Z punktu widzenia Patrycji:
Jako jedynie nie spała chyba i patrzyła co się dzieje na drodze. Widziała jak moja głowa przechyla się w lewo i zaczynam zjeżdżać. Pomyślała, że próbuję wyprzedzać. Ale coś było nie tak, z naprzeciwka jechały auta a ja ciągle jechałem w lewo. Chciała krzyknąć ale to działo się za szybko. Zamilknęła oczy i czuła jak auto kręci się w kółko. Kiedy przestało otworzyła oczy i zobaczyła jak z maski rozdzielczej unosi się dym. Przeraziła się, że zaraz auto się zapali (dzieci myślą, że każde auto po kolizji wybucha ... to pewnie przez telewizję). Zaczęła krzyczeć: " Uciekajmy! Uciekajmy!" i płakać.
Płakała długi czas. Jej kolega zginął w wypadku samochodowym, musiała mieć dużego stracha.
Ja to pamiętam tak:
jak już się najadłem to zrobiłem się chyba lekko senny. Kinga zaczęła marudzić, że chce się zamienić z Patrycją miejscami. Pomyślałem, że dojadę do MC Donalda w Pile (jakieś 20 km) i tam się zamienią, i od razu poproszę Asi żeby mnie zmieniła. Bo lepiej żebym nie prowadził jak mi się chce spać.
Potem pamiętam jak zasłuchałem się w piosence. Musiałem zamknąć na chwilę oczy. Otworzyłem tuż przed zderzeniem. Widziałem jak auta się zderzają, potem dostałem poduszką w twarz. Potem patrzyłem jak całe auto wiruje i już myślałem "o kurwa jego mać, przyjebałem, stało się, ale jestem głupi!" Ogarnęła mnie straszna złość na siebie.
Auto przestało się kręcić i słyszałem jak Pati krzyczy. Już miałem wizję Zbyszka leżącego obok niej ze złamanym kręgosłupem. Odpiąłem pasy, zacząłem szarpać się z drzwiami. Nie dało się ich otworzyć (jak się potem okazało, prawie ich nie było). Zobaczyłem że nie ma szyby i dałem nura przez okno. Nawet nie sprawdzałem gdzie jest szyba, pochwalam sobie ręce i nogi ale w przypływie adrenaliny nic nie czułem. Wyskoczyłem z auta i pobiegłem do drzwi od strony Zbyszka. Otwieram drzwi, i widzę go ... leży w foteliku i śmieje się do mnie. Strach opadł. Dopiero teraz zaczęło się myślenie. Zerknąłem czy Pati jest OK. Wyjąłem Zbyszka z fotelika i poszedłem wyciągnąć z auta Asię. Miała rany na nogach ale mówiła że jest całą. Dałem jej Zbyszka wyciągnąłem Pati. Spytałem czy jest całą, chyba tylko pokiwała głową, że tak. Nie pamiętam jak i kto wyjął Kingę. Czy to Asia czy ja. Czy przez bagażnik czy przez fotele? Mama wyszła o swoich siłach. Wszyscy zeszli na pobocze. Pobiegłem po telefon. Gdy go znalazłem widziałem jak jakiś kierowca już dzwoni na pogotowie. Spytałem się go czy się dodzwonił, powiedział że go już kierują. Pati ciągle płakała. Poszedłem do dzieci i zacząłem ich oglądać, czy wszystko w porządku. Z polecenia Asi wyciąłem fotelik dla Zbyszka, żeby miał gdzie usiąść. Jak u nas było wszystko OK pobiegłem do drugiego auta. Facet miał zakrwawioną głowę, ale stał na nogach. Wokoło pełno ludzi, jakiś facet obok też dzwoni. Pytam się kierowcy: Wszystko w porządku ? Ile osób było w pojeździe? Wszyscy cali ?
Odpowiada: Wszyscy chyba cali, jaki idiota wyprzedza w tym miejscu.
Mówię mu, że nie wyprzedzałem. Ale on chyba jest w szoku, nie kuma, że ja jestem kierowcą drugiego auta.
Ze szpitala wyszedłem z Mamą tego samego dnia. Edek zabrał nas i graty z wraku. Dzieci zostawili na dobę na obserwację, Asia została z nimi jako opiekunka.
Auto chyba pójdzie na złom.
Wiem, że powinienem się cieszyć, jakiś cudem nikomu się nic nie stało.
Ale ja mam doła i jestem wściekły, być może kilka centymetrów dzieliło mnie od śmierci. Kilka centymetrów bardziej w lewo i może nikt by tego nie przeżył. I to z mojej winy.
https://www.youtube.com/watch?v=KgE29oRPhrI&feature=kp
Jedyną optymistyczną rzeczą jaka przeszłą mi przez myśl podczas wypadku, to że fajnie że widziałem airbagi w akcji. Myślałem, że nigdy tego nie zobaczę.
zycie przed tobå....
OdpowiedzUsuń