sobota, 24 października 2009

Kosmici

Ostatnio byłem z pewna wyśmienitą ekipą (jak to często u nas w zwyczaju) w kinie. Oglądaliśmy film Dystrykt 9. Ten film po raz kolejny pobudził mnie do refleksji nad obcymi formami życia (szczególnie inteligentnego).
Kosmici z filmu, to postacie owadopodobne, z 3 parami odnóży (te na brzuchy, niewielkie chyba ewolucyjnie w stanie zaniku). Z systemem społecznym trochę podobnym do roju, z robotnikami, żołnierzami i dowódcami, bez systemu własności (czyli jak w mrowisku pewnego rodzaju komuna czy coś w ten deseń). Sądząc z wielkości tych organizmów oraz siły jaką dysponowali, ich ojczysta planeta (z siedmioma księżycami !) musiała być większa od ziemi i posiadać większa grawitację. Bogata w tlen. Technologię podróży międzygwiezdnych tak i jak genetykę mają rozwiniętą w wielkim stopniu. Nie dowiadujemy się tego bezpośrednio z filmu, ale podejrzewam, że ta podróż to była jedna z pierwszych podróży międzygwiezdnych. Taki statek - zwiadowca. Rasa ta musiała też walczyć, ponieważ mieli wysoko rozwiniętą technologie wojenną. możliwe że jak ludzie, sami ze sobą. Ponieważ straszne było dla nich (przynajmniej dla jednego z nich) badania genetyczne itp.

Zaraz przypomina mi się gra Master of Orion, z tymi wszelakimi możliwościami i różnorodnościami. Tak naprawdę, nie tylko w s-f ale i w fantasy, ludzie to rasa jakby trochę ułomna, tzn fizycznie słaba i dość nieporadna. Choć nie zawsze. Jak będę miał czas to rozwinę tą myśl dalej, bo teraz wychodzę ;>

poniedziałek, 19 października 2009

Lubię sobie czasem wyobrażać ...

Często sobie wyobrażam różne rzeczy. W zależności od natchnienia. Np czasem (szczególnie w kibelku) wyobrażam sobie jak bym był Trumanem, i miliony ludzi obserwuje mnie z ukrytych kamer. Albo robią tak ze mną a naprawdę jest 34 wiek, i oprócz ludzi obserwują mnie kosmici. I zastanawiają się: "hmm w 21 wieku ludzie byli tacy głupi?". Ostatnio czytając Harego Potera zastanawiałem się: "A jeśli faktycznie jest Magia? Jak udowodnić, że w Polsce nie ma żadnej Szkoły magii Baby Jagi ? Wszystkie dziwne rzeczy można by przecież sobie tłumaczyć magią.
A może tak jak w MiB na ziemi wałęsają się poprzebierani w ludzkie skóry kosmici ? Zwiedzają nasz jakże to ciekawy świat?Jest tyle rużnych opcji.
Czasem czuję się jak pisarz s-f. I wymyślam sobie różne scenariusze. Np:
"Na Ziemi lądują wrogo nastawieni kosmici, dość wysoko rozwinięci technologicznie (nie tak jak Alieny tylko bardziej jak Predatorzy) I co bym zrobił? Jak i skąd zdobyć broń? Gdzie szukać kryjówek? Jak zrobić domowym sposobem broń i różnego rodzaju pułapki, miny, strzały i łuk? Czy miałbym odwage stanąć do walki? Czy raczej uciekał bym, starając się ukryć rodzinę i znajomych?"

Albo inne myśli:
"Lecąc samolotem rozbijam się na bezludnej wyspie. Jestem sam i co robię? Sprawdzam czy ktoś nie przeżył? Czy kogoś uda mi się uratować? Jak nie. To szukam potencjalnych narzędzi, jedzenia, broni. Czy wyspa jest duża? Czy można na niej znaleźć pożywienie w postaci owoców czy zwierząt? Jak zrobić żyłkę, żeby móc łowić ryby? Czy próbować upleść sieci? Jak wezwać ewentualną pomoc?"

Mogą być też inne, jak np "na Ziemi budzą się smoki" albo "Pandemia wirusa groźnego" albo "Wojna nuklearna"
Czasem lubię myśleć u naszym świecie na zasadzie zgadywanek, np: W polityce następuje jakieś wydarzenie, np Lepper nazwał Kaczyńskiego Kurduplem (piszę czysto teoretycznie). Więc zastanawiam się jaki powinien być następny krok Kaczyńskiego. Oskarżyć go w sądzie? Brzydko go nazwać w TV ? Zignorować to? Jakie decyzje pociągną jakie konsekwencje? A potem patrze jak zareaguje i co się stanie.

Okaże się potem, że niektóre problemy są o wiele trudniejsze niż się wydają, a niektóre z kolei banalnie proste. I takich miłych rozczarowań Wam i sobie życzę ;D

poniedziałek, 12 października 2009

Mało czasu ? pff po moim trupie ...

Zgodnie z przewidywaniami czasu mam mniej, co wcale nie oznacza jednak, że nie będę pisać. Założenie jest takie, że jak sobie wszystko dobrze zaplanować to na wszystko jest czas. Jako, że jestem dobrze zorganizowany mam i spokojnie czas na pisanie.

Ok to o czym dzisiaj będzie?
Niech będzie o czasie.
Dzień dzielę na 3 części. 1/3 to sen i 1/3 to praca. Praca rzadko kiedy trwa dłużej, a jeszcze rzadziej trwa krócej wiec to chyba najbardziej stabilny element dnia. Co do snu, to założenie 8h snu jest o tyle dobre. Że jest to powiedzmy takie maximum, a minimum to 6h. Więc planuję zawsze spać 8h a jeżeli inne plany się wydłużają to mam 2h w rezerwie. Bo płacić snem jest najłatwiej.
Dalej, w tramwaju tracę około 1h dziennie. Na jedzenie też zejdzie około godziny. Godzina na sprawy higieniczne (to nawet lekka przesada) takie jak mycie naczyń, mycie siebie i zębów, sprzątanie itp.

Zostaje mi więc około 5h czasu wolnego. Czyli dość sporo.
Oczywiście tego czasu nie można spożytkować tylko na zabawę, słuchanie muzyki, granie czy sex. Czasem trzeba iść po zakupy, pomóc komuś w czymś, czy kogoś odwiedzić. Ale ogólnie rzecz biorąc da się to tak zaplanować żeby codziennie robić to co się lubi itp.

Hmm a może ktoś z moich słuchaczy, czy komentatorów zmotywuje mnie do jakiś rozmyślań publicznych ? Może macie jakieś pomysły czy problemy, lub znacie kogoś z jakimś problemem który należało by rozważyć logicznie lub rzucić jakieś nowe światło na zagadnienie?
Ja narazie mam wenę tylko na jakieś głupoty ;D więc może ktoś zapoda poważny temat.

czwartek, 8 października 2009

północ to czas, w którym zaczyna się dzień

Nie wiem co napisać, ale bardzo chciałbym coś napisać fajnego.
Jestem padnięty. Dzisiaj miałem 9h szkolenia z komputerowego programu CAM'owskiego. Pocieszające, ze jeszcze z moją głową nie jest źle i kumam najlepiej:D Jestem wykończony, ale zadowolony. Kiedyś zdałem sobie sprawę, że nie pamiętałem imion innych ludzi. I w ogóle nie miałem pamięci do ludzi. Jak ktoś przyszedł do Alibi to mu mówiłem wprost, że i tak pewnie nie zapamiętam. Ale ktoś powiedział mi, że trzeba ćwiczyć pamięć. I faktycznie od tego momentu staram się ćwiczyć pamięć. To musi być straszne nie pamiętać imion swoich znajomych. Co by było jakby nikt o mnie nie pamiętał? Zniknąłbym, stałbym się szarym tłem.

Więc na początek imiona i ksywy i twarze ludzi grających w gry. Potem drobne dane o nich (stan cywilny, zawód, praca, miejsce zamieszkania, miejsce urodzenia, stopień wojskowy, ulubiony słodycz itp).

Ty też powinieneś/powinnaś ćwiczyć umysł.

Bez rąk i nóg ciągle będę człowiekiem. Bez głowy będę rośliną.

wtorek, 6 października 2009

66 godzin

66 godzin, tyle zostało czasu samotności. A ile to jest czasu ?
66 godzin to jest 3960 minut czyli 237600 sekund.
Przez ten czas światło pokonało by drogę Słońce -> Ziemia -> Słońce około 238 razy
Do tego czasu moje serce wykona około 317000 uderzeń.
Z wodospadu Niagara spadnie około 435600000 m sześciennych wody.
Ziemia pokona dystans około 7059045000 km wokół słońca.
Czyli wręcz niewyobrażalny dystans ;D

Przez te 66 godzin, około 16 spędzę w pracy, a około 3 spędzę w tramwaju. Spał będę około 19 godzin. Więc zostaje mi około 28 h na sprzątanie, zakupy, pisanie bloga, klikanie Pardusa, czy robienie higienicznych rzeczy (jak kupa, kąpiel i mycie zębów). Czyli dość niemało :D A czas leci.

Tik, tak, tik, tak, tak tak :D

piątek, 2 października 2009

Chaos Powraca

Chciałem tu napisać jakieś mądrości o Yin i Yang. O kołowości, powtarzalności czasu. I jakoś to głębiej ująć, ale nie wpada mi nic do głowy.
Chaos powraca do Poznania.

I powstaje pytanie co się stanie z tym blogiem?
Czy postów będzie więcej czy mniej? Czy będą ciekawsze czy mniej ciekawe (jeszcze mniej się da?)

Z jednej strony będzie ich mniej bo większość pomysłów zdążę przedyskutować zanim zasiądę na kompa i się zwerbalizuję. Więc nie będzie sensu pisać dalej. Dwa, nie będę miał tyle wolnego czasu co miałem przez te pół roku.
Z drugiej strony może sama Chaos da mi więcej bodźców na przemyślenie? A może życie rodzinne, zmiana środowiska też spowoduje wysyp jakiś ciekawych spostrzeżeń?

Tyle pytań. Jak narazie "robiłem" około 8 postów miesięcznie. Ile będzie potem? Zobaczymy, ja obstawiam, że w październiku będzie mniej, ale potem będę robił średnią.
A Ty jak myślisz?

Z innej beczki, uważam że Chaos to jest bardzo dobry nick dla mojej najdroższej. Doskonale oddaje to co o niej myślę i to co mi daje.
Starożytni grecy określali Chaos jako Pierwotny stan egzystencji, To z niego pochodzili bogowie. To zbiór podstawowych pierwiastków, żywiołów z których składa się wszechświat. Chaos to Ziemia którą widzę codziennie rano i się uśmiecham, Woda którą jestem i którą piję ze smakiem, Ogień który ma w sercu i Powietrze którym oddycham.
W matematyce i fizyce, Chaos to własność równań lub układów równań polegająca na dużej wrażliwości rozwiązań na dowolne małe zaburzenia parametrów. Dla filologów, to taki efekt motyla. Dla mnie to jest coś takiego, że jak myślę na jakiś temat , i mam już jakieś zdanie, to Chaos zawsze wymyśli mi coś, jakiś dodatkowy warunek, który spowoduje, że muszę wszystko przemyśleć od nowa. Bo cały problem nabiera nowego sensu. W fizyce też określa cie terminem chaos idealne rozmieszczenie cząstek w pewnym obszarze.
Chaos to też bóg, który opiekował się stworzeniami zwanymi Chao oraz Szmaragdy Chaosu (przed nadużyciem ich mocy) w świecie jeża Sonic'a. Więc to moja prywatna opiekunka, pilnująca żebym miał dobrze, ale też żebym nie krzywdził innych.

Reasumując, bez chaosu był bym biednym, monotonnym szarym człowieczkiem. I nie uśmiechał bym się jadąc tramwajem. Ani pisząc dziwne rzeczy na moim blogu :D