poniedziałek, 15 marca 2010

15 marca 2010

Dzisiaj znowu zostałem ponad godzinę dłużej w pracy. Okazuje się, że w Polsce chyba nie ma kryzysu. Wręcz przeciwnie. Wiem, że nie tylko ja pracuję na podwyższonych obrotach.

Byłem w sklepie z Asią i Patrycją, trochę się wynudziłem, ale nie było źle. Po zakupach jedzenie, nie ma jak spagetti + tortelini + lasagne ... mniam.

Potem do alibi, dotarłem trochę spóźniony (choć nie tak bardzo jak prezes) ale miło mi się grało. Najpierw w "mission on the red planet" [grali: olimpia, bad wolf, pandura, yog i ja] (czy jakoś tak). Wygrałem, dzięki wydarzeniu które spowodowało śmierć wszystkich astronautów na jednym sektorze marsa. Dzięki temu ja wypełniłem 3 misje, a Yog nie wypełnił dwóch.
Potem przyszli nowi: Ola, Miguel, Zosia i .. (nie pamiętam, jakieś fajne zagraniczne imię) + stary skład (tylko bez yoga). Zagraliśmy w taką fajną grę: połączenie memory i jungle speeda w bardzo ładnej zwierzęcej oprawie. Oczywiście wygrałem.
Potem jeszcze raz w tym samym towarzystwie w 8 osób w saboteura, raz byłem dobrym, raz sabotarzystą i znowu raz dobry. Wygrałem za każdym razem, więc całą grę wygrałem (miałem 7 golda).
Potem dwie gry w jungle speeda, tym razem nie wygrałęm ani razu ;D [grali: dorota i jej współspaczka, badwolf, jacek? i ja]
no i w końcu wymarzona partia w galaxy truckera. [zagraliśmy drużynowo : agata (grała pierwszy raz) i ja przeciwko spiderblazowi i TV (grali chyba w sumie 5 razy)] Wygraliśmy bo wszyscy skończyliśmy z gotówką. Ja z agatą wygrałem trochę bardziej bo mieliśmy więcej kasy.

Było bardzo fajnie i o 23:00 już byłem w domu.

Szkoda , że asia nie mogła dołączyć.

A z innej beczki: gdzie ta wiosna? chcę na rower ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz