poniedziałek, 13 grudnia 2010

Bzzzzzzzzzzz......... PAC!

Dzisiaj turniej packi na muchy.
Ale będzie tłoczno w alibi.
Będziemy jak muchy w smole.
Ugotowani.
Ciekawe ile to potrwa.
Ciekawe czy zagram w coś innego.
Ciekawe kto wygra.

Wish me luck ;p

wtorek, 16 listopada 2010

Nasze tonące przyjaźnie

Teraz : Ty : Idź

Pływamy w błękicie
Silny niefart: Nieżyjący jak klej
Moje oczy są przemoczone na wszystkie sposoby

Nasze tonące przyjaźnie
Utopimy je wszystkie

Śpiewam smutną melodię
To piosenka dla Ciebie
To piosenka dla Ciebie

Wszyscy powinniśmy nosić dwie warstwy ratunkowe
Wszyscy powinniśmy nosić dwie ...

Nikt nie zna Ciebie, aż to się skończy
Nie znasz nikogo, aż to się skończy

To piosenka dla ciebie
To piosenka dla ciebie

Moje usta są jasnoniebieskie
Mój drżący półksiężyc
Moja ostatnia noc straciła ton
To koniec końca końca

Nasze tonące przyjaźnie
Utopimy je wszystkie

Śpiewam smutnąmelodię
To piosenka dla ciebie
To piosenka dla ciebie

Wszyscy powinniśmy nosić dwie warstwy ratunkowe
Wszyscy powinniśmy nosić dwie ...

Nikt nie zna Ciebie, aż to się skończy
Nie znasz nikogo, aż to się skończy

Nikt nie zna Ciebie, aż to się skończy
Nie znasz nikogo, aż to się skończy]

To piosenka dla ciebie
To piosenka dla ciebie

Ty : Idź : Teraz

A piosenkę można przesłuchać tutaj:


czwartek, 4 listopada 2010

nie ma czasu

nie ma czasu
nie ma czasu

a jak jest czas to jakoś wolę sobie zagrać w Obliviona.
Może w końcu przejdę jego fabułę do końca.

czwartek, 21 października 2010

inaczej ... czyli CD

Losowość, definicja losowości jest długa i skomplikowana. (każdy sobie może ją wygooglać na wiki itp). Na nasze potrzeby określimy Losowość jako czynność, której efektu nie jesteśmy w stanie w 100% przewidzieć. Możemy za to oszacować jej prawdopodobieństwo.

Zdefiniujmy więc pojęcie gry losowej. Gra losowa, dla nas to będzie gra w której występuje czynnik losowy. Takie gry możemy podzielić też na gry losowe całkowicie (czyli pula losowości jest taka sama, np rzut kostką) oraz losowe w granicy puli (czyli losujemy z pewnej puli, i pula ciągle się zmniejsza).

Przykładowo gry losowe całkowicie: chińczyk, osadnicy z catanu, warhamer fantasy battle, alea iacta est., walka w age of mythology.
Przykład gry losowej w granicy puli: wikinger, odkrywanie w age of mythology, ticket to ride

Zdefiniujmy jeszcze określenie gry świadomej i nieświadomej. Gra świadoma, będzie to gra w której świadomie szacujemy ryzyko losu, np obstawiając lub nie pewną akcję, w zależności od tego jakie nam się wydaje mamy szansę.
Gra nieświadoma, to taka w której nie mamy wpływu na to co się stanie.

I tak dla przykładu gra nieświadoma to chińczyk (rzucam kostką i idę, choć w pewnym sensie mam wybór jakim pionkiem pójdę), gra w okręty (strzelam na ślepo aż trafię w coś), ryzyko (podczas ataku kulamy, kto więcej wygrywa).
Świadoma to np Poker (można obliczyć jakie jest prawdopodobieństwo np przebicia nas jak mamy na ręku fula, i decydujemy czy gramy dalej czy nie), osadnicy z catanu (sami decydujemy gdzie ustawiamy miasta startowe, czyli szanse na surowce), wszelkiego rodzaju rpg'i (wiem jakie mam statystyki postaci i decyduję walczyć czy uciekać)
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że te przykłady są trochę naciągane.

Zadajmy sobie wpierw pytanie czy można lubić gry planszowe a jednocześnie powiedzieć: "nie lubię gier losowych"
Żeby odpowiedzieć na to pytanie wystarczy poszukać gier nie losowych.
I dla przykładu są to: szachy, warcaby, samotnik, go, memory.
Ok ok, a może teraz jakieś gry nielosowe z puli nowoczesnych gier planszowych ?
...
eee
...
nie znam takiej ;p nawet pictionary jest losowe (losujemy hasło jak i to czy te chasło jest tylko dla nas czy dla wszystkich), nawet agricola jest losowa (losowe pojawianie sie kart etapów jak i pomocników i małych usprawnień).

W tej chwili nie mogę sobie odnaleźć, żadnej nowoczesnej gry planszowej pozbawionej totalnie elementu losowego,
Teza powinna brzmieć zatem:
Jeżeli ktoś uważa się za miłośnika gier planszowych nigdy nie powie " nie lubię gier losowych", chyba, że jest człowiekiem naprawdę starej daty. Wręcz klasykiem i łupie tylko np w go lub szachy.

Pytanie kolejne: Jak określić jakich gier losowych nie lubię?

Na to pytanie można sobie odpowiedzieć pytaniem: "Czy jeśli nie przepadam za losowością, to mniej będę lubił gry całkowite czy losowe z granicy puli ? "

Chociaż źle. Powyższe pytanie już jest pułapką.
Jeśli odpowiedziałeś już sobie na nie to zobacz co teraz mówi logika.
Po odpowiedzi " w granicy puli" ja zapytam "dla czego?"
"no bo ... no właśnie co?? na pierwszy rzut oka opowiedź powinna być: bo w puli zamkniętej mamy ograniczone prawdopodobieństwo które w sumie daje 1, a w całkowicie losowej grze, każde znarzenie losowe ma swoje prawdopodobieństwo."
Ale taka odpowiedź wydaje się nie na miejscu.
Bo weźmy np Wikingera albo odkrywanie nowych lądów w age of mythology. Co mi da że wiem jakie 10 klocków ze 100 możliwych są wyciągnięte (liczby są podane tylko orientacyjnie), jak chcę wyciągnąć nowy kafelek to prawdopodobieństwo będzie o wiele mniejsze niż 1/6 (a co jest prawdopodobieństwem wyrzucenia pudła przy strzale z broni w doomie). Czyżby się okazało, że szansę na przewidzenie wyniku mogą byćo wiele większę w grze totalnie losowej?
Inne porównanie (już chyba skrajne). Terminator krwawych aniołów strzela do genokrada, musi rzucić czaszkę (a są one na 3 ściankach d6) więc ma ok 50% że trafi. Jakby rzucał monetą. Natomiast co ma powiedzieć Pokerzysta który ma zamkniętą pulę kart. Dajmy na to że na ma ręce trzy dwójki (bez 2 pik) i damę trefl i asa pik, oraz wymienił wcześniej 2 karty (3 karo i 7karo). Więc zna 7 kart jakich na pewno nie ma w tali. Gra przeciwko 3 innym graczom. To niech ktoś teraz mądry mi wyliczy jakie jest prawdopodobieństwo że ma najlepszą rękę ?

no właśnie

W nowoczesnych grach planszowych, często (żeby nie powiedzieć zawsze) jest element losowy. Taki element dodaje trochę emocji i hazardu. A gra bardziej emocjonująca jest ciekawsza. Mało osób teraz gra w szachy, bo pomimo jest to bardzo fajna gra, jest tylko na 2 osoby i nie ma w niej dużo emocji. Przynajmniej na poziomie podstawowym. Nowoczesne planszówki mają takie mechanizmy które mimo losowości potrafią sprawić, że osoba która wygra nie wygra bo miała raz dobry rzut. Dla przykładu kingsburg, teoretycznie im więcej gracz rzuca tym więcej dostaje surowców tym większa szanse że wygra. W praktyce jednak, gracze którzy rzucając mniej mają okazję zablokować "farciarza".

Niestety już muszę kończyć
Na zakończenie powiem tylko wniosek który mi się nasuwa. Nigdy nie używaj argumentu, że gra ci się nie podoba bo jest losowa. Tylko świadczy to o twoim małym doświadczeniu i małej wiedzy.

A tak na marginesie dodam, że mnie irytują gry z efektem kuli śnieżnej (chociaż w niektórych przypadkach da się to naprawić przez taktykę "wszyscy na wygrywającego!"), a najbardziej to mnie denerwują gry gdzie jest Kingmaking (np hooop!) . Ale o tym może kiedy indziej.

środa, 20 października 2010

Jakie gry lubię?

Ostatnio bardzo poruszyłem się tym, że jest ktoś komu nie podobają się osadnicy z Catanu.
Moim zdaniem super gra planszowa.
Gdy próbowałem dociec, dlaczego gra się nie podoba, argumenty były dla mnie wręcz przekomiczne. Więc zacząłem zastanawiać się jakie gry lubię.
Tak naprawdę ja lubię wszystkie gry.

Po pierwsze chciałem zauważyć, że rzadko można powiedzieć, że dana gra jest głupia czy beznadziejna. Można najwyżej powiedzieć, że mi się nie podoba, nie podchodzi mi itp. Czyli wyrazić własną opinię.

Dużo ludzi to modyfikanci. Nie podoba im się albo nie rozumieją założeń autora gry i na siłę chcą coś w niej zmienić. Dla przykładu podam grę planszowąAge of Mythology. Walka polega na wybraniu postaci i rzucie kostkami. Liczą się tylko wyrzucone szóstki. Padł pomysł na modyfikację, żeby liczyły się 5 i 6. Moim zdaniem bez sensu. Autor gry zapewne stwierdził, że same 6 dają większą losowość przez co jest szansa, żeby slaby wojownik pokonał bohatera.

Potem się rozpiszę bo teraz nie mam czasu.

sobota, 16 października 2010

wielki come back?

No dzisiaj kolejny ciężki dzień.
Wszystko zaczęło się wczoraj wieczorem. Asie przypomniała mi, że obiecała Patrycji, że może spać z nami w łóżku. Patrycja wierci się niemiłosiernie więc budziłem się w nocy wiele razy walcząc o skrawek łóżka, kołdry czy o moją własną poduszkę.
Jak tylko zaczęło świtać (o 7:10) stałem i stwierdziłem, że jak mam nie spać to przynajmniej sobie pogram. Odpaliłem Obliviona korzystając że śpią. (bo Pat nie powinna oglądać jak gram w Obliwiona)
Niestety, już o 8 rano wszyscy wstali. Więc save & quit. I jazda z psem i po bułeczki.
Oczywiście rano pies na mnie warczy i szczeka budząc chyba całą kamienicę (ale nic mnie to nie obchodzi). Zakładam mu smycz i jazda na spacer.
Oczywiście na spacerze srak na mnie naptakał. Ale nic to, pomyślałem, że może teraz będę miał szczęście.
(pff niepoprawny optytmista ? czy raczej głupiec? )
Po śniadanku sprzątanie, i pranie. O 1130 Asia idzie do fryzjera (młoda śpi więc luz, dam radę jeszcze pościelić łóżka, znaleźć Asi czapkę, przygotować się na wyjazd. Bo w planie Obiad w Ikei, zakupy w M1, obejrzenie działki i potem goście lub granie w Galaxy Truckera.
Ale jak to się mówi, chcesz Boga rozśmieszyć to sobie coś zaplanuj.
A Ikei obiad udało się zjeść spokojnie, mimo, że w soczkach dla Pat nie było słomek. I nie było nic ciekawego dla mnie do jedzenia więc jadłem zestaw dziecięcy.
W M1 Pat na karuzelę, potem w kulki a My (ja, Asia i Kinga) do Reala.
Kinga w ryk więc mama daje jej cyca na ławce a ja robię zakupy. Trochę się pozmieniało w półkach więc trudniej było znaleźć to czego się szuka. Ale przy najmniej kolejki są tu mniejsze niż w biedronce ;p
Wychodzę ze sklepu, pakuję zakupy do auta, odbieramy Pat z kulek i się zaczyna. Pat się źle czuje i boli ją głowa. Asia zabiera ją na lody a ja zerkam do Cuba pogadać z dobrymi znajomymi. Asia wraca i mówi że Pat się musi naprawdę źle czuć bo nawet loda nie chce. Idę do apteki po kubek wody. Potem idę do apteki kupić termometr bo dowiaduję się, że nasz stary został niedawno zbity. Potem idę do apteki oddać termometr elektroniczny i wziąć normalny rtęciowy, bo elektroniczny strasznie oszukuje.
Olewamy działkę i jedziemy do domu. Mieliśmy jeszcze zatankować ale też olewamy. W domu Pat się źle czuje, i śpi. Kinga cały czas płacze i chce leżeć na cycku. Zbliżamy się do kolacji.
Dziewczyny leżą w łużku i odpoczywają. Zastanawiamy się czy nie dzwonić na pogotowie. W naszej rozpisce napisali że po tej operacji jak Pat straci przytomność albo pojawią się podejrzane objawy mamy dzwonić po pogotowie.
Postanawiam, żeby pospała i jak się do rana nic nie zmieni to pojedziemy.
Odchodzę na chwilę dokończyć kolację.
Słyszę "MIKOŁAJ!!! "
Wbiegam do pokoju, Pat zarzygana leży na łóżku. Asia dzwoni do lekarzy. Pat leci na kibelek, ja sprzątam świeżo pościeloną zarzyganą pościel. I staram się uspokoić Kingę bo się rozryczała mocno. Widać w sobotę wieczór do lekarzy się nie dzwoni, bo się nie dodzwoniliśmy. Ale jak Pat zwróciła obiad to od razu jej się lepiej zrobiło.
Położyłem kobiety do łózka w nowej pościeli. Miska leży obok.
Śpią.
Wstawiłem pranie i Kretem przetkałem rury bo rzygi zatkały rurę jak czyściłem pościel przed włożeniem do pralki.
Dzień powoli kończy się .
Zobaczymy jak się będą czuli jutro.

Ale co tam ja jak zawsze optymista, przynajmniej mam czysto w pokoju ;>

piątek, 1 października 2010

Dziękuję

Dzisiaj dodam trochę optymizmu do życia i podziękuję.
Dziękuję...
... Mamie, że tak mnie ładnie odchowała
... i Tacie też
... Adamowi, który dużo mnie nauczył
... Babci, że mnie przedomownikowała na studiach
... Moim kobietom, dzięki nim miałem i mam motywację
... i przyjaciołom, na których mogę zawsze liczyć, (chciałem ich tu wpierw powymieniać, ale opkazało się że jest ich trochę, a nie chciałem nikogo pominąć więc ... każdy będzie wiedział czy o niego też chodzi ... chyba. Jak nie to niech się zapyta :D )
... osobne podziękowania Ani, że mnie nauczyła jak być dobry
... Bratu, za kooperacje
... Michaelowi Stipe'owi, dzięki któremu zaraziłem się pesymizmem oraz muzyką
... przypadkowi, że akurat tu jestem i robię to, a nie inaczej
dziękuję wszystkim inteligentnym ludziom, którzy się nie denerwują szybko i bez sensu

I oczywiście mojej Asi, która urodziła mi Kingę. (która swoją drogą jest niezłą laską)

Danke
Thank You
Gracias
Grazie
teşekkür ederim
pakka per
takk

poniedziałek, 27 września 2010

urwanie glowy

dzisiaj się dużo zdarzyło i nie mam czasu na nic dla tego w wielkim skrócie (i z przymrużeniem oka):
przed 6 pobudka
pies nie chce kupać bo pada
gazeta jest w innym sklepie
autobus do pracy i deszcz
praca 1 detal na śmieci
powrotny autobus spóźniony, moknę na deszczu
Kinga zły humor cały dzień
w restauracji nie ma miejsc, a potem drut w posiłku .. i nie ma ciasta czekoladowego
urodziny pat
montuję fotel i baldachim na szybcika
młodsza siostra zazdrosna? wielka histeria (a Asi nie ma)
udało się
lody urodzinowe
teściowa mdleje + karetka do szpitala
kąpiel Kingi
pies kupie 2x na dywan, lewa skarpeta do wyrzucenia
na dworze pies nie chce kupać
zły humor teraz to ja mam okropnie
czy ja jestem na tyle zły, żeby zabić psa?
rejs do alibi, tylko odebrać grę
wnoszę teściową
karmię i podaję leki
sprzątanie i zmywanie
kąpiel
chwila na kompie
i już się robi 24:00

nie ma gier, nie ma sexu, muzyka ratuje dzień

chciałbym tyle powiedzieć i nie mogę
czy od tego się w końcu wybucha?

blanoc

środa, 15 września 2010

Dzień z życia Taty

Wstaję o 6:00.
Sprawdzam czy wszystko ok, mam chwilę żeby popatrzeć na moją żonę i córkę.
Sprawdzam czy Patrzycja jest przykryta, ubieram się.
Odpalam kompa, klikam Pardusa, sprawdzam pocztę, czytam forum Gramajdy i facebooka. Przeglądam wiadomości i pogodę itp.
6:35 zbieram się do pracy.
Praca do 15:00.
Powrót, dzisiaj było tak:
15:15 idę do przedszkola po Patrycję, idziemy na piechotę bo taniej, zdrowiej (dzisiaj ładna pogoda), i szybciej (korki niesamowite). Po drodze zbieramy kasztany i rozmawiamy o różnych rzeczach. Np dla czego kościoły są takie wysokie. Czemu na "zebrze nie ma świateł" . itp
Szybki obiad ( z przerwą bo okazało się, że auto zostało na światłach) odgrzewane pulpety z ryżem z wczoraj.
Potem chwila przytulania do kingi, żeby odciążyć mamę i żeby się trochę oswajała ze mną.
o 17:00 idziemy z Patrycją do parku pozbierać trochę kasztanów. Bo o 18:00 ma przyjść ciocia Asia z córką i razem będą robić kasztanowe ludki.
18:00 jesteśmy w domu, okazuje się, że gości dzisiaj nie będzie. Więc gramy w Talizman.
O 19:00 okazuje się, że już za późno, składamy grę, Pat idzie oglądaćBakugany, a ja rozmawiam z żoną i szykujemy się do kąpieli młodej.
o 19:20 Asia kąpie Kingę a ja asystuję.
O 20:00 jemy kolację całą rodziną.
20:30 szykuję papiery bo jutro będę latał po urzędach. Asia myje Pat bo Kinga śpi i ma chwilę czasu.
21:00 czytam Patrycji bajkę na dobranoc.
21:15 siadam na kompa, w końcu mam chwilę czasu dla siebie.
Do 21:30 piszę na blogu.
Potem klikam pardusa, popatrzę chwilę conieco i idę sie kąpać i spać.
O 22:00 już mam nadzieję leżę w łóżku
I jak mam szczęście to mogę zasnąć o 24:00 ;p


piątek, 10 września 2010

Jak zostałem prawdziwym Tatą

Piątek, 10 września 2010 roku. W zasadzie to moje imieniny o czyn dowiedziałem się dopiero 15 minut temu.
Godzina 4:15, budzi mnie Asia. Ma skurcze. Do rana nie spała budząc mnie co jakiś czas. Ja nieprzytomny staram si zapamiętać godziny skurczy.
7:00 Pobudka, przynajmniej oficjalne bo oboje jesteśmy niewyspani. Trzeba obudzić Patrycję i zabrać ją do przedszkola. Ja rezygnuję z pójścia do pracy i chcę Asię zawieźć do szpitala. Bo to może już. Na szczęście Rafał zabiera młodą na weekend.
9:00 w szpitalu przez godziną Asia ma 4 skurcze i prawie żadnego rozwarcia.
Wracając idziemy do M1 na zakupy i o 13:00 do IKEI na obiad. Wracamy, przez 2h Asia ma coraz boleśniejsze skurcze. O d 15:00 do 16:00 było ich 6. Wydaje się, że są coraz częstsze.
Przed 17:00 jesteśmy przy szpitalu, zaparkowałem dość daleko. Idziemy powoli zatrzymując się co chwilę. W szpitalu pani nas przyjmuje jakby niechętnie. Ja muszę czekać przed drzwiami. Po chwili 2 piguły wywożą moją żonę na łóżku i jadą na salę. Podobno jest już w 2 fazie i rodzi. Asia krzyczy żebym załatwiał papierologię i szybko leciał do niej bo nie zdążę.
Zanim piguła wraca, i robimy papiery mija 10 minut. Mówię jej kiedy mogę iść do żony, a ona że nie ma sensu teraz bo już po porodzie.
SIC!
Poród trwał jakieś 5 minut, o 17:15 byłem już ojcem, ale do Asi mogłem wejść na chwilę (i to nielegalnie) ok 18:00.
Dobrze że tak szybko, przynajmniej się nie męczyła ;D
Jeszcze nie znam dokładnych danych, oprócz tego, że wszystko jest OK.
zaraz lecę do niej w odwiedziny.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Drugi poniedziałek

Dzisiaj Asia miała rodzić ... ponownie.
Druga próba również się nie powiodła. Czyżby Kinga miała urodzić się o czasie? Albo co gorsze po czasie?
Nic to na razie cierpliwie czekamy.

Z innej beczki. Dzisiaj widziałem wiewiórkę. Fajnie znów ją spotkać, jednak trochę się stęskniłem.

Czy ja jestem dziwny? Podoba mi się gra Dorn, grafika też mi się podoba, ale większości ludzi się nie podoba. Nie dziwił bym się jakbym był najstarszy.

Co dalej?
Spektakularna wywrotka na rowerze.
Dzisiaj przyznaję Robertowi 100% racji. Koszyczki na pedałach są niebezpieczne. Lepiej mieć wypinane buty. Przy tak dużej prędkości udało mi się wyjąc nogę z koszyczka ... jak już leżałem na ziemi. Bilans:
kierownica skrzywiona
łańcuch spadł łamiąc plastikowe koło ochronne
hamulec uszkodzony (to już naprawiłem)
dłoń, łokieć i kolano zdarte
ręka ciągle boli w stawie

ale było fajnie, jednak ta adrenalina w locie, ciekawe przeżycie

No i dzisiaj to nie tylko ja latałem, Patrycja spadła ze schodów, na szczęście niewielkie stłuczenie. Większy był chyba szok ;p
No może upadek z 3go schodka drabinki na antresolę brzmi mniej strasznie ;p

aha no i dzisiaj urodziny babci. Babcia stara ale jara (w sensie pełna życia a nie że pali papierosy, bo nigdy nie paliła hehe)
więc wszystkiego najlepszego i zdrowia zdrowia i jeszcze raz zdrowia
bo chyba resztę babcia już ma ;>

Jutro Payday
I jazda dalej

środa, 25 sierpnia 2010

Środa rano

Jest środa, 6:35. Zaraz wychodzę do pracy, na rowerze droga zajmie mi 10 minut więc na 7:00 zdążę spokojnie. Słucham sobie muzyczki i czytam różna pierdoły na jakiś tam serwisach, portalach itp.

W domu panuje lekki napięcie. Wszyscy oczekują aż narodzi się człowiek.
Jeszcze sporo kartonów do rozpakowania, najgorsze jest to, że to nie moje klunkry. Nie wiem co z nimi zrobić, gdzie jest teraz ich miejsce?

Moje nowie mieszkanko, mimu wad podoba mi się i dobrze się w nim czuję. Strasznie podoba mi się moja szafa na gry.

A tak z innej beczki to wczoraj grałem w nowy Talisman z Patrycją i Asią (wygrałem oczywiście ;/ ). Okazuje się, że to jest baardzo podobna wersja do starego Talismany czy Magii i Miecza. Karty są w większości takie same. Troszkę zmieniła się plansza. Instrukcja jest bardzo ładnie napisana.
Zastanawiam się czy nie kupić sobie tej gry. Bo raczej nie mam co liczyć na dodatki do gramajdowego egzemplarza.

No czas na mnie, jade na południe.
Rotolando verso sud.

niedziela, 1 sierpnia 2010

przeprowadzka netu

Dzisiaj przeprowadza się mój komputer. Nie będę miał przez jakiś czas netu.
Ciekawe jak to zniosę.
Z chwilą zadziałania netu przeprowadzkę można uznać za zakończoną.

Co poza tym.
Kupiłem żonie płytę Jonsi'ego "GO", super płytka.
Słuchałem dzisiaj non stop ;D

wtorek, 20 lipca 2010

W końcu

W końcu się przeprowadzamy.
Dużo roboty przed nami, ale i dużo już zrobiliśmy.
Już nie mogę się doczekać, aż będziemy na miejscu.
Całe szczęście, że przyjaciele pomogą, jak pomyśle ile tego do zabrania ...
wszystko

Już się nie mogę doczekać aż będę miał trochę więcej czasu. A i tak nie na długo bo na horyzoncie nowe obowiązki.

Mogę się starać jak najlepiej
Najlepiej jak mogę to wystarczająco dobrze

Zastanawiałem się co oznacza "norma".
Kiedy wrócimy do normy?
Czy jestem normalny?
Czy wyrobiłem normę?

Czy norma to jakaś pewna średnia?

norma
1. «ustalona, ogólnie przyjęta zasada»
2. «ilość, miara, granica przewidziana jako wymagana lub obowiązująca w jakimś zakresie»
3. «ilość pracy wyznaczona do wykonania w określonym czasie»
4. «pełny lub skrócony tytuł dzieła wypisany drobnym drukiem na dolnym marginesie pierwszej kolumny każdego arkusza drukarskiego książki»

Tak opisuje normę PWN
Czyli nigdy nie powrócę do normy bo nigdy nie ustaliłem sobie zasad czy obowiązków jakie muszę zrobić. Ilość pracy określam na bieżąco i spontanicznie, reaguję tylko na zaistniałe okoliczności.
Codziennie zakładam sobie, że o 23:00 pójdę spać, i zawsze się spóźniam. Z definicji norma to iść spać o 23:00. Ale chciało by się powiedzieć, że to "norma" , że sie spóźniam ze snem.

Zabawne.

wtorek, 13 lipca 2010

Wakacje

Urlop wypoczynkowy w toku. Jesteśmy na mazurach w Morągu. Pogoda doskonała, a nawet za słonecznie. Upał ponad 30 stopniowy. Codziennie jeździmy nad jezioro, kąpiemy się w czyściutkim i ciepłym jeziorze Narie. Na obiady jemy smakołyki, najlepsza to chyba świeża sielawa usmażona. Wieczorami oglądaliśmy Mundial, i graliśmy trochę w planszówki.

Niedługo wracamy z urlopu i znowu będzie sporo roboty, dużo pracy w pracy, a potem remont i przeprowadzka. Mam nadzieję, że wyrobimy się na czas.

Myśle jak zrobić uroczyste otwarcie Gamesroom'u. Z jednej strony chciałbym zaprosić znajomych, ale jest ich tylu, że ledwo by się pomieścili. A w żadną grę by nie można było pograć z braku miejsca. Z drugiej strony chciałbym aby granie rozpoczęła najlepsza gra na świecie czyli Twilight Imperium, ale na moim stole wygodnie zmieści się 4 graczy (na siłe by się zmiesciło może i 6 ale to max).

Zastanawiam się jak tam spędzają wakacje ini moi znajomi. I zazdroszczę tym którzy na kaszubach będą planszówkować i nie tylko.
Na szczęscie na Malcie w siatkę też pogram.

No starczy pisania bo komputer generuje niepotrzebne ciepło ;p

niedziela, 27 czerwca 2010

Update

Wydaje mi się, że remont już w prawie połowie zakończony, kupa kasy na to pójdzie i sporo pracy, ale mam nadzieje ze warto :D

4 lipca wyjazd na wakacje na mazury, do domu. Plan jest taki, żeby dobrze się bawić, wypocząć, pograć, i zabrać ze sobą większość moich gier. Gier z czasów młodości.
Mam nadzieję, że spotkam się z przyjaciółmi.
Zastanawiam się czy jeszcze kogoś spotkam, ciekawe jak zareaguję ...

Arkham Horror wydaje się być za prosty, trzeba grać z heraldami.

Odpoczynek jest męczący, bo potem się nie chce spać i siedzi się do północy wypisując na necie jakieś bzdury.

W poznaniu festiwal malta, ciekawe kto mnie będzie chciał wyciągnąć gdzieś. Jutro o 18:00 idziemy na koncert.

W tibie nie grałem już z rok albo i więcej.

Myśl na dzisiaj:
"Oczekuj najlepszego
Spodziewaj się najgorszego"

czwartek, 24 czerwca 2010

Myślę o innych ...

Siedzę sobie wygodnie przed kompem, popijam wodę lekko gazowaną. Słucham sobie muzyczki. Jest super. Czuję za mną leży moja kobieta. Jest cicho i spokojnie.
Bardzo fajnie. . .

Ale nie potrafię się delektować moim spokojem i super nastrojem. Myślę cały czas o innych ludziach.

Myślę o tym jak się czuje teściowa co straciła męża.
Myślę o koleżance, koleżanki co urodziła martwe dziecko.
Myślę o porzuconej EX.
Myślę o Seneszelu wiecznie na tułaczce.
Myślę o "siostrze" izolującej się od przyjaciół.
Myślę o mamie przyjaciółki, chorującej na raka, i o samej przyjaciółce, z którą nie potrafię jakoś porozmawiać o jej życiu prywatnym itp. Tylko o codziennym życiu.
Myślę o mojej babci, będącej teraz samej w pokoju.
Myślę o mojej córce, o jej chorym sercu i przyszłej operacji.
Myślę o wojnie, i o śmierci.
Myślę o kumpeli co dowiedziała się o zdradzie faceta.
Zastanawiam się, gdzie są moi przyjaciele. Z kim mogę teraz porozmawiać ?

Czy się zadręczam ? Raczej nie, przecież nie myślę tylko o złych rzeczach.
Myślę o wszystkim, o dobrych stronach też.
O tym jaka muzyka jest fajna.
O tym że wkrótce skończy się remont.
O tym że Asia jest w ciąży.
Że są ludzie którzy o mnie pamiętają,
I dobrze o mnie myślą.
Myślę, że są wakacje, za tydzień jadę do morąga i będzie fajnie, 2 tygodnie odpoczynku.
Myślę, że moi przyjaciele też będą mieć dzieci.
Jak przyjemnie jechać na rowerze. I grać w gry ;>

No zobaczymy jak to będzie.


wtorek, 22 czerwca 2010

I'm The Ocean

Today i will write shortly.
Lately, when i look throu my playlist, i found a song written by Neil Young. "I'm The Ocean".
Neil is also known as Godfather of Grunge.

I will write a little part of song that i came to my ear:

"
(...)
People my age
They don't do the things I do
They go somehwere
While I run away with you
I got my friends
And I got my children too
I got her love
She's got my love too
(...)
"

piątek, 30 kwietnia 2010

le roi est mort, vive le roi

Czyli umarł król, niech żyje król!

Minęło już trochę czasu od śmierci naszego ex prezydenta. Więc mogę pokusić się o komentarz i moje przemyślenia.

Wypadek ze Smoleńska to była tragedia, zginęło dużo ludzi.
Żałoba narodowa?
Dziennie na polskich drogach umiera 14-17 osób (dane z różnych źródeł). Daje to około 5000 ludzi rocznie. Sporo.
Ok, umarło wielu "ważnych" osobistości. Niech będzie, żałoba narodowa. Dostosowałem się.
Teraz czas na moje spostrzeżenia:

W TV i radiu niezwykła stronniczość. Jak można używać takich sformułowań jak " zginął kwiat polskiej polityki" czy "jak teraz będzie funkcjonować nasz kraj? "
Ludzie, rozumiem takie teksty na ustach babusieńki. Ale w wiadomościach ?!?!
Jaki to kwiat polityki ? Polityk jak polityk. Nie mam tu zamiaru oczerniać i nabijać się z poległych, to robiłem za ich życia, teraz to chyba nieodpowiednie. Ale nie popadajmy w panikę zaraz.
Nigdy nie byłem na Wawelu, szkoda bo już nie będę. Nie widzę sensu. Do niedawna czciłem to miejsce jako grobowiec polskich królów i bohaterów narodowych. A teraz ? Widzę, że to zwykły grobowiec. Jesteś nieudacznikiem ? Zrób coś fajnego a jak nie umiesz to przynajmniej umrzyj spektakularnie i cię zapamiętają.

Tak najbardziej mnie boli że media są na tyle głupie że zamiast informować rzetelnie bawią się nieudolnie w kreowania nastrojów. Mam gdzieś takie media. Odcinam się od głupoty i nieudacznictwa. Wiadomości czytam sobie na necie albo oglądam BBC albo DW albo CNN itp. Polskie media publiczne chyba cofają się w rozwoju. I się jeszcze dziwią, że nikt abonamentu nie płaci.

Uff
Ale ok ok, wpisałem w google "gafy prezydenta" i powyskakiwały mi niezłe kwiatki.
Ok ok, błędy się zdarzają. Czytałem kiedyś, że za duża liczbą wpadek jest odpowiedzialny nie sam prezydent a jego sztab. W sumie zgadzam się z tym i potrafię przytoczyć parę przykładów.
Tak naprawdę okazuje się, że Lechu nie był taki zły i że gorszy jest jago brat. O zgrozo to podobno był jego pomysł by go pochować na wawelu. To on jest tym "bardziej wrednym" I co najgorsze to on teraz będzie próbował stanąć na czele naszego więc i mojego narodu ! Masakra.

Ciekaw jestem kto s moich znajomych popiera Jarka. I kto będzie miał odwagę się przyznać. Fajnie by było bo chciałbym posłuchać jakimi argumentami się kierują ludzie, którzy chcą by rządził nami "karzeł moralny".

peace

niedziela, 11 kwietnia 2010

1 Tydzień + konkurs itp

Już minął jeden tydzień od ślubu.
Miałem niewiele czasu. Sprzątanie po imprezce, sprzątanie w domku, sprzątanie na działce. Zagrałem też w piłeczkę i pojeździłem na rowerze. Zwariowany tydzień. Udało mi się też wręczyć nagrodę za poprzedni konkurs. Tak więc został on całkowicie zamknięty i mogę ogłosić następny.

Tym razem będzie podobnie ale inaczej. Ale od początku. Myślałem trochę o tym konkursie. Nie chciałem znowu dawać tematu muzycznego. Pomyślałem, że może coś z mojego innego hobby jakim są planszówki. I już miałem nawet wszystko wymyślone i "obcykane" ale .. zrezygnowałem.

Dla czego ? Napiszę to co mnie dręczy od jakiegoś czasu. "Stworzyliśmy potwora"
Pamiętam jak grałem u Dwunastnicy z Rokterem w Arkham Horror, gdzie opowiadał o tym jak zamierza zorganizować w miarę regularne grania w planszówki w poznaniu. Pomysł mi też się spodobał i cieszę się, że mogłem uczestniczyć w powolnym procesie planszowkonarwacania w poznaniu. Traktowałem to i nadal traktuję (to to znaczy to co teraz jest Gramajdą, spotkaniami przy planszy) jako czas, żeby spotkać się ze znajomymi, pogadać, pograć przy okazji. Być może pretekst grania jest też dobry do nawiązywania nowych znajomości, czy przyjaźni. Zaobserwowałem, że planszówki stały się też pewnym przekleństwem. Część ludzi grała jakby gra była najważniejsze, mało osób da się wyrwać na inne "akcje" jak wypad do kina, granie w piłkę nożną czy siatkówkę, już nie mówiąc o pomocy innym w pracach ogrodowych.
Tak mi się trochę zrobiło dziwnie, jakby na samą taką myśl planszówki mi trochę zbrzydły.
(myślałem, że to niemożliwie)
No więc zmiana konkursu. Jako, że na niewielu rzeczach się znam, a nie umieszczę na moim blogu konkursu z wiedzy o ciekłych kryształach czy o jakiś technicznych sprawach. Bo kto by chciał się zajmować takimi (nazwę to ironicznie) pierdami.

Tak więc dzisiejszy konkurs będzie muzyczny, ale nie odtwórczy i zgodnie z ostatnimi wydarzeniami, będzie patriotyczny. Postawię na kreatywność.
Konkurs polega na tym:
Trzeba podać imię i nazwisko autora/wykonawcy piosenki z polskim tekstem. Oraz zinterpretować teks za pomocą krótkiego artykułu/felietonu itp (forma dowolna)
Prosił bym też o dołączenie linka do tekstu i muzyki.

Mam nadzieję że nie narobię sobie tym konkursem za dużo roboty.
Termin rozwiązania konkursu ... kiedy mi się będzie chciało (wiec za tydzień albo za dwa).
Ocenę wystawię na podstawie tego jak mi się dana piosenka (a więc ocenię muzykę) spodoba, jak mnie zauroczy tekst i jak oryginalna i ciekawa będzie jego interpretacja.

Powodzenia!

niedziela, 4 kwietnia 2010

Ostatni post Kawalera

Dzisiaj ostatni dzień mojego kawalerstwa.

Więc to ostatni post jaki piszę jako wolny człowiek. Ale co by tu napisać ?

Ok. Ślub.
Ludzie mi gratulują i pytają jak się czuję i jakoś tak przeżywają całą tą ceremonię o fakt zawarcia związku małżeństwa. Mi trochę głupio bo nie czuję jakoś niczego wyjątkowego w tym ślubie. Jest to dla mnie jakby kolejne święto rodzinne, które muszę jakoś przeżyć. Z tym, że tym razem będzie trudniej bo nie mogę być gburem jak zawsze. Muszę sprawić, że mojej ukochanej będzie jutro wyjątkowo. Przynajmniej na tyle na ile jest w stanie dopuścić mój imprezowy kompromis.

Asia miała już wcześniej jeden ślub, kościelny, nie opowiadała mi o nim za wiele niestety. Jednak podejrzewam, że był o wiele bardziej romantyczny niż ten, który ma nastąpić jutro. Jutro to będzie mała ceremonia świecka na rynku poznania. A potem skromny obiad i torcik. Wszystko po jak najniższych kosztach.
W sumie nie jesteśmy jakoś biedni. Ale mamy razem wrodzoną tą poznańska zdolność zaradności, przez większość ludzi mylnie spostrzeganą jako skąpstwo. Chcemy zaoszczędzić jak najwięcej kasy, żeby jakoś zapewnić byt przyszłemu potomkowi i nam samym. I żebym mógł bez wyrzutów sumienia kupić sobie od czasu do czasu jakąś planszówkę jak za starych lat młodości.

Ale dość już o samej ceremonii. Człowiek nauczony przez te wszystkie głupie romantyczne filmy, że po ślubie żyli wszyscy długo i szczęśliwie. Jakby przed ślubem tak nie było. Wydaje mi się, że po ślubie moje życie będzie wyglądać dokładnie tak jak wyglądało przed. Różnic chyba będzie nie wiele. Będzie trochę roboty z papierkami itp. ale to pikuś.

Żyjemy w społeczeństwie. Ślub jest tylko określeniem stanu w jakim będę żył. Żeby inni przedstawiciele społeczeństwa wiedzieli: "ta para już jest związana i razem wychowuje potomstwo więc im nie przeszkadzać"

A właśnie.
Myślę, że to właśnie potomstwo jest tu najważniejsze. Jedno jakby zawłaszczone dziecko już mam. Czekam na drugie tym razem powstałe z części z mojego DNA ;p
To wzbudza we mnie większe emocje. Z jednej strony widzę, jak Asia bardzo fajnie wychowała Patrycję. A z drugiej strony wiem, że po narodzinach będę miał jeszcze mniej czasu na zabawę.

No ciekawe jak to będzie.

Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce, jak mawiał Terencjusz.
Nie jeden człowiek już przez to przechodził i cieszę się, że przejdę to z Asią.

Napisałbym więcej. Ale nie dam rady.

poniedziałek, 22 marca 2010

Konkurs

Dzisiaj jedyny w swoim rodzaju konkurs na blogu, tak żeby wymusić jakieś komentarze bo tu posucha.

Zasady konkursu: Poniżej znajduję się moja interpretacja tekstu piosenki. Trzeba podać wykonawcę/autora i tytuł piosenki. Dla utrudnienia refreny zostały pominięte. Dla podpowiedzi podam, że oryginał piosenki jest w innym języku niż polskim.

Kto pierwszy odpowie poprawnie otrzyma nagrodę niespodziankę. Czas start:

"Idzie człowiek ulicą
Mówi: dlaczego teraz jestem taki miękki w środku
Dlaczego jestem miękki w środku
Reszta mojego życia jest taka trudna
Potrzebuję okazji-fotografii
Chcę zastrzelić odkupienie
Nie chcą skończyć animacji
Na cmentarzu kreskówek
Hiena cmentarna, hiena cmentarna
Psy w świetle księżyca
Daleko moje dobrze oświetlone drzwi
Pan Mięsieńpiwny Mięsieńpiwny
Zabierz tych niemych odemnie
Wiesz, że ja nie uważam już tego za zabawne

Idzie człowiek ulicą
On twierdzi, czemu nie mogę skupić uwagi
Mam krótki, mały zasięg uwagi
I czem Moje noce są tak długie
Gdzie jest moja żona i rodzina
Co jeśli tu umrę
Kto będzie moim wzorem do naśladowania
Teraz kiedy mój wzór
Odszedł odszedł
On schował się wgłąb alejki
Z jakąś małą, zrolowaną dziewczyną o twarzy nietoperza
Ze sobą ze sobą
Były incydenty i wypadki
Były podpowiedzi i zarzuty

Idzie człowiek ulicą
Jest to ulica w dziwnym świecie
Może to jest Trzeci Świat
Może to jest jego pierwszy raz tu
On nie mówi językiem
On nie ma żadnej waluty
On jest obcym człowiekiem
Jest on otoczony dźwiękiem
Dźwięk
Bydło na rynku
Kaleki i sieroty
Rozgląda się wokół, naokoło
Widzi anioł w architekturze
Kręcące się w nieskończoność
Mówi, Amen! i Alleluja!
"

wtorek, 16 marca 2010

Wzdłuż linii wodnej

Słodkie poddanie się na nabrzeżu
Pamiętasz, kiedyś biegaliśmy i kryliśmy się
Raz zabrałem cię w cień ładunków
I liczymy wszystkie numery w dół do linii wodnej

Tęsknoty na schodach psiego skoku
Francuskie pocałunki w ciemnej bramie
Dmuchający dziki i mroźny róg mgły
Policjant rzuca światło na moje ramię

W nocy przypływa coaster* szybki i cichy
Ponad moim ramieniem jedynie co widać to światła pilotów
Brak pieniędzy w kurtkach i nasze dżinsy podarte
Twoje ręce zimne, ale twoje usta są ciepłe

Ona widzi go na molo, gdzie chodziła
Ona czuje go w miejscach, gdzie chodzą żeglarze
Kiedy idzie wzdłuż rzeki albo linii kolejowej
Ciągle słyszy jego szept
Chodźmy w dół do linii wodnej


* (patrol straży przybrzeżnej)

poniedziałek, 15 marca 2010

15 marca 2010

Dzisiaj znowu zostałem ponad godzinę dłużej w pracy. Okazuje się, że w Polsce chyba nie ma kryzysu. Wręcz przeciwnie. Wiem, że nie tylko ja pracuję na podwyższonych obrotach.

Byłem w sklepie z Asią i Patrycją, trochę się wynudziłem, ale nie było źle. Po zakupach jedzenie, nie ma jak spagetti + tortelini + lasagne ... mniam.

Potem do alibi, dotarłem trochę spóźniony (choć nie tak bardzo jak prezes) ale miło mi się grało. Najpierw w "mission on the red planet" [grali: olimpia, bad wolf, pandura, yog i ja] (czy jakoś tak). Wygrałem, dzięki wydarzeniu które spowodowało śmierć wszystkich astronautów na jednym sektorze marsa. Dzięki temu ja wypełniłem 3 misje, a Yog nie wypełnił dwóch.
Potem przyszli nowi: Ola, Miguel, Zosia i .. (nie pamiętam, jakieś fajne zagraniczne imię) + stary skład (tylko bez yoga). Zagraliśmy w taką fajną grę: połączenie memory i jungle speeda w bardzo ładnej zwierzęcej oprawie. Oczywiście wygrałem.
Potem jeszcze raz w tym samym towarzystwie w 8 osób w saboteura, raz byłem dobrym, raz sabotarzystą i znowu raz dobry. Wygrałem za każdym razem, więc całą grę wygrałem (miałem 7 golda).
Potem dwie gry w jungle speeda, tym razem nie wygrałęm ani razu ;D [grali: dorota i jej współspaczka, badwolf, jacek? i ja]
no i w końcu wymarzona partia w galaxy truckera. [zagraliśmy drużynowo : agata (grała pierwszy raz) i ja przeciwko spiderblazowi i TV (grali chyba w sumie 5 razy)] Wygraliśmy bo wszyscy skończyliśmy z gotówką. Ja z agatą wygrałem trochę bardziej bo mieliśmy więcej kasy.

Było bardzo fajnie i o 23:00 już byłem w domu.

Szkoda , że asia nie mogła dołączyć.

A z innej beczki: gdzie ta wiosna? chcę na rower ...

czwartek, 4 marca 2010

Rower

Dzisiaj byłem z Asią w sklepie sportowym i zakupiłem sobie rower i inne akcesoria. Już nie mogę się doczekać aż będzie cieplej i będę do pracy rowerem śmigał :D
Rower co prawda nie jest w jakiejś fajnej kolorystyce ale ma fajne przerzutki, hamulce tarczowe i amortyzatory. Opony grube i terenowe, ale na mieście też dadzą radę. Dokupiłem plastkowe błotniki. Zastanawiałem się nad licznikiem, ale narazie olałem i nad bidonem, ale chyba picie będę woził w butelce w placyku.

Bo rower ma rozumiesz taki różowy jazz.

środa, 3 marca 2010

No i robi się ładnie. Słoneczko, dzień coraz dłuższy. Już prawie wiosna :D Nie mogę się doczekać jak będę miał rower, albo jak będę chodził grać znowu w piłeczkę na malte. Nie ukrywam że trochę ruchu mi się przyda. Nawet więcej niż trochę.

Ehh tyle do zrobienia a tak mało czasu.

piątek, 26 lutego 2010

Hej!

hej
próbuję cię poznać
hej
musi być diabeł między nami
albo dziwki w mojej głowie
dziwki przed moimi drzwiami
dziwki w moim łóżku
ale hej
gdzie
ty
poszłaś, z pewnością umrę
jesteśmy przykuci

uh powiedział mężczyzna do pani
uh powiedziała pani do mężczyzny, którego uwielbia
i dziwki jak chór
robią uh całą noc
i Marysiu, czy nie jesteś zmęczona tyn
uh
to
jest
dźwięk
który wydaje matka kiedy jej kochanie bierze urlop
jesteśmy przykuci

środa, 24 lutego 2010

Czytaj jełopie!

Staram się czytać ile się da. A że czasu mam niewiele jedynym pewnym sposobem czytania książek dla mnie jest ... tramwaj. Jadę ok 15 min tramwajem do pracy, i tyle samo czasu wracam. Daje mi to spokojnie 30 minut czytania dziennie. Jak jest ładna pogoda to i czekając na tramwaj na przystanku można coś poczytać. Więc nie jest źle.
Naprawdę książki są bardzo fajne, w tym roku przeczytałem już sporo i żadna nie była badziewna. Ostatnio zabrałem się za anglojęzyczne, i tu pojawiają się schody. "The last Hero" Terrego Pratchett'a przeczytałem szybko i bezboleśnie, mimo że niektóre postacie używały dziwnego języka/slangu. Teraz czytam Tolkiena juniora "The Children of Hurin" i czyta mi się o wiele gorzej. Podobnie jak Tolkien senior, Christopher używa języka zgodnego z ojcowskim, żeby podtrzymać klimat. A to czyta się niemiłosiernie ciężko. No nic, myślę, że jakoś przez to przebrnę, jak się uda będę mógł się chwalić :D

Oczywiście zachęcam do czytania nie tylko książek, ale i prasy, blogów, wiadomości, instrukcji do planszówek itp. Uczeni głoszą, że mniej istotne jest to co się czyta, ważne żeby czytać myśląc. Tzn nie tylko pożerać fakty, ale i je trawić, zastanawiać się nad innymi możliwościami, przyczynami i skutkami itp. Wtedy to dopiero czytelnictwo jest źródłem rozwoju.

A więc do lektury ;p

wtorek, 23 lutego 2010

Turniej Dominiona

Wczoraj wziąłem udział w turnieju gry planszowo/karcianej Dominion.
Nie lubię tej gry mimo to w imię zasady "ktoś musi być ostatni" postanowiłem zagrać.
Chyba nigdy wcześniej nie wygrałem w tą grę, więc pomyślałem, zagram raz w Dominiona, potem szybka gierka jakaś inna i będę mógł czym prędzej spadać do domu pomóc Asi.
Nic z tego, wygrałem pierwszą grę (nie pamiętam ksywy mojego przeciwnika, ale wiem , że była fajna), drugą grę z Yogiem też wygrałem, trzecią z Przemkiem (kolegą Roktera) też wygrałem. Już byłem zmęczony tą grą, i ogólnie zmęczony, bo kupa pracy w pracy, odbieram Patrycję i się nią zajmuję, a jeszcze nieśliśmy razem Asi obiad, bo nie miała czasu, nawet żeby zjeść.
No nic to, jestem w półfinale, okazuje się, że zwycięzca gra 3x o 1 miejsce, a przegrany raz o 3 miejsce. Pomyślałem, nic to teraz przegrywam, a potem wygrywam i do domu ;p
Ale nie ma tak łatwo, przegrana ze Sławkiem była druzgocąca (jak on to zrobił, że tak szybko rozpoczął kupowanie "szóstek"). A o 3 miejsce przegrałem (też sromotnie) z Dorotą. Wiec grałem 5 gier w grę której nie lubię i nic (oprócz garści krówek) nie wyniosłem. ;p
Nie jest źle, zabawa była przednia.
I nawet wyciągnąłem wnioski: Dominion to JEST głupia losową grą, że taki noob jak ja dochodzi do półfinału a w pierwszych grach odpadają wyjadacze. Fakt, mam wrażenie, że jak ktoś trochę pograł, zna karty i jakieś ogólne wytyczne to może trochę szczęściu pomagać, ale jak spotkają się gracze na podobnym poziomie, wygra ten kto ma większego fuksa. Takie jest moje zdanie.

Co dalej? Nie będę już chyba dzisiaj więcej marudził bo nie mam czasu ;/

niedziela, 7 lutego 2010

7 luty 2010 ...

rok 2010 ... to będzie rok
widzę plany, wiele różnych zdarzeń jest już zaplanowanych ...
szkoda, że nie mogę się pochwalić ani ponarzekać ludziom, nawet tym najbliższym ;/
dręczy mnie wiele rzeczy, wiele spraw mnie niepokoi i denerwuje, ale przyjmuję wszystko z pokorą
wiem, że inni mają jeszcze gorzej i muszę ich wspierać,

już nie raz wspierałem innych, fajne uczucie jak człowiek się stawia na nowo
jak się odbudowuje, lepszy, silniejszy

ja jestem egoistą i nie robię niczego bezinteresownie,
dla tego potem mi przykro jak nie dostaję zwrotu wkładu
ale nie bądźmy pesymistami
być może nie nadszedł jeszcze czas na zbieranie długów

nie zwykłem mówić : "pomogłem ci, teraz jesteś moim dłużnikiem"
zazwyczaj mówię: "nie ma sprawy" czy "całą przyjemność po mojej stronie"
więc cześć ludzi może w ogóle tego nie zauważyło

może ja też czegoś nie zauważyłem?
może powinienem zacząć spłacać swoje długi?




środa, 13 stycznia 2010

zaleglosci

ale się tutaj zaległości narobiło

Zacznę od przed świąt. Postanowiłem odmalować łazienkę. Zaplanowałem : zetrę papierem farbę tam gdzie poodpryskiwała, i pomaluje. Zajmie mi to z 1 dzień. Efekt: Odpadł tynk z sufitu, harowałem 4 dni, by dzień przed wigilią zalali mnie sąsiedzi ;/

Święta spędziłem z Mamą i Teściami, było nawet fajnie. Żal mi tylko tego całego żarcie które musiałem wywalić po tygodniu. Między innymi dla tego nie lubię świąt. Ludzie się starają zrobić coś wyjątkowego, pracują i się przemęczają, robią za dużo a potem się psuje i trzeba wywalić. ...
Okropne.

Sylwestra spędziłem dość nieoczekiwanie w towarzystwie dobrych i bliskich znajomych z Poznania jak i prawie nieznajomych ze świata (m.in. z Matii z południowej Afryki). Było bardzo fajnie, czas zleciał bardzo szybko. Za szybko. Spać poszedłem o 6 rano ;D

Pojawiły się w tym nowym roku nowe plany, większość z nich na pierwszą połowę roku.
Budowa domu czy przeprowadzka, i wiele innych, tak, że nie starczy już kasy na gry ;[

Zakupiliśmy też łyżwy, już nawet 2 razy byliśmy jeździć. Fajna zabawa. Idzie mi całkiem nieźle. Nie mogę się doczekać kolejnego wypadu. Chciałbym, żeby poszło z nami więcej osób.

No to tyle w wieeelkim skrócie.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Nowy rok - Nowy post

No ciekawe co czeka nas w nowym 2010 roku ;>
Na razie nic się nie zmieniło, jak zwykle mam mało czasu na wszystko.
Mam nadzieję, że niedługo conieco tu napisze, między innymi o remoncie mojej łazienki ...