Podobno jak się spojrzy śmierci w oczy to zmienia się całkowicie punkt widzenia. To jednak chyba nie prawda.
Widziałem białka oczu śmierci, zaśmiała mi się w twarz. Ale to jeszcze nie czas.
I co ?
I nic.
Zupełnie nic.
Problemy się nie rozwiązały.
Problemy pozostały, a nawet dodały się nowe problemy.
Niby że mam być jak nowo narodzony ?
Nie wyszło. Czuję smród życia za sobą. Może jestem jeszcze bardziej przygnębiony, że wciąż nie mogę rozwiązać swoich problemów ani problemów innych.
Rozwiązania są takie proste a jednak niemożliwe.
Niby jak widzę jak moje dzieci się śmieją to uśmiecham się w sobie trochę bardziej. Trochę mi lepiej jak pomyślę, że mogły by się tak już nie śmiać.
Ale zaraz mi gorzej bo to przeze mnie i przez moją głupotę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz