środa, 18 kwietnia 2012

Pula Genów

Jestem tylko pulą genów. Moim zadaniem jest żyć i się rozmnażać. Taka jest idea istot żywych.

Ale od początku. Dawno, dawno temu (około 4,6 miliarda lat temu) z bezkształtnej materii na skutek oddziaływań grawitacyjnych narodził się układ słoneczny. Potem pojawiła się masa organiczna aż w końcu pierwsze organizmy żywe. Na początku prymitywne, zachowywały się jak dzisiejsze proste roboty. Ale z czasem ewoluowały w coraz to złożone formy. Aż w końcu (robiąc duży skok do przodu) mamy człowieka. Homo sapiens - człowiek rozumny. Przez cały ten gigantyczny okres, życie miało cel - rozmnażać się, różnicować i ewoluować. Żeby to doszło do skutku organizmy musiały nauczyć się lubić rozmnażanie.

Jak to działa ? Wyobraźmy sobie 2 ludzi. Jeden lubi jedzenie. I dla swoich pyszności poszedł by na piechotę 80 km. A drugi nie lubi jedzenia, wręcz się go brzydzi. Po tygodniu zostanie tylko jeden człowiek. Tak samo z seksem. Jak ktoś uwielbia to (przy najmniej póki nie wynaleziono antykoncepcji) będzie miał liczne potomstwo. Ale mniejsza o szczegóły.

Po wypełnieniu swojej "misji" organizm umiera, zostawiając miejsce innym organizmom. Zgodnie z zasadą ewolucji następne organizmy są lepsze. Dzieci są mądrzejsze od swoich rodziców.

Ludzie tak się zagalopowali, że w międzyczasie uzyskali świadomość. Cogito ergo sum. Myślę, więc jestem. Ci, którzy boją się śmierci, a zdają sobie sprawę z jej oczywistości zaczynają sobie wmawiać "życie pozagrobowe". Jakby w to nie wierzyli chyba by zwariowali ze strachu ... a może oni już są wariatami ? A niech sobie wierzą w co chcą (póki są niegroźni).
Ci co śmierci się nie boją mogą ze spokojem przyjąć fakt, że po śmierci nic nie ma. nasze ciało się rozłoży i z tej materii powstanie coś innego.

To wtedy człowiek myślący powinien zadać sobie pytanie:
Żyję te kilkadziesiąt lat. OK, mam cel, ale samo rozmnażanie nie zajmuje wcale dużo czasu. Mam mózg. Może warto robić coś innego przyjemnego ? Tak, żeby się chciało żyć. Żeby to miało jakiś większy sens.

Dla tego człowiek lubi trochę więcej niż musi. Ba! niektóre rzeczy uwielbia wręcz nałogowo.

I to dochodzimy prawie do sedna moich myśli.

Ja mam 3 główne uzależnienia. Część swojego obowiązku już wykonałem (powiedzmy 1/3). A w międzyczasie się dobrze bawię.
1. Muzyki to ja słucham non stop. A nawet jak niczego akurat nie słucham, to w myślach coś mi gra albo sobie śpiewam. I już samo to, że pierwsze z moich uzależnień jest spełnione powoduje, że jestem szczęśliwy. Mało tego! W okół mnie pełno coraz to nowyh ciekawych utworów się pojawia więc nie ma obaw, że się wszystkiego osłucha.
2. Granie ... to tez nie jest źle. Gram w gry codziennie. Czasem na kompie, czasem na stole. Czasem muszę wstać o 5 rano, czasem posiedzieć do północy (albo później). Ale zawsze sobie w coś zagram. I jest jeszcze lepiej niż super.
3. Seks ... z tym jest najgorzej. (w sensie z tych 3 uzależnień). Ja tam mógłbym i 3 razy dziennie ... ale czasu niestety braknie wiec często nawet i na "raz a dobrze" czasu nie wystarcza.

Jestem Bardzo szczęśliwym człowiekiem. Poziom Endorfin już większy chyba być nie może. Więc prawdopodobnie nawet jakbym wygrał 3 bańki w totka to bardziej radosny już nie dam rady być.

Ale mam jeszcze trochę czasu na inne sprawy. I czasem myślę sobie, że jest tyle ciekawych żeczy do robienia. Chociażby myślenie.
Jako, że myślę cały czas to mam sporo tematów do przedyskutowania. Większości tematów po prostu nie mam z kim przedyskutować ponieważ ogranicza mnie etykieta i społeczeństwo.
Dzisiaj sobie zdałem sprawę z sensu istnienia miasta Rapture.
Dla laików, Rapture to miasto ukryte gdzieś na dnie oceanu. Mieszkańcy tego miasta to naukowcy, filozofowie i inne światłe głowy ludzkości. Tylko w Rapture nie są ograniczeni. Mogą myśleć co chcą i robić co chcą.
Więc mi brakuje takiego miejsca.

Skąd taki pomysł ? Ostatnio śnił mi się sen. Rzadko śnią mi się sny erotyczne (częściej jestem agentem ratującym świat) ale ten był ... dziwny i zarazem super. I myślałem o nim dzień cały i mnie gryzło. Napisałem na FB ale ogólnikowo. Doszło do mnie, że po prostu nie wypada publicznie mówić o takich rzeczach. No i co ja mam teraz zrobić.
Teraz to dopiero czują się jak kupa genów która tylko ma zrobić to co ma "zaprogramowane" przy okazji jakiegoś efektu ubocznego nacieszyć się jakimiś wymyślonymi popędami. I na koniec zdechnąć. Potem materialne ciało ulegnie "biodegradacji. A jeszcze później pamięć o mnie zaginie. I tyle.

Tylko pula genów.

No dobra koniec.
p.s. nie, nie jestem pijany ;p


2 komentarze:

  1. Jeśli o mnie chodzi to ze mną możesz pogadać nie patrząc na żadne etykiety :)
    A poza tym, to skorzystaj z błogosławieństwa boga internetu ;) i załóż anonimowego bloga/fanpage/tublra/cokolwiek i tam się uzewnętrzniaj, jeśli nie chcesz, żeby powiązał kontrowersyjne treści z Twoją osobą :) Inna sprawa, że jak ktoś będzie chciał, to dowie się kto jest autorem

    OdpowiedzUsuń