czwartek, 2 lipca 2009

Bóg/Bogowie istnieją!

Tło tego rozmyślania zaczyna się jakieś ponad 2 tygodnie temu. Kiedy to zaginął Kot. (miał imię i właściciela, jednak to jest nieistotne teraz). Przyjaciele i rodzina pomagali właścicielowi szukać kota. Zostały rozwieszone plakaty i ogolnie zrobiono wszystko co się dało by kota odnaleźć.


Cisza


Aż pewnego dnia telefon, jest ślad.


Chodząc po nocach na świeżym powietrzu rożne rzeczy przychodzą do głowy. Rozpoczęło się niewinnie. Pomyślałem, że bardzo tego kota chcę znaleźć. I zastanawiałem się czy wole żebym go ja znalazł czy żeby w ogóle się znalazł. Oczywiście zaraz sobie odpowiedziałem, że albo chciałbym znaleźć kota albo chociaż zobaczyć jak właściciel go odnajduje. To pierwsze dało by mi "punkty" a to drugie Radość z widoku radosnego właściciela.


Wiec idę ścieżką i myślę. "Jak znajdę kota to znaczy że Bóg istnieje, i w niego uwierzę. Z tym, że skąd będę wiedział, który to bóg? Żydowski Jahwe? A może Allah ? ile jest wyznań i kto ma rację? A może zrobić taki test, ze jak zobaczę Kota z prawej to zostanę buddystą, a jak z lewej itp, ale po 1 nie starczy strona na wszystkich chociażby głównych bogów. Po 2 jak ja byłbym bogiem to nie grał bym w takie głupie gierki z człowieczkiem takim jak ja. Bogowie nie zdobywają wyznawców przekupstwem, tak robi szatan, albo mafia ;D"


Następnego dnia pytam właściciela: "Czy ty wierzysz w Boga? czy modlisz się za kota? czy modlisz się żeby do ciebie wrócił czy, żeby miał dobrze, żeby żył i był szczęśliwy z kimkolwiek teraz jest ?"
Czy wiara służy tylko do naszych egoistycznych celów? żeby nam było lepiej ? Jeżeli tak to bez niej też się idzie obyć. Tak jak bez alkoholu czy słodyczy. (może mało trafne porównaniem, ale co tam)


Po kilku dniach kolejny ślad.
Idziemy szukać i kolejne myśli. To skoro nie ma boga więc to czysty przypadek zadecyduje czy znajdę kota. Obszar ma określone wymiary, mój wzrok i słuch obejmuje określony obszar, kot jest w jednym punkcie. Wszystko się porusza. Jaka jest szansa na spotkanie? Znikoma, jeżeli obszar jest taki duży i trudno dostępny. Ale o co chodzi z wiarą ? Wiara to też takie szukanie boga? Szanse są znikome a jednak szukam ? Wierzę że znajdę. Czy jest jakaś analogia między szukaniem kota a szukaniem boga? Jeżeli bóg istnieje to kiedyś powinienem go znaleźć, tak jak kiedy szuka się kota z dużym determinizmem, mimo marnych szans, w końcu musi się odnaleźć. A jeśli nie ? Może być tak, że bóg istnieje i chce być znaleziony, ale nie poprzez kota. Co bym zrobił gdybym był bogiem? Jak dam debilowi znaleźć kota, to się ucieszy i uwierzy we mnie, ale na jak długo ? Na chwilę, potem znowu się odwróci. Już nie raz tak przecież robił. To co? Mam sprawić by kot nigdy nie powrócił ? Wtedy na pewno nie uwierzy .. a może ?


Dzisiaj kot się odnalazł, pierwsze co pomyślałem ? Szkoda że nie widziałem radości właściciela. A potem: bóg musi istnieć i właśnie zrobił ze mnie barana i śmieje się ze mnie do rozpuku.
Bo niby co? Czysty przypadek? Ktoś w końcu rzucił sześć szóstek sześcioma kostkami ?


zacytuję tu Roberta Luisa Stevensona:


"Nikt za mnie grosza nie da rad,
Przykry mój wygląd oraz zapach;
Małpa, co ma niebieski zad,
Z drzew raju zwisam na swych łapach."

3 komentarze:

  1. no dobra, to skomentuję :)

    po pierwsze: to, że kot się znalazł w żaden sposób nie udowadnia istnienia boga/Boga/bogów. Nie był to czysty przypadek tylko logiczny ciąg zdarzeń: kot uciekł, ale bał się nowego miejsca, więc się nie oddalał; nawet jeśli ktoś go widział i chciał wziąć do domu (bo ładny) to nie mógł, bo kot się bał; musiał jeść, więc znalazł sobie miejsce, gdzie jedzenie było; nie wpadł pod samochód, bo był tak przerażony nowym nieznanym miejscem, że bał się wychodzić na głośną ulicę; to że został znaleziony było tylko kwestią czasu, ale wiemy to dopiero teraz :)

    Ile razy czegoś szukałeś? Czy kiedy tego nie znalazłeś, był to dla Ciebie dowód że boga nie ma? Równie dobrze można tak udowodnić istnienie małych karzełków, które chowają się po kątach a w nocy wiążą Cię, otwierają głowę i czytają Twoje myśli. Następnie spełniają (lub nie) Twoje życzenia, żebyś wysypał im czasem coś do jedzenia na podłogę.

    po drugie: jeżeli istniałby Bóg, którego tu opisujesz: myślący, spełniający czasem życzenia, robiący sobie żarty, to ja szczerze nam wszystkim współczuję, bo to musiałby być niezły psychopata (w naszym prymitywnym ludzkim mniemaniu). Stworzył nas, żeby sie nad nami znęcać? Bo przecież on wie co było, jest i będzie, prawda? :)

    Oczywiście nie twierdzę, że go nie ma, ale znalezienie kota nie udowadnia jego istnienia no i mam nadzieję, że nie w takiej postaci.

    PS. Co właściciel odpowiedział na Twoje pytanie? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż sobie odgrzebałam ten fragment rozmowy na gg. Nie podejrzewam żeby czytały ten blog inne osoby niż zainteresowani ;) więc przekleję:
    Demnogonis
    2009-06-19 18:29:16
    (...)czy ty wogule jestes w cos wierzaca?

    2009-06-19 18:29:32
    bo jezeli tak to sie zastanawiallem czy ty sie modlilas za swojego kota?

    2009-06-19 18:30:00
    a jesli tak to w jakis sposob ? w sesie czy o to zebys bo zlanazla? czy zeby nic mu nie bylo ? czy jak?

    Squirrel
    2009-06-19 18:30:45
    hmmmm

    2009-06-19 18:31:13
    chyba o to zeby sie znalazl, to znaczy zeby znalazl mnie i do mnie wrocil

    2009-06-19 18:31:29
    co jest dosc egoistyczne w sumie

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do udowadniania to oczywiste, że istnienia Boga nie da się udowodnić. Na tym polega wiara. Cieszę się, że zmobilizowałem do myślenia. Zastanawiam się skąd wiesz o moich karłach kuchennych ? Myślałem, że tylko ja wiem o ich istnieniu.

    Bóg dał ludziom wolną wole, a jednocześnie jest wszechwiedzący. Czyli to człowiek może zadecydowaćczy wierzy w boga czy nie, czy kogoś kocha czy nie. Ale Bóg o tym wie, wie jak zadecyduje. Więc skoro to wie to czy nie jest już to ustalone? Czyli czy człowiek ma wolną wolę? Czy raczej Bóg nie wie wszystkiego? Jakieś założenie musi być błędne.

    Wiewiórko cieszę się, że się odważyłaś ujawnić. :D

    OdpowiedzUsuń