A może tak jak w MiB na ziemi wałęsają się poprzebierani w ludzkie skóry kosmici ? Zwiedzają nasz jakże to ciekawy świat?Jest tyle rużnych opcji.
Czasem czuję się jak pisarz s-f. I wymyślam sobie różne scenariusze. Np:
"Na Ziemi lądują wrogo nastawieni kosmici, dość wysoko rozwinięci technologicznie (nie tak jak Alieny tylko bardziej jak Predatorzy) I co bym zrobił? Jak i skąd zdobyć broń? Gdzie szukać kryjówek? Jak zrobić domowym sposobem broń i różnego rodzaju pułapki, miny, strzały i łuk? Czy miałbym odwage stanąć do walki? Czy raczej uciekał bym, starając się ukryć rodzinę i znajomych?"
Albo inne myśli:
"Lecąc samolotem rozbijam się na bezludnej wyspie. Jestem sam i co robię? Sprawdzam czy ktoś nie przeżył? Czy kogoś uda mi się uratować? Jak nie. To szukam potencjalnych narzędzi, jedzenia, broni. Czy wyspa jest duża? Czy można na niej znaleźć pożywienie w postaci owoców czy zwierząt? Jak zrobić żyłkę, żeby móc łowić ryby? Czy próbować upleść sieci? Jak wezwać ewentualną pomoc?"
Mogą być też inne, jak np "na Ziemi budzą się smoki" albo "Pandemia wirusa groźnego" albo "Wojna nuklearna"
Czasem lubię myśleć u naszym świecie na zasadzie zgadywanek, np: W polityce następuje jakieś wydarzenie, np Lepper nazwał Kaczyńskiego Kurduplem (piszę czysto teoretycznie). Więc zastanawiam się jaki powinien być następny krok Kaczyńskiego. Oskarżyć go w sądzie? Brzydko go nazwać w TV ? Zignorować to? Jakie decyzje pociągną jakie konsekwencje? A potem patrze jak zareaguje i co się stanie.
Okaże się potem, że niektóre problemy są o wiele trudniejsze niż się wydają, a niektóre z kolei banalnie proste. I takich miłych rozczarowań Wam i sobie życzę ;D
Samoświadomość. Czyli wiedza o samym sobie. Paradoksalnie jest wiedzą opartą na spostrzeżeniach głównie związanych ze światem zewnętrznym a nie nakierowanym na siebie. W pierwszej kolejności to jak ludzie myślą o Nas jest źródłem wiedzy o samym sobie. Z drugiej strony odbiór tego co Nas otacza jest zależny od stanu naszej świadomości, czyli umiejętności patrzenia na świat. Zadajecie sobie pytanie kim jestem? Niektórzy tego nie robią. Bo po co zastępować słowo czynem i rzeczywistość gadulstwem. Na tej samej zasadzie można przyjąć, że człowiek porusza się w próżni. Nie ma żadnych zasad liczy się tylko teraźniejszość. Nie jest nikomu potrzebna wiedza o samym sobie i innych ludziach. Myślę, że uciekanie od zastanawiania się nad samym sobą i światem jest ucieczką od życia. Niektórym się wydaje, że tego nie potrzebują, ale przecież są obecni, wrośnięci w te wszystkie reguły, zasady interpretujące człowieka i jego zachowanie. Można nie mieć własnego pomysłu na siebie ale dla mnie oznacza to tyle, że wypadamy z gry, w której czy nam się podoba czy nie bierzemy udział. Prędzej czy później wróci do nas pytanie, kim jesteśmy, czy to w momencie podjęcia decyzji o sobie, czy o kimś innym i wtedy okaże się, że tak naprawdę nie wiemy co zrobić. Nie mamy pojęcia jak rozwiązać problem, bo nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy. Warto zbudować sobie bogaty świat myśli i uczuć, bo wtedy poruszanie w naszej przestrzeni nie jest raczkowaniem tylko stawianiem przemyślanych kroków. Warto poznać samego a przynajmniej postarać się.pzdr
OdpowiedzUsuńMichał, coś mi się wydaje, że masz ochotę na założenie bloga, ale nie jesteś do tego przekonany :) Osobiście uważam, że warto w Twoim przypadku. Jak już się do tego przekonasz to obowiązkowo podaj nam link :)
OdpowiedzUsuńa żeby nie było OT, to ja sobie wyobrażam inne rzeczy. Kojarzycie takie specyficzne uczucie, kiedy jesteście w obcym miejscu? Mieście, ulicy, czyimś mieszkaniu. Czasami próbuję sobie je wywołać w miejscu, które dobrze znam i to jest trochę creepy :) Można dostać niezłej schizofrenii. Polecam ;)
Okej widzę, że nie specjalnie wstrzeliwuje się w temat:) Co do założenia bloga, to trochę nad tym myślałem, tym bardziej, że coraz więcej myśli kłębi się po mojej głowie biorąc pod uwagę, że spotykam ostatnio bardzo ciekawych ludzi. Nie macie wrażenia, że to co pisze jest trochę za bardzo przeintelektualizowane:) No cóż tak mam. Jak tylko najdzie wena na coś swojego, to dam oczywiście cynka. Dzięki Marku za aprobatę moich wywodów. Co do własnych odczuć do poszczególnych miejsc, to ja też tak mam. W zasadzie każde miejsce wywołuje u mnie emocje, nawet powiem szczerze to samo miejsce w różne dni daje różne emocje. Lubię swój dom Opole. Lubię to za mało powiedziane. Nigdzie mi nie jest tak dobrze jak tam. Wszystko jest takie piękne. Jak sobie wspominam, grilla na działce, gonitwy w komandosów na wyspie Bolko, czy rajdy rowerowe do Turawy to szczerzy mi się wielki wafel na pyszczku. Fajnie jest mieć takie miejsca, gdzie się czujesz dobrze. Niech będzie, że kibelek w domciu też jest jakiś magiczny:) Fajnie jest mieć dom, fajny dom. pzdr
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że nie odebrałeś mojego posta negatywnie. Po prostu widzę, jak Cię rozpiera energia pisania, dlatego powinieneś dać jej upust na blogu. Serio :)
OdpowiedzUsuńJa w ogóle wszystkich namawiam na założenie bloga/blipa/itp :P
Nie Marku zupełnie nie myślałem o niczym negatywnym. Dziękuje za miłe słowa. Pomysł z blogiem jest do przemyślenia i myśle uruchomienia niebawem. Do zobaczenia na spacerze lub napisania... pzdr.
OdpowiedzUsuńCzy jest sprawiedliwość. Nie wydaje Wam się, że obowiązuje zasada otrzymujemy, to na co zasłużymy. Wiem, że nie zawsze i nie w pełni. Są jednak takie momenty, kiedy spotyka nas coś szczególnego, jakaś wdzięczność losu czy osób, które są wokół nas. Kiedy za tysiąc miłych słów, pięć tysięcy małych i dużych gestów dostaniemy jedno mrugnięcie okiem, po którym robi się ciepło na serduchu. Czy to nie jest fajnie spojrzeć sobie w lustro czasem i powiedzieć Ty to jesteś ktoś. Czy nie jest fajnie, jak ma się osoby, do których za każdym razem jak się wraca do domku to się można spotykać na piwku (tak od podstawówki), czy to nie jest fajne jak się jedzie na stare śmieci do Wawy to jest problem, czy się z każdym spotkam, czy to nie jest fajnie, jak tyle osób chce gdzieś tam do Ciebie się zbliżyć, pogadać, wysłuchać. Jak ważnym jest przy tym to, by zabiegać o ludzi i obdarzać ich szacunkiem. Bo tyle dobra ile rozdasz trafi do Ciebie z powrotem, może nie od każdego ale od tych, którzy na to dobro zasłużyli. Dzisiaj nie ma dyrektora i jest już zbyt refleksyjnie wiem:) pzdr
OdpowiedzUsuńNo to zacznę komentować w miarę chronologicznie:
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Michałem, że należy myśleć i poznawać siebie. W ogóle powinno się myśleć dużo i o wszystkim :D Często też warto obserwować, i uczyć się na błędach innych i swoich.
Nie zgadzam się natomiast, że to co ludzie o mnie myślą jest źródłem wiedzy o mnie. Po pierwsze nie wiem co o mnie myślą ludzie, a to co mówią to pewnie nawet nie jest cząstka tego cop myślą. Po drugie oceniają mnie tylko po moich czynach albo po plotkach o mnie, często nie zastanawiając się o powodach moich działań czy też prawdziwości plotek.
Popieram Marka, twój osobisty blog to byłaby ciekawa sprawa.
Faktycznie ciekawe uczucie. Piersze o czym pomyślałem to mieszkanie w którym mieszkam: "siedzę przed obcym komputerem i czytam posty kogoś, kogo nie znam. Czyje to mieszkanie, czyj to komputer? "
Faktycznie ciekawe uczucie :D Będę próbował tego częściej.
Nie wiem czy dostaję to na co zasługuję czy nie. To takie trochę za ogólne i za naiwne. Cokolwiek mi się przydarzy mogę skwitować "należało mi się". Równie dobrze mógłbym powiedzieć "widocznie takie przeznaczenie, czy fatum". Ja po prostu jak czegoś chcę to robię tak, żeby top mieć i nigdy niczego nie oczekuję. Jestem pesymistą i zawsze spodziewam się najgorszego. Wtedy rzadziej się dostaje kuksańca. Można być dobrym i się starać i nic z tego nie mieć, najwyżej jakieś lekkie podziękowania (mam taką koleżankę która dużo kiedyś robiła własnie za nic). Tylko to potem męczy i się odechciewa (tej koleżance się odechciało trochę).
Ja jednak muszę zaciskać zęby i dalej starać się czynić dobro. Bo takim jestem archetypem.
pierwsze primo - Michal, zaloz bloga -bedziemy czytac i komentowac. Nie wydaje mi sie, zeby Twoje posty byly przeintelektualizowane, poza tym , jakie to ma znaczenie w swietle bezmiaru ludzkiego umyslu?
OdpowiedzUsuńdrugie secundo -marek -mega straszliwe ;)
i trzecie tercio- zyc i czynic dobro tylko po to zeby sie zwrocilo (badz chociazby z nadzieja) nie przynosi chluby .... zgadza sie z Demno -nie spodziewaj sie zaplaty (mozesz byc jedynie milo zaskoczony) a poza tym, jesli w swiadomosci oczekujesz dobra za dobro, niczym sie nie roznisz od tych co nie robia nic i tez niczego sie nie spodziewaja w zamian....
Okej przekonaliście mnie w sobotę ruszam z blogiem, powiadomię co i jak. Temat na początek kobiety:) Można w zasadzie poprzestać na tym temacie przez parę ładnych miesięcy albo w zasadzie to zrobię osobną zakładkę i będę coś dopisywał codziennie:) Jesteście tak na prawdę niewyczerpalnym tematem:) Wiem, że stosunek coś za coś jest trochę niewłaściwy bo zakłada, że za każde miłe słowo będę wystawiał fakturę VAT. Myślałem jednak o tym, że w przypadku doświadczania tylko przykrych spraw człowiek byłby pozbawiony jakiegoś powodu do czynienia dobra. Chyba byśmy za dużo wymagali od kogoś by tylko się starał. Każdy potrzebuje „pogłaskań”, miłych słów, motywacji do czynienia czegoś dobrego. Inaczej jak przekonać kogoś "idź stary na rzeź ale pamiętaj uśmiechnij się:)" Jeżeli coś robicie to też ze względu na jakieś przekonanie nie tylko, że tak trzeba ale także dlatego, że będzie fajnie. Myślę, że człowiek, którego nie będzie spotykała jakaś nagroda zamieni się w takiego chłopa, który wychodząc z tym pługiem dziesiętny raz po gradzie będzie znowu siał ale raczej z przyzwyczajenia niż z wiary, że to ma sens. Chociaż założenie, że warto być dobrym powinno zamykać polemikę czy to się opłaca. Nie oszukujmy się jednak każdy w środku liczy, że za dobre słowo nie zarobi guza w bramie po 20stej. Chociaż i takie przypadku chodzą po ludziach. Wyobraźcie sobie, że jednak nie zdołałem się wybrać dzisiaj do dominikanów, a miał być mój temat. Cosik się ostatnio nie wysypiam i jeszcze to gardło. Odbijemy sobie w piątek. Uwaga uwaga mam podpis Grzegorczyka:) Strasznie ciekawy człowiek, niewyczerpane źródło anegdot. Człowiek orkiestra, słuchałem jak zahipnotyzowany i nic nie powiedziałem, przy moim niewyparzonym pyszczku to sukces:)
OdpowiedzUsuńNie zauważyliście, że problemem współczesnego świata jest brak miłości. Jak widzę dzieci gimnazjalne, szkolne, czy licealne z tymi wykrzywionymi twarzami, z wypisaną wściekłością, żalem o coś i do tego przyozdobionymi w coś co ma zwrócić uwagę, mam wrażenie, jakby miłość gdzieś ulatywała. Mam wrażenie, jakby temat miłości, godności, szacunku, zaufania znikał na gruncie rozmów o niczym. Tylko na stacji Słowiańska, czy Al. Solidarności miał ktoś odwagę sprowokować ludzi pisząc na murach słowa nadzieja, wiara, solidarność. W pozostałych miejscach można się dowiedzieć, że ktoś jest hu.. albo kur… Nie macie wrażenia, jakby ludzie zastępowali sobie życie - telewizją, miłość - zauroczeniem, głębię – prostactwem, mądrość – głupotą i to w zasadzie tak po prostu. Z czego to wynika? Mam wrażenie, jakby wyręczanie człowieka we wszystkim powoduje to, że on jakoś znika. Trochę jak w matrixie. Lepiej jest nie myśleć tylko przyjmować, to co podrzuci ci telewizja, lepiej jest nie kochać tylko ulegać przemijającym namiętnościom, lepiej jest poniewierać niż dbać o najbliższych. Wszystko porusza się w nurcie sinusoidy, jak osiągniemy dno moralne, to może czekać nas będzie jakieś odbicie. Holendrzy podobno wycofują się pomału z dzielnic różowych w Amsterdamie, a na partię pedofilów w tym kraju nie ma za bardzo przyzwolenia społecznego. Wszyscy tak jakby zapomnieli o miłości, także i wobec siebie. Przecież trzeba dbać o siebie i najbliższych, bo nic z tego nie będzie. pzdr
OdpowiedzUsuńNie spotkaliście ludzi, o których ciężko coś więcej powiedzieć. Trudno się otwierają, ciężko ich rozszyfrować, nie mówią o sobie zbyt wiele, duszą w sobie uczucia i emocje. Można ich nazwać „tak jakby byli na pół gwizdka”. Niby są bo to widać, ale praktycznie ciężko zauważyć ich obecność, bo cały swój świat chowają, czy to z lęku, czy to z braku umiejętności wyłożenia tego swojego ja. Mogą przy tym być aktywni towarzysko ale raczej w charakterze d.j. na disco niż osoby, która potrafi się do kogoś zbliżyć. A przecież bez owego "otwarcia się " nie ma prawdziwych więzi i relacji z innymi, nie ma przyjaźni, miłości i innych ważnych związków w naszym życiu. Właśnie otwieranie się przed drugą osobą jest jednym z fundamentów zaufania. Musisz pierwszy otworzyć drzwi by zaprosić do siebie drugiego człowieka. Musisz to zrobić kiedy będziesz na to gotowy ale pewne uchylanie drzwi musi być obecne w każdej relacji. Znam takich ludzi, którzy myślą, że budują z kimś jakiś związek kamuflując swoje prawdziwe ja i uciekają dla niepoznaki w świat gadu gadu, czy portali internetowych. Tam możesz być takim jakim chcesz, możesz zasłaniać się barierą Internetu nie pokazując swoich chmurnych nastrojów, skłonności do złośliwości, czy łatwości do okazywania zdenerwowania. Tworzymy sobie fikcję bycia razem, albo budujemy takie „trochę” razem. Może niektórym to wystarcza, bo strach przed samym sobą jest silniejszy. Musze powiedzieć, że bardzo niewiele jestem w stanie powiedzieć, o osobach z którymi grałem w planszówki. Mam może swoją intuicję, ale odniosłem wrażenie, ze plansza do gry jest bardziej zasłoną dymną, niż płaszczyzną porozumienia. Jest to takie dla mnie „trochę” socjologizowanie się. Bez urazy. Fajnie, że tez inaczej organizujecie sobie czas, bo moglibyście nic o sobie nie wiedzieć, spotykając się rok czasu tylko na planszówki. Otwieranie się pozwala na lepsze poznanie siebie i innych, niestety tak się dzieje, że każda ze stron naraża się jednocześnie na zranienie, ale właśnie dlatego, to „coś więcej” to szczególny rodzaj relacji. Pzdr.
OdpowiedzUsuńPrzystanek Al. Solidarności to nie czyjaś osobista odwaga czy prowokacja tylko zorganizowany projekt „Przez bunt do wolności" związany z rocznicą Poznańskiego Czerwca 1956 roku współfinansowany przez EU. Dla chętnych -> http://www.czerwiec56.pl/index.php?prtlid=1092&kat_id=123&art_id=135. Słowiańską pomalowali grafficiarze w ramach programu - "Poznań ukryty w literach". Lechicką (pierwszy odmalowany przystanek) odnowili studenci architektury z organizacji OSSA a Szymanowskiego dopadli grafficiarze w ramach poznańskiego Roku Klimatu i Środowiska. Na ostatnim szarym przystanku Kurpińskiego najpierw miały być wizerunki królów - Śmiałego i Chrobrego, potem maki i chabry a jak na razie nie ma nic :( (choć mieli we wrześniu zacząć) Tyle ciekawostek ze świata PST.
OdpowiedzUsuńZauważyłem pewną prawidłowość, iż kobiety maja problem ze skupieniem się na sprawach najprostszych. Kiedy facet wychodzi z domu, ma już w głowie cały plan podróży, pamięta o dokumentach, kluczykach, jakby z góry wie jaką trasą będzie szybciej. Kobiety natomiast przypominają sobie o kluczykach, wtedy kiedy zaczynają odśnieżać przednią szybę, czy jak kluczami od skrzynki pocztowej próbują otworzyć auto. Podobnie jest na zakupach, facet dokładnie wie, czego potrzebuje, wchodzi do sklepu i idzie po półkach, tak trochę jakby grzebał we własnej szafie. Kobieta potrzebuje listy z zakupami, chodzi i w zasadzie patrząc na produkty dowiaduje się czego trzeba i co musi kupić. Mam swoją teorię w tym temacie. Wszystkim wiadomym jest, iż kobieta ma lżejszy umysł i to o jakiej 300 g, co przy masie całkowitej mózgu 2 kg jest całkiem sporo. Wydaje mi się, że to może mieć wpływ na to, iż kobieta musiała wykształcić w sobie więcej połączeń między neuronami niż mężczyzna (żeby mu dorównać). Z tego powodu kobiety lepiej rozumowo podchodzą, do spraw skomplikowanych, wymagających szerszego spojrzenia. Może to mieć wpływ na to, iż w sprawach prostych i przewidywalnych nie czują się najlepiej. Faceci zawsze mi się wydawali konkretniejsi, mówią w odniesieniu do faktów, nie posługują się myśleniem metaforycznym, nie utrudniają tematu bardziej niż to jest konieczne dla wyciągnięcia jasnych wniosków. Kobiety z kolei znajdują problem w sytuacji, kiedy obiektywnie rzecz biorąc nie da się znaleźć nic trudnego. Powiem więcej myślę, że celowo tych problemów szukają. Są myślę też mniej zdrowsze psychicznie. Facet jak ma problem to potrafi o tym powiedzieć, sprecyzować o co mu chodzi. Kobieta woli ukryć problem pod miną jest mi źle, ale z twierdzeniem jednocześnie, że wszystko jest okej. Nie nastawiają się na rozwiązywanie kłopotów emocjonalnych tylko na dostarczaniu sobie kolejnych. Widzieliście ten plakat, „bo zupa była za słona”. Nigdy nie widziałem większej ściemy. Nie spotkałem faceta, który by tak po prostu lał z błahego powodu (poruszam się w śród osób zrównoważonych), natomiast awantury wszczynane przez dziewczyny z tego powodu, że mężczyzna nie docenił odpowiednich proporcji soli znam z autopsji. Kiedyś kobiety nie musiały krzyczeć o równouprawnieniu i były nawet ważniejsze w domu niż mężczyźni. Potrafiły podjeść faceta sposobem, inteligencją. Teraz muszą histeryzować, dopominając się pełnych praw stojąc nad tym biedakiem z wałkiem. To ciekawe bo nikt nigdy równych praw kobietom nie odebrał. Teraz one jednak chcę wziąć od mężczyzn wszystko, nawet prawo do zdrady, bycie gburowatym i ordynarnym. Chcą tak naprawdę to co w facetach jest najgorsze, z tym że generalnie myślę, że mają większy potencjał do zgnilizny męskiej. Pzdr.
OdpowiedzUsuńMichał, akurat z tym samochodem nie trafiłeś :) u mnie i u Kory jest akurat odwrotnie - to Kora pamięta, żeby zabrać kluczyki, dokumenty itp :)
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o ciężar mózgu, to... WTF? ;) Od kiedy ciężar mózgu ma znaczenie? Jeśli już, to stosunek wagi mózgu do masy ciała. No, ale wtedy, to my, mężczyźni, wypadamy gorzej, prawda? :)
Chodziło mi o porównanie wielkości mózgu kobiety i mężczyzny:) Trochę przedobrzyłem, bo mózg mężczyzny waży 1.5 kg a kobiety średnio 1.25 kg. Patrząc na budowę ciała w proporcji do wielkości mózgu, można byłoby wysnuć teorię, że Amerykanie z racji swoich gabarytów są najmądrzejsi:) Chyba jest zupełnie odwrotnie. Nie zastanawiało Was dlaczego na mleku kozim jest narysowany kozioł:) Mnie to jakoś skutecznie zniechęca:)pzdr
OdpowiedzUsuń"iż kobieta musiała wykształcić w sobie więcej połączeń między neuronami niż mężczyzna (żeby mu dorównać)" Dawno nie czytałam większej bzdury. Właściwości naszego mózgu w dużej części zależą od ilości neuronów w poszczególnych ośrodkach, kolejnych struktur mózgu oraz od ilości i szybkości połączeń między nimi. Jest to zmienne w zależności od płci, wieku, rasy, stopnia wykształcenia, diety i ogromnej ilości innych czynników. Różne u każdego człowieka i jak pisałam płeć to tylko jeden z niewielu czynników. Cała praca mózgu to jedna wielka biochemiczna machina, co więcej stężenia danych substancji też są od wielu różnych rzeczy uzależnione. Ta mnogość zmiennych sprawia, że tak jak dobrze jest poznany mechanizm pracy nerek, wątroby czy serca, co do mózgu nadal trwa wiele badań a naukowcy porównują różne teorie. Więcej połączeń między neuronami - którymi pytam? I jakiemu wyrównaniu kobiet do mężczyzn niby miałoby to służyć? Bo waga czy wielkość mózgu nie jest w żaden sposób powiązana z ilością komórek nerwowych czy połączeń w nim zawartych. Jak komuś wyrośnie guz to od razu mózg ma cięższy, szkoda, że raczej na inteligencje pozytywnie to nie wpływa... Neuroanatomia, neurologia czy w ogóle neurobiologia to rzeczy, nad którymi głowią się wielcy mędrcy tego świata i irytuję mnie jak ktoś głosi pseudomądre wywody posiadając ledwo parę informacji.
OdpowiedzUsuńAh, zapomniałam dodać, że statystycznie serce kobiety waży mniej niż serce mężczyzny, co więcej wątroba, płuca i nerki też i aż się boję jakie wniosku można sobie z tego wyciągnąć. I wszyscy wiedzą, że najmądrzejsze lądowe zwierzę to słoń, nic dziwnego, jego mózg waży 7 kg ;)
OdpowiedzUsuń„Widzieliście ten plakat, „bo zupa była za słona”. Nigdy nie widziałem większej ściemy. Nie spotkałem faceta, który by tak po prostu lał z błahego powodu (poruszam się w śród osób zrównoważonych)”
OdpowiedzUsuńOglądaliście kiedyś program o kangurach? Nigdy nie widziałam większej ściemy. Nie spotkałam nigdy żadnego kangura (a mam w domu zwierzęta, codziennie parę widzę na ulicach i nawet w zoo byłam). :DDD
Tezy moje nie mają nikogo bulwersować, bo są bardziej zabawą intelektualną, niż przesłaniem niosącym wielką mądrość. Warto zwrócić uwagę, iż polemika może toczyć się w tonie spokojniejszym niż ze słowami "pseudomądre" , "bzdura". Tym bardziej, że ja raczej bazuje na domysłach pisząc "wydaje mi się". Myśle, że pomysł na założenie swojego bloga stał się bardziej aktualny:)Plakat z hasłem, jest dla mnie zbyt jednostronny, tym bardziej, że żyjemy w takich czasach, kiedy kobieta nie musi z takim mężczyzną być. Zawieszam swoją aktywnosć pisarską, przynajmniej w tym miejscu. pzdr.
OdpowiedzUsuńSprawa nie dotyczyła kwestii, czy kobieta może czy nie może żyć z takim mężczyzną, tylko czy takie rzeczy się zdarzają (cytując: „ Nie spotkałem faceta, który by tak po prostu lał z błahego powodu (poruszam się w śród osób zrównoważonych)”). Miałam kontakt z osobami i zajęcia o osobach, które spotyka przemoc w rodzinie - pogląd, że same sobie na to zasłużyły, bądź, że przecież nikt im nie każe żyć z taką osobą, jest o tyle powszechny co błędny. Polecam się chociaż zainteresować czym jest syndrom kopenhadzki, choć w grę przeważnie wchodzą też kwestie socjalno-ekonomiczne.
OdpowiedzUsuńMichal, pewnie nie zawiesisz aktywnosci czytelniczej, wiec pozwole sobie na komentarz. Nie bede komentowac kwestii mozgu (nazwanego zreszta przez Ciebie blednie umyslem), mysle, ze Kasia i Marek dali wystarczajaco duzo danych....
OdpowiedzUsuńŻadną miarą nie chce Cie deprymować, ale poglądy jakie głosisz nie przystoją inteligentnemu, oczytanemu, a przynajmniej wykształconemu człowiekowi. Zastanawiajac sie nad marnościami świata staraj sie wyjsc poza waskie ramy, poza swiat, ktory masz zakodowany... nie wszystko jest takie jakim sie Tobie mieni, i świat, i ludzie nie sa wszędzie tacy, jakich Ty spotykasz.... zycie nas uczy pokory i zycze Ci wyciagnięcia jak najwiecej z tej lekcji.
Ostatnio miałem mało czasu żeby tutaj zajrzeć. I widzę, że nawiązała się ciekawa polemika. Bardzo fajnie.
OdpowiedzUsuńPrimo: ie dzieliłbym sposobów myślenia ze względu na płeć. Każdy ma swoją naturę i jest wychowany inaczej. Cieszy mnie że każdy jest inny i ma inny pogląd na świat. Jednorodność jest zła. I nie można powiedzieć , że któryś ze sposobów myślenia jest lepszy czy gorszy.
Secundo: Chciałem nawiązać do plakatu "z zupą" . Przeraziła mnie trochę lekkość z jaką Michał poruszył ten temat. Przemoc w rodzinie to bardzo poważny problem. Sam widziałem nie raz patologiczne rodziny, nasłuchałem się od przyjaciela policjanta jeszcze więcej. Nie ma w tym temacie w ogóle nawiązania do równouprawnienia (bo kobiety też potrafią się znęcać nad facetami). Ale to szeroki temat na inną dyskusję.
Co do równouprawnienia to się nie zgadzam z poglądem Michała. Podstawą równouprawnienia jest możliwość dania kobietą możliwości wyboru. Kiedyś po prostu musiały stosować się do norm społecznych, siedzieć w domu, czekać aż jakiś majętny starszy pan wykupi je od rodziców. I wiele innych podobnych dziwactw jak na dzisiejsze czasy. Teraz kobieta może robić co jej się podoba. Może pracować (chociaż jak podają statystyki i tak dostaje mniejsze wynagrodzenie za taką samą prace jak facet). temat równouprawnienia to też dłuugi temat. Powiem tylko, że jak teraz często żartuję sobie z równouprawnienia (przechodząc przez drzwi pierwszym itp) To jestem jego (jej) zwolennikiem.
AHA i na pewno nie generalizował bym co chcą kobiety. One są różne. Tak jak nie powiedział bym nigdy, że Polacy chcą być chrześcijanami.
Dalej: Michał, to że ktoś powiedział, że piszesz bzdury wcale nie znaczy, że masz przestać pisać dalej. Każdy ma prawo do oceny i do wyrażania się. Ja na moim blogu stosuję politykę Amerykańskiej wolności słowa, każdy może pisać co mu się chce, nawet na królową Anglii ;> (Oczywiście prosiłbym o ograniczenie wulgaryzmów, ale nie bronię tego przecież).
I na koniec:
zastanawiam się czy faktycznie w jakimś poście nie poruszyć jakiegoś poważnego tematu, np przemocy w rodzinie czy kary śmierci. hmm...