Od środy (czyli od 6 dni) jestem słomianym wdowcem. Asia z Pati poszły do Częstochowy na pielgrzymkę. Zostałem z Kinią i Zbysiem. No i oczywiście z teściową ;D
Czy to fajnie czy nie ?
Otóż ja jestem samotnikiem i czuję się jak ryba w wodzie. Cisza i spokój ... tzn nie tak od razu.
Dzień roboczy zaczyna się o 5:30 a kończy koło 21:00 i potem mam czas dla siebie. Tak z 2h bo jestem zmęczony i idę spać. I co w tym fajnego ?
Przyjąłem zasadę, (prawie) żadnych bajek, słodyczy i komputera. I okazuje się, że po pracy, przedszkolu i żłobku mamy sporo czasu na obiad, ma porządki, pranie czy zmywanie. I jeszcze sporo czasu na rozmowę i zabawę. Bardzo przyjemne życie rodzinne. A jak dzieci pójdą spać .. to wtedy czas dla siebie.
Przez pierwsze 4 dni fajowo, trochę pograłem w DOTĘ, troszkę w planszówki (Twilight Imprerium ! Yeah). Ale teraz jakoś smutno i pusto, bo nie ma z kim pogadać.
Więc piszę sobie bloga jako namiastka rozmowy. Taki monolog. Słucham sobie sigur ros i myślę,
Ehh
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz