoje zdanie. Rozmawianie jest cool. Chodziarz czasem może fajnie po prostu iść do łóżka ?
piątek, 25 lipca 2014
Truman Show
Truman show, film z 1998 roku.Matrix z 1999.
Od 16 lat zastanawiam się " a jeśli naprawdę ja jestem obserwowany" ?
Ta myśl prześladuje mnie ciągle.
Jak myję zęby, jak jadę na rowerze, jak jem czy siedzę na tronie, podczas seksu i dłubania w nosie.
I tak za każdym razem, gdy wykonam jakąś akcję zastanawiam się co na to publiczność. Co na to architekt. Co na to system.
Z jednej strony czuję się wtedy taki wyjątkowy. A z drugiej strony taki wykorzystany.
ehh potem skończę tą myśl bo teraz nie mam czasu.
Architekt przewidział dla mnie niespodziankę dziecięcą ;/
Od 16 lat zastanawiam się " a jeśli naprawdę ja jestem obserwowany" ?
Ta myśl prześladuje mnie ciągle.
Jak myję zęby, jak jadę na rowerze, jak jem czy siedzę na tronie, podczas seksu i dłubania w nosie.
I tak za każdym razem, gdy wykonam jakąś akcję zastanawiam się co na to publiczność. Co na to architekt. Co na to system.
Z jednej strony czuję się wtedy taki wyjątkowy. A z drugiej strony taki wykorzystany.
ehh potem skończę tą myśl bo teraz nie mam czasu.
Architekt przewidział dla mnie niespodziankę dziecięcą ;/
sobota, 19 lipca 2014
tyle a ile
no mam w głowie tyle głosów, tyle wizji , tle myśli.
Cały czas myślę, czasem oddalam się od rzeczywistości, czasem myśli są tylko tłem.
Teraz siedzę sobie sam w pokoju i słucham muzyki. I myślę.
Jest tyle spraw które jeszcze muszę załatwić a wolę tak siedzieć i myśleć.
Wstawaj ! Spanie expa nie da!
A nie, ja nie śpię tylko dumam.
Dumam nie dumam, carem nie będę.
Dzieci śpią to nastaje spokój. Spokój i cisza. Czasem przyłapuję siebie na nasłuchiwaniu miasta. Czy przypadkiem nie zaczęła się już apokalipsa ? Atak Zombie? Czy będę na tyle czujny żeby zdążyć zabarykadować drzwi ?
Równolegle widzę znowu swoją śmierć. Czy lepiej zapomnieć o niej ? Czy przypominać sobie ją i oswoić ? Oswoić śmierć? Czy oswoić siebie ze śmiercią ?
Nie raz patrzyłem śmierci w oczy. Nie bałem się.
Ale teraz mam dzieci. Umrzeć teraz to pewnie byłby dla nich zawód.
Nie cierpię zawodzić. Nie cierpię zawodzić.
Mam się kopnąć w dupę i "big smile and go forward!"
Ale z drugiej stroni nic się nie stało. Ot 50k w plecy, 1-2 lata pracy. Zarobiłem życie więc2 lata w plecy to żaden koszt.
I co teraz? Czy będzie mnie męczył ten Dance Makabre ? Czy to kolejny etap ?
Nie rozmawiam z nikim, z nikim się nie dzielę.
A gdzie fanfary ?
Tak naprawdę to zabiła mnie chyba pewność siebie.
Jakbym słyszał doktora X mówiącego do mnie: "Pamiętaj, wielka moc to wielka odpowiedzialność."
I jak to moja wina, to jak ją odkupię?
Tego już nie zmienisz, wszystko się już stało.
Cały czas myślę, czasem oddalam się od rzeczywistości, czasem myśli są tylko tłem.
Teraz siedzę sobie sam w pokoju i słucham muzyki. I myślę.
Jest tyle spraw które jeszcze muszę załatwić a wolę tak siedzieć i myśleć.
Wstawaj ! Spanie expa nie da!
A nie, ja nie śpię tylko dumam.
Dumam nie dumam, carem nie będę.
Dzieci śpią to nastaje spokój. Spokój i cisza. Czasem przyłapuję siebie na nasłuchiwaniu miasta. Czy przypadkiem nie zaczęła się już apokalipsa ? Atak Zombie? Czy będę na tyle czujny żeby zdążyć zabarykadować drzwi ?
Równolegle widzę znowu swoją śmierć. Czy lepiej zapomnieć o niej ? Czy przypominać sobie ją i oswoić ? Oswoić śmierć? Czy oswoić siebie ze śmiercią ?
Nie raz patrzyłem śmierci w oczy. Nie bałem się.
Ale teraz mam dzieci. Umrzeć teraz to pewnie byłby dla nich zawód.
Nie cierpię zawodzić. Nie cierpię zawodzić.
Mam się kopnąć w dupę i "big smile and go forward!"
Ale z drugiej stroni nic się nie stało. Ot 50k w plecy, 1-2 lata pracy. Zarobiłem życie więc2 lata w plecy to żaden koszt.
I co teraz? Czy będzie mnie męczył ten Dance Makabre ? Czy to kolejny etap ?
Nie rozmawiam z nikim, z nikim się nie dzielę.
A gdzie fanfary ?
Tak naprawdę to zabiła mnie chyba pewność siebie.
Jakbym słyszał doktora X mówiącego do mnie: "Pamiętaj, wielka moc to wielka odpowiedzialność."
I jak to moja wina, to jak ją odkupię?
Tego już nie zmienisz, wszystko się już stało.
Beksa
Ostatnio znalazłem bardzo ciekawy utwór Artura Rojka.
No po prostu jest genialny.
Na końcu wkleję linka do oficjalnego video.
Ale radzę wpierw sobie posłuchać zanim się obejrzy.
Sama muza i tekst ehh ....
Klip też jest mocny, ale naprawdę radzę obejrzeć potem.
https://www.youtube.com/watch?v=AYOis02tujI
PS
Podobno gdy umierasz lecisz sobie, lecisz ...
Nie rozmawiam z nikim, z nikim się nie dzielę.
Mógłbyś zapamiętać mnie innego, mnie innego ...
To w zasadzie taka piosenka (tylko ładnie, poetycko ubrana w język polski) jak śpiewał Jonsi w "Sinking Friendships"
Im singing sad tune
Is this song to You?
No one knows you, till is over.
You know no one true, till is over.
Dla innych chyba nie jest ważne jacy jesteśmy. Jacy jesteśmy w sobie, sami.
Chyba dla innych ważna jest tylko co robimy, jacy jesteśmy na zewnątrz.
I tak nas właśnie zapamiętają, to jacy byliśmy a nie to kim byliśmy.
No po prostu jest genialny.
Na końcu wkleję linka do oficjalnego video.
Ale radzę wpierw sobie posłuchać zanim się obejrzy.
Sama muza i tekst ehh ....
Klip też jest mocny, ale naprawdę radzę obejrzeć potem.
https://www.youtube.com/watch?v=AYOis02tujI
PS
Podobno gdy umierasz lecisz sobie, lecisz ...
Nie rozmawiam z nikim, z nikim się nie dzielę.
Mógłbyś zapamiętać mnie innego, mnie innego ...
To w zasadzie taka piosenka (tylko ładnie, poetycko ubrana w język polski) jak śpiewał Jonsi w "Sinking Friendships"
Im singing sad tune
Is this song to You?
No one knows you, till is over.
You know no one true, till is over.
Dla innych chyba nie jest ważne jacy jesteśmy. Jacy jesteśmy w sobie, sami.
Chyba dla innych ważna jest tylko co robimy, jacy jesteśmy na zewnątrz.
I tak nas właśnie zapamiętają, to jacy byliśmy a nie to kim byliśmy.
środa, 16 lipca 2014
Muzyka
Muzyka to trzecia najważniejsza rzecz w moim życiu (wśród rzeczy a nie osób oczywiście).
Od małego słuchałem duużo muzyki i do dzisiaj słucham codziennie. Lubie dobrą muzykę. I nie obchodzi mnie jak inni jej nie rozumieją. Asia rozumie.
Pamiętam mój pierwszy prezent dla niej to była płyta DVD "fiu fiu" Lecha Janerki. (swoją drogą uważam to dzieło za jego najlepszą produkcję). Znam naprawdę mało osób które lubią Janerkę a to taki rodzynek.
Dzisiaj dałem Asi (drugi raz) płytę "GO DO" Jonsi'ego. Pierwsza niestety została we wraku naszego auta. Bardzo mnie cieszy, że Asia podzieliła ze mną wszystkie moje 3 zainteresowania. No jedno może w 1/4 ale i tak sukces!
I'm going ON !
niedziela, 13 lipca 2014
Smuteczek
Ostatnio na skutek spoliczkowania Bonniego przez Nikke'go (czy dobrze to napisałem) zawrzała wielka dyskusja w internecie. I zrobiło mi się bardzo przykro i smutno.
Po pierwsze byłem i jestem Harcerzem, i mój drużynowy Adam wpoił we mnie, że "na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy". Jeśli dam komuś słowo to go dotrzymam choćbym nie wiem co. W swoim życiu obiecałem niewiele, ale coś tam obiecałem i kiedyś będę się musiał z tego rozliczyć.
Dla tego nie mam za złe Korwinowi, że tak zrobił. Zrobił to (chociaż to złe co zrobił) ale musiał. Napisałem to na necie i zostałem strasznie zaatakowany.
Dla tego mi przykro, że ludzie których w jakiś sposób znam nagle zaczęli mnie atakować jak jakiegoś fanatyka. Jakbym miał cyrograf podpisany, jakbym głosował na niego w wyborach tylko dla tego że jest jaki jest. Uważają mnie za idiotę. Wierzą w to co mówi Korwin i pukają się na mój widok w głowę.
Powiem wam o co mi chodzi. Czuję się patriotą i chcę dla Polski jak najlepiej. Mógłbym już dawno wyjechać z rodziną za granicą, zarabiać 4x tyle a może i 10x tyle. Ale na prawdę lubię być w Polsce, lubię mieszkać w Poznaniu, jeździć nad Bałtyk albo nad Narie.
Widzę ile złego a ile dobrego zrobili ci co byli wcześniej u władzy i ci co są teraz. Wierzyłem że PO to najrozsądniejsza opcja. Głosowałem na Nich nie przeciw PiS. Wierzyłem w obniżenie podatków i zmniejszenie aparatu państwowego. I zostałem oszukany.
Głosowałem na Kongres Nowej Prawicy, bo wierzę, że Korwin mnie nie oszuka. Wiem, że jak dojdzie do władzy to będzie ciężko (obniżenie podatków to spore wyzwanie w pierwszej fazie). Ale wiem, że będzie lepiej. Wiem jak działa ekonomia, i naprawdę chciałbym żyć d prawdziwie wolnym kraju. A nie w komunistycznej utopii. Jak byłem dzieckiem to myślałem, że komunizm to fajny ustrój, ale jak dojrzałem to doświadczyłem tego jacy są ludzie. Wiem, że pracowitych, odważnych, chcących i dobrych jest niewielu. I to zazwyczaj oni płacą za tych nierobów i leni.
I naprawdę kieruję się logiką głosując na KNP. I wierzę że Korwin zrobi wszystko, żeby spełnić swoje obietnice, bo pokazał, że dotrzymuje słowa. I poprę go nawet jeżeli do tego celu będzie musiał zesrać się z mównicy na oczach całego świata. Bo chcę dla Polski jak najlepiej.
Ale jeżeli wolicie mnie obrażać i głosować na złodziei i oszustów, macie do tego prawo. Żyjemy w demokratycznym kraju.
Po pierwsze byłem i jestem Harcerzem, i mój drużynowy Adam wpoił we mnie, że "na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy". Jeśli dam komuś słowo to go dotrzymam choćbym nie wiem co. W swoim życiu obiecałem niewiele, ale coś tam obiecałem i kiedyś będę się musiał z tego rozliczyć.
Dla tego nie mam za złe Korwinowi, że tak zrobił. Zrobił to (chociaż to złe co zrobił) ale musiał. Napisałem to na necie i zostałem strasznie zaatakowany.
Dla tego mi przykro, że ludzie których w jakiś sposób znam nagle zaczęli mnie atakować jak jakiegoś fanatyka. Jakbym miał cyrograf podpisany, jakbym głosował na niego w wyborach tylko dla tego że jest jaki jest. Uważają mnie za idiotę. Wierzą w to co mówi Korwin i pukają się na mój widok w głowę.
Powiem wam o co mi chodzi. Czuję się patriotą i chcę dla Polski jak najlepiej. Mógłbym już dawno wyjechać z rodziną za granicą, zarabiać 4x tyle a może i 10x tyle. Ale na prawdę lubię być w Polsce, lubię mieszkać w Poznaniu, jeździć nad Bałtyk albo nad Narie.
Widzę ile złego a ile dobrego zrobili ci co byli wcześniej u władzy i ci co są teraz. Wierzyłem że PO to najrozsądniejsza opcja. Głosowałem na Nich nie przeciw PiS. Wierzyłem w obniżenie podatków i zmniejszenie aparatu państwowego. I zostałem oszukany.
Głosowałem na Kongres Nowej Prawicy, bo wierzę, że Korwin mnie nie oszuka. Wiem, że jak dojdzie do władzy to będzie ciężko (obniżenie podatków to spore wyzwanie w pierwszej fazie). Ale wiem, że będzie lepiej. Wiem jak działa ekonomia, i naprawdę chciałbym żyć d prawdziwie wolnym kraju. A nie w komunistycznej utopii. Jak byłem dzieckiem to myślałem, że komunizm to fajny ustrój, ale jak dojrzałem to doświadczyłem tego jacy są ludzie. Wiem, że pracowitych, odważnych, chcących i dobrych jest niewielu. I to zazwyczaj oni płacą za tych nierobów i leni.
I naprawdę kieruję się logiką głosując na KNP. I wierzę że Korwin zrobi wszystko, żeby spełnić swoje obietnice, bo pokazał, że dotrzymuje słowa. I poprę go nawet jeżeli do tego celu będzie musiał zesrać się z mównicy na oczach całego świata. Bo chcę dla Polski jak najlepiej.
Ale jeżeli wolicie mnie obrażać i głosować na złodziei i oszustów, macie do tego prawo. Żyjemy w demokratycznym kraju.
piątek, 11 lipca 2014
Punkt siedzenia
Podobno jak się spojrzy śmierci w oczy to zmienia się całkowicie punkt widzenia. To jednak chyba nie prawda.
Widziałem białka oczu śmierci, zaśmiała mi się w twarz. Ale to jeszcze nie czas.
I co ?
I nic.
Zupełnie nic.
Problemy się nie rozwiązały.
Problemy pozostały, a nawet dodały się nowe problemy.
Niby że mam być jak nowo narodzony ?
Nie wyszło. Czuję smród życia za sobą. Może jestem jeszcze bardziej przygnębiony, że wciąż nie mogę rozwiązać swoich problemów ani problemów innych.
Rozwiązania są takie proste a jednak niemożliwe.
Niby jak widzę jak moje dzieci się śmieją to uśmiecham się w sobie trochę bardziej. Trochę mi lepiej jak pomyślę, że mogły by się tak już nie śmiać.
Ale zaraz mi gorzej bo to przeze mnie i przez moją głupotę.
Widziałem białka oczu śmierci, zaśmiała mi się w twarz. Ale to jeszcze nie czas.
I co ?
I nic.
Zupełnie nic.
Problemy się nie rozwiązały.
Problemy pozostały, a nawet dodały się nowe problemy.
Niby że mam być jak nowo narodzony ?
Nie wyszło. Czuję smród życia za sobą. Może jestem jeszcze bardziej przygnębiony, że wciąż nie mogę rozwiązać swoich problemów ani problemów innych.
Rozwiązania są takie proste a jednak niemożliwe.
Niby jak widzę jak moje dzieci się śmieją to uśmiecham się w sobie trochę bardziej. Trochę mi lepiej jak pomyślę, że mogły by się tak już nie śmiać.
Ale zaraz mi gorzej bo to przeze mnie i przez moją głupotę.
poniedziałek, 7 lipca 2014
Airbag
Z punktu widzenia Patrycji:
Jako jedynie nie spała chyba i patrzyła co się dzieje na drodze. Widziała jak moja głowa przechyla się w lewo i zaczynam zjeżdżać. Pomyślała, że próbuję wyprzedzać. Ale coś było nie tak, z naprzeciwka jechały auta a ja ciągle jechałem w lewo. Chciała krzyknąć ale to działo się za szybko. Zamilknęła oczy i czuła jak auto kręci się w kółko. Kiedy przestało otworzyła oczy i zobaczyła jak z maski rozdzielczej unosi się dym. Przeraziła się, że zaraz auto się zapali (dzieci myślą, że każde auto po kolizji wybucha ... to pewnie przez telewizję). Zaczęła krzyczeć: " Uciekajmy! Uciekajmy!" i płakać.
Płakała długi czas. Jej kolega zginął w wypadku samochodowym, musiała mieć dużego stracha.
Ja to pamiętam tak:
jak już się najadłem to zrobiłem się chyba lekko senny. Kinga zaczęła marudzić, że chce się zamienić z Patrycją miejscami. Pomyślałem, że dojadę do MC Donalda w Pile (jakieś 20 km) i tam się zamienią, i od razu poproszę Asi żeby mnie zmieniła. Bo lepiej żebym nie prowadził jak mi się chce spać.
Potem pamiętam jak zasłuchałem się w piosence. Musiałem zamknąć na chwilę oczy. Otworzyłem tuż przed zderzeniem. Widziałem jak auta się zderzają, potem dostałem poduszką w twarz. Potem patrzyłem jak całe auto wiruje i już myślałem "o kurwa jego mać, przyjebałem, stało się, ale jestem głupi!" Ogarnęła mnie straszna złość na siebie.
Auto przestało się kręcić i słyszałem jak Pati krzyczy. Już miałem wizję Zbyszka leżącego obok niej ze złamanym kręgosłupem. Odpiąłem pasy, zacząłem szarpać się z drzwiami. Nie dało się ich otworzyć (jak się potem okazało, prawie ich nie było). Zobaczyłem że nie ma szyby i dałem nura przez okno. Nawet nie sprawdzałem gdzie jest szyba, pochwalam sobie ręce i nogi ale w przypływie adrenaliny nic nie czułem. Wyskoczyłem z auta i pobiegłem do drzwi od strony Zbyszka. Otwieram drzwi, i widzę go ... leży w foteliku i śmieje się do mnie. Strach opadł. Dopiero teraz zaczęło się myślenie. Zerknąłem czy Pati jest OK. Wyjąłem Zbyszka z fotelika i poszedłem wyciągnąć z auta Asię. Miała rany na nogach ale mówiła że jest całą. Dałem jej Zbyszka wyciągnąłem Pati. Spytałem czy jest całą, chyba tylko pokiwała głową, że tak. Nie pamiętam jak i kto wyjął Kingę. Czy to Asia czy ja. Czy przez bagażnik czy przez fotele? Mama wyszła o swoich siłach. Wszyscy zeszli na pobocze. Pobiegłem po telefon. Gdy go znalazłem widziałem jak jakiś kierowca już dzwoni na pogotowie. Spytałem się go czy się dodzwonił, powiedział że go już kierują. Pati ciągle płakała. Poszedłem do dzieci i zacząłem ich oglądać, czy wszystko w porządku. Z polecenia Asi wyciąłem fotelik dla Zbyszka, żeby miał gdzie usiąść. Jak u nas było wszystko OK pobiegłem do drugiego auta. Facet miał zakrwawioną głowę, ale stał na nogach. Wokoło pełno ludzi, jakiś facet obok też dzwoni. Pytam się kierowcy: Wszystko w porządku ? Ile osób było w pojeździe? Wszyscy cali ?
Odpowiada: Wszyscy chyba cali, jaki idiota wyprzedza w tym miejscu.
Mówię mu, że nie wyprzedzałem. Ale on chyba jest w szoku, nie kuma, że ja jestem kierowcą drugiego auta.
Ze szpitala wyszedłem z Mamą tego samego dnia. Edek zabrał nas i graty z wraku. Dzieci zostawili na dobę na obserwację, Asia została z nimi jako opiekunka.
Auto chyba pójdzie na złom.
Wiem, że powinienem się cieszyć, jakiś cudem nikomu się nic nie stało.
Ale ja mam doła i jestem wściekły, być może kilka centymetrów dzieliło mnie od śmierci. Kilka centymetrów bardziej w lewo i może nikt by tego nie przeżył. I to z mojej winy.
https://www.youtube.com/watch?v=KgE29oRPhrI&feature=kp
Jedyną optymistyczną rzeczą jaka przeszłą mi przez myśl podczas wypadku, to że fajnie że widziałem airbagi w akcji. Myślałem, że nigdy tego nie zobaczę.
Jako jedynie nie spała chyba i patrzyła co się dzieje na drodze. Widziała jak moja głowa przechyla się w lewo i zaczynam zjeżdżać. Pomyślała, że próbuję wyprzedzać. Ale coś było nie tak, z naprzeciwka jechały auta a ja ciągle jechałem w lewo. Chciała krzyknąć ale to działo się za szybko. Zamilknęła oczy i czuła jak auto kręci się w kółko. Kiedy przestało otworzyła oczy i zobaczyła jak z maski rozdzielczej unosi się dym. Przeraziła się, że zaraz auto się zapali (dzieci myślą, że każde auto po kolizji wybucha ... to pewnie przez telewizję). Zaczęła krzyczeć: " Uciekajmy! Uciekajmy!" i płakać.
Płakała długi czas. Jej kolega zginął w wypadku samochodowym, musiała mieć dużego stracha.
Ja to pamiętam tak:
jak już się najadłem to zrobiłem się chyba lekko senny. Kinga zaczęła marudzić, że chce się zamienić z Patrycją miejscami. Pomyślałem, że dojadę do MC Donalda w Pile (jakieś 20 km) i tam się zamienią, i od razu poproszę Asi żeby mnie zmieniła. Bo lepiej żebym nie prowadził jak mi się chce spać.
Potem pamiętam jak zasłuchałem się w piosence. Musiałem zamknąć na chwilę oczy. Otworzyłem tuż przed zderzeniem. Widziałem jak auta się zderzają, potem dostałem poduszką w twarz. Potem patrzyłem jak całe auto wiruje i już myślałem "o kurwa jego mać, przyjebałem, stało się, ale jestem głupi!" Ogarnęła mnie straszna złość na siebie.
Auto przestało się kręcić i słyszałem jak Pati krzyczy. Już miałem wizję Zbyszka leżącego obok niej ze złamanym kręgosłupem. Odpiąłem pasy, zacząłem szarpać się z drzwiami. Nie dało się ich otworzyć (jak się potem okazało, prawie ich nie było). Zobaczyłem że nie ma szyby i dałem nura przez okno. Nawet nie sprawdzałem gdzie jest szyba, pochwalam sobie ręce i nogi ale w przypływie adrenaliny nic nie czułem. Wyskoczyłem z auta i pobiegłem do drzwi od strony Zbyszka. Otwieram drzwi, i widzę go ... leży w foteliku i śmieje się do mnie. Strach opadł. Dopiero teraz zaczęło się myślenie. Zerknąłem czy Pati jest OK. Wyjąłem Zbyszka z fotelika i poszedłem wyciągnąć z auta Asię. Miała rany na nogach ale mówiła że jest całą. Dałem jej Zbyszka wyciągnąłem Pati. Spytałem czy jest całą, chyba tylko pokiwała głową, że tak. Nie pamiętam jak i kto wyjął Kingę. Czy to Asia czy ja. Czy przez bagażnik czy przez fotele? Mama wyszła o swoich siłach. Wszyscy zeszli na pobocze. Pobiegłem po telefon. Gdy go znalazłem widziałem jak jakiś kierowca już dzwoni na pogotowie. Spytałem się go czy się dodzwonił, powiedział że go już kierują. Pati ciągle płakała. Poszedłem do dzieci i zacząłem ich oglądać, czy wszystko w porządku. Z polecenia Asi wyciąłem fotelik dla Zbyszka, żeby miał gdzie usiąść. Jak u nas było wszystko OK pobiegłem do drugiego auta. Facet miał zakrwawioną głowę, ale stał na nogach. Wokoło pełno ludzi, jakiś facet obok też dzwoni. Pytam się kierowcy: Wszystko w porządku ? Ile osób było w pojeździe? Wszyscy cali ?
Odpowiada: Wszyscy chyba cali, jaki idiota wyprzedza w tym miejscu.
Mówię mu, że nie wyprzedzałem. Ale on chyba jest w szoku, nie kuma, że ja jestem kierowcą drugiego auta.
Ze szpitala wyszedłem z Mamą tego samego dnia. Edek zabrał nas i graty z wraku. Dzieci zostawili na dobę na obserwację, Asia została z nimi jako opiekunka.
Auto chyba pójdzie na złom.
Wiem, że powinienem się cieszyć, jakiś cudem nikomu się nic nie stało.
Ale ja mam doła i jestem wściekły, być może kilka centymetrów dzieliło mnie od śmierci. Kilka centymetrów bardziej w lewo i może nikt by tego nie przeżył. I to z mojej winy.
https://www.youtube.com/watch?v=KgE29oRPhrI&feature=kp
Jedyną optymistyczną rzeczą jaka przeszłą mi przez myśl podczas wypadku, to że fajnie że widziałem airbagi w akcji. Myślałem, że nigdy tego nie zobaczę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)