Ostatnio męczy mnie pewna myśl. Męczy mnie tak, że aż napiszą sobie ją tutaj.
Ale od początku.
Jestem graczem z krwi i kości, graczem przez duże G. W gry gram od kąt tylko nauczyłem się czytać. Gdy inni czytali lektury szkolne ja studiowałem podręcznik do WHRP. Miałem to szczęście zaprzyjaźnić się za młodu z Czarkiem i Sławkiem. We trójkę byliśmy prawdziwymi graczami. Graliśmy nie na komputerach tylko w prawdziwe planszówki, karcianki, rpg i bitewniaki.
Dzisiaj większość moich znajomych to gracze. Niestety graczem przez małe g. Zastanawiałem się nad tym i wiem czemu tak jest, jednak pogodzić się z tym nie mogę. Kiedyś graczy było mało, ci co grali, żeby grać musieli czytać, musieli myśleć. Dziś granie jest popularne, gra bardzo dużo osób, ale czytać czy myśleć chce się niewielu. Nie zliczę ile set kratek zamalowywałem na dziesiątkach kart myśliwców w Aerotech. Ile kasy zbiłem na między gwiezdnym handlu w Gwiezdym Kupcu. Ile milionów obrażeń przyjęły kontrolowane prze zemnie potwory w Kryształach Czasu. Z kumplami znaliśmy wszystkie zasady, wymienialiśmy się na przerwach informacjami odnośnie światów, historii, cały ten "fluff". Krótko mówiąc - jaraliśmy się.
Dzisiaj owszem, gram w gry, ale są to gry proste. Przychodzą znajomi, uczę ich zasad w max 15 min. Gramy, spędzamy przyjemnie czas.
Niestety, nie ma jarania się.
Próbowałem grać w RPG, trochę niewypał. Rozumiem, nowi gracze, nowy rodzaj gry. Tłumaczyłem ile mogłem. Kilka razy. Część graczy skorzystała z techniki 21 wieku, poszperała w necie czegoś więcej. Bardzo się ucieszyłem. Ale Większość jest zapracowana, nie ma czasu. Żeby MG musiał robić wszystko, nawet organizować czas, zwoływać ludzi ?
Myślałem, żeby odświeżyć Warzona. Dużo się ostatnio dzieje w świecie Kronik Mutantów. Prodos stracił licencję na Warzone Ressurection. Wyprzedaje tanio figurki. Siadłem, dodałem do koszyka trochę stuffu, który by mi brakował. Siadłem , pomyślałem, zapłakałem i usunąłem koszyk. Pomyślałem " z kim mogę w to zagrać ?", znajomych mam wielu, ale ni znam chyba nikogo (no może oprócz Kamila), który byłby w stanie "zarazić się" i jarać się. A nie wiem czy chcę zagrać klika razy, że się tak bardzo brzydko wyrażę z "drewnem".
Czy mam szansę znaleźć jeszcze kogoś takiego jak ja? Czy ja jestem gatunkiem wymarłym? Żywą skamieliną? W dzisiejszych czasach nie ma na nic czasu, planszówka - fajna rzecz ale 10 min nauki, 1 h grania.
;/
Trochę mam doła. Co począć ?