wtorek, 23 lutego 2010

Turniej Dominiona

Wczoraj wziąłem udział w turnieju gry planszowo/karcianej Dominion.
Nie lubię tej gry mimo to w imię zasady "ktoś musi być ostatni" postanowiłem zagrać.
Chyba nigdy wcześniej nie wygrałem w tą grę, więc pomyślałem, zagram raz w Dominiona, potem szybka gierka jakaś inna i będę mógł czym prędzej spadać do domu pomóc Asi.
Nic z tego, wygrałem pierwszą grę (nie pamiętam ksywy mojego przeciwnika, ale wiem , że była fajna), drugą grę z Yogiem też wygrałem, trzecią z Przemkiem (kolegą Roktera) też wygrałem. Już byłem zmęczony tą grą, i ogólnie zmęczony, bo kupa pracy w pracy, odbieram Patrycję i się nią zajmuję, a jeszcze nieśliśmy razem Asi obiad, bo nie miała czasu, nawet żeby zjeść.
No nic to, jestem w półfinale, okazuje się, że zwycięzca gra 3x o 1 miejsce, a przegrany raz o 3 miejsce. Pomyślałem, nic to teraz przegrywam, a potem wygrywam i do domu ;p
Ale nie ma tak łatwo, przegrana ze Sławkiem była druzgocąca (jak on to zrobił, że tak szybko rozpoczął kupowanie "szóstek"). A o 3 miejsce przegrałem (też sromotnie) z Dorotą. Wiec grałem 5 gier w grę której nie lubię i nic (oprócz garści krówek) nie wyniosłem. ;p
Nie jest źle, zabawa była przednia.
I nawet wyciągnąłem wnioski: Dominion to JEST głupia losową grą, że taki noob jak ja dochodzi do półfinału a w pierwszych grach odpadają wyjadacze. Fakt, mam wrażenie, że jak ktoś trochę pograł, zna karty i jakieś ogólne wytyczne to może trochę szczęściu pomagać, ale jak spotkają się gracze na podobnym poziomie, wygra ten kto ma większego fuksa. Takie jest moje zdanie.

Co dalej? Nie będę już chyba dzisiaj więcej marudził bo nie mam czasu ;/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz