sobota, 21 kwietnia 2012

Wieczorne rozmyślania przy muzyce

Szykując się do ostatecznej walki z Bogiem, Diabeł zesłał na Ziemię Christopher'a Hitchens'a. Bóg nie zdążył go zabić na czas, i wszyscy którzy byli niezdecydowani a przeczytali jego książkę zeszli na mroczną stronę mocy. I Zostali co najmniej ateistami.

Taka jest moje chwilowa myśl po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron książki "bóg nie jest wielki".

Autor od razu zaatakował mnie znienacka i wypowiedział i sformułował to, co we mnie się gnieździło przez te wszystkie lata. Historia mojej wiary jest dość krótka. Od małego wychowywany w duchu chrześcijańskim (mimo, że mama moje jest ateistką). Z babcią chętnie chodziłem do kościółka. Ale z biegiem lat miałem coraz to więcej wątpliwości. Pomijając całą historię przejdę do sedna. Moja wiara ostatecznie i całkowicie zgasła w liceum, gdzieś tak pod koniec 1 roku.
(mimo to przyznaję, że chodziłem na religie do końca, po prostu mieliśmy naprawdę fajnego księdza)

Przeczytam tą książkę do końca, i to pewnie wkrótce. Ale nie będzie ona dla mnie dowodem na ostateczne nieistnienie boga / bogów . Będzie raczej ona ( przy najmniej tak mi się wydaje) pewnego rodzaju pochwałą mnie za to jaki jestem dzięki temu że jestem ateistą.

Ale mniejsza o to, nie chciałem przecież o tym teraz pisać.

Sens życia.

Zastanawiałem się teraz o słodyczach tak naprawdę.
Jakie słodycze najbardziej lubię ? Chyba takie nie za słodkie, cięższe i nie za suche.
Czyli, żadnych tortów bezowych, żadnego francuskiego ciasta ... aha i żadnej gorzkiej czekolady.

A jak przychodzę w gości to zawsze przynoszę to co ja lubię, ewentualnie jak wiem, że gospodarz lubi coś bardzo szczególnie to mu właśnie to przyniosę.
Czyli np markizy, babkę (żona pieczy wyśmienite ciacho cynamonowe lub czekoladowe).
A jak do mnie przynoszą to lubię jak przyjdą np ze snickersem (takie pyszne ciasto) czy sernikiem, albo najlepiej makowcem. Ale ciasta tylko bez bakalii i rodzynek! Takie dodatki psują ciasto.
Nie przepadam za chipsami (ale jak są to jem ;p ) a ptasiego mleczka czy np trufli to nie cierpię.
A poza tym to uwielbiam:
karpatkę, michałki, kruche z cukrem (takie okrągłe, z dziurą), ptysie, napoleonki, tort śmietankowy, no i oczywiście białą czekoladę (z chrupkami ryżowymi i orzechami, albo z truskawkami).


A tak poza tym to ja nie jestem łasy na słodycze. 5 lat mieszkałem u babci, że nawet miałem taki okres gdy mnie mdliło na widok słodyczy ;> Ja wole coś konkretnego pożreć, np śledzie w occie albo w sosie tatarskim.

A WY jekie słodycze lubicie a jakich nie znosicie ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz