wtorek, 18 lutego 2014

Ile potrzeba do szczęścia ?

Od jakiegoś czasu zastanawiałem się o szczęściu. O pojęciu szczęścia i o dążeniu do szczęścia.
Miałem małego dołka, i jak się z niego szybko podnieść ?
Próbowałem się jakoś zadowolić, zaczynając od małych rzeczy: kupiłem sobie coś słodkiego i zżarłem całość. Zostałem sobie dłużej w pracy, żeby odpocząć od dzieci. Albo zrobiłem sobie spacer po parku zamiast jechać autobusem. Niby poprawia to humor na trochę, ale nie na wiele.
To nie było to o co mi chodzi.
Więc wymyśliłem coś innego. Zupełnie odwrotnego.
Zacząłem się nastawiać, że dzieci są fajne i fajnie się nimi zajmować.
Ale dziewczyny są beznadziejnie skłócone i męczące, gadają non stop i kłócą się między sobą. Wyszło mi tylko ze Zbyszkiem. Więc sukces był połowiczny.
Więc postanowiłem zrobić coś dla żony.
To był strzał w dziesiątkę. Ona potrafiła pokazać zadowolenie. A jak widzę zadowoloną Asią to sam jestem zadowolony. I teraz znowu jest super.

Ciekawe, że jednak faktycznie szczęście daje szczęście innych.  A myślałem , że to przereklamowane.

Ale do myślenia daje mi zupełnie co innego.
Szczęście można dostać za naprawdę niewiele wysiłku. Asi wystarczyło kupić jakiś "wiecheć" kwiatków.
A może mi się tylko tak wydaje. I nie chodzi o sam fakt prezentu. Tylko fakt, że zrobiłem dla niej coś, czego jak się zarzekałem nigdy nie zrobię. O poświęcenie ?

blah


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz