niedziela, 27 listopada 2016

Stanley Parable

Ostatnio z okazji czarnego piątku zakupiłem sobie kilka gier na komputer. Wśród nich była gra, czy może raczej projekt "Stanley Parable". Trudno to nazwać grą, trudno też "doświadczeniem". Zagrałem w to to kilka razy, szukając najlepszego rozwiązania, rozwiązania zagadki, (no dobra, próbowałem odblokować achievementy).

Stwierdziłem potem: ale to było ciekawe.

Ale dopiero po trzech dniach odkryłem sens.

To jest genialne.

Odkryłem sens odkurzając mieszkanie moim odkurzaczem Dysona, ze słuchawkami na głowie słuchając spotify. Piosenki Radio (Sylvana Esso).
Doszło do mnie to co Stanleyowi chodziło po głowie.

Jeżeli nie grałeś to nie czytaj dalej, bo może być spoiler!

Ostrzegałem cię!

Myślałem sobie, że Pati obok ćwiczy wiolonczelę i nie ważne czy chce czy nie, musi to przećwiczyć. Tak jak ja muszę odkurzyć i sprzątnąć. Oczywiście mógłbym olać mój obowiązek i zająć się przyjemnościami, ale to na dłuższą metę prowadzi w to miejsce do którego docierał Stanley. Do ślepego zaułka, niekończącej się pętli.
Po prostu trzeba zrobić to co trzeba, a sednem nie jest władza, czy pieniądze, czy wolność. Sednem jest szczęście. Na szczęście mogę odkurzając poczuć szczęście słuchając muzyki.

Czy to się przedkłada dalej ? No pewnie że tak. Mogę marudzić na polityków, na idiotów, na innych. Ale nic się nie zmieni. Czy jest sens się denerwować ? Chyba nie. Trzeba dążyć do swojego szczęścia. Powoli, cierpliwie do celu.

Znajdźmy szczęście.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz