Więc napiszę.
Matka miała wypadek, zabiła swoje dziecko. Prawdopodobnie przez przypadek.
Spanikowała, zrobiła coś głupiego. Nie przyznała się, kłamała.
Ludzie myśleli, że dziecko porwano.
Mimo, że w TV cały czas podkreślali "domniemane porwanie" i tak dalej. Ludzie podchwycili temat.
Na internecie pełno było łańcuszków ze zdjęciem dziecka.
Wszyscy jej szukali, była wyznaczona nagroda. Sam żartowałem, że wezmę urlop i pojadę szukać.
W ludziach narastała złość.
Prawda wyszła na jaw. Ale złość musi się uwolnić.
Ludzie skazali matkę.
Obwinili ją, "morderczynię". Policja musiała ją ochraniać.
Nikt nie pomyślał ?
Matka, moda kobieta. Jej najcenniejszy skarb rozbił łepetynę na glebie. I z drobnego ciałka uszła iskierka i zgasła. Co wtedy myślała? Mogę tylko sobie wyobrażać.
Kinga też raz mi spadła. Ułamek sekundy nieuwagi. Na szczęście spadła na łózko.
Ale poczułem wtedy jak na chwilę umarłem.
Chwilowy stras kosztował mnie pewnie 2 lata życia. Na szczęście nic się nie stało.
Mimo to mogę tylko podejrzewać jak taka matka się teraz czuje. Dla kobiety dziecko to największy skarb. To chyba gorsze niż samobójstwo.
Mam nadzieję, że bliscy jej pomagają i wspierają. I kochają ją bardzo. Nie to co inni ... ludzie.
Teraz logika:
Nie jestem psychologiem. Ale widzę skutki
- dziecko nie żyje
- matka ma wielką wyrwę w psychice, i pewnie nie widzi już sensu w życiu
- mąż ma teraz żonę, która z jednej strony mimo prób chyba już nigdy się nie uśmiechnie. Chce jej pomóc ale w głębi umysłu jest zakodowane, że ona była na tyle nieuważna, że dziecko nie żyje.
- dziadkowie ? Teściowie pewnie ją też obwiniają, i nigdy już nie będzie się czuła komfortowo w ich obecności. Rodzice pewnie współczują całym sercem, ale i tak nie będą wiedzieli jak pomóc, bezradność ich też pogrąży
- ludzie i tak na nich będą wieszać psy, złość musi znaleźć ujście
zycie jest ......ale nie dla kazdego....takie dobre.....zle......
OdpowiedzUsuń