Zreszta ciężki dzień był nie tylko dla mnie, więc jak tylko teściowa poprosiła o wyjście z psem się zgodziłem (a co przewietrzę się trochę).
Idziemy do parku, późny wieczór, ciemno. Obok mija mnie jakiś łysek w skórzanej czarnej kurtce.
A ja w tym momencie wdeptuje w kupę jakiegoś psa. Patrzę na ziemię a tak bobki ciągną się przez jakieś 5 metrów, wdepłem w ostatnią z rzędu. FART?
Idę dalej, szuram butem i widzę , że typek który mnie miną zawraca i idzie w moją stronę.
Myślę, że pewnie będzie chciał kasę na piwo to go zbesztam, ale jak będzie marudny to go chyba pobiję i się wyżyję bo jakiś zdenerwowany jestem ;p
Typek podchodzi i mówi coś niewyraźnie.
Ja: Co ?
On podchodzi bliżej i łapie mnie za tyłek.
Odskakuję zdziwiony. Czuję zapach piwa, nieźle typek nawalony.
I widzę, że wyciąga łapę na moje przyrodzenie.
Szybko odbijam jego grabę i mówię : Idź stąd!
On pytający wzrok, jakby nie kumał. To ja znowu: Idź stąd! Mykaj!
Wiec idzie, odwraca się za chwilę i mówi: A szkoda, bo taki fajny chłopak jesteś.
Wracam do domu. Muszę się zdrzemnąć.
:D nie wiem co powiedzieć, bo śmiać mi się chcę, chociaż nie zazdroszczę :)
OdpowiedzUsuńbuahahahah :d padłem :D
OdpowiedzUsuńdrastyczne dość...
OdpowiedzUsuńNiemal dosłownie połechtano ci ego. ;)
OdpowiedzUsuńTak jakby.
Jakby co.